13 zarzutów korupcyjnych przedstawiła prokuratura byłemu już profesorowi UMCS

Profesor brał słodycze i pióra. Sąd: to nic takiego

GW Lublin, Karol Adamaszek 2011-02-28

13 zarzutów korupcyjnych przedstawiła prokuratura byłemu już profesorowi UMCS Ryszardowi K. Sąd jednak nie wymierzył mu kary, bo uznał, że doszło do „wypadków mniejszej wagi”.

<!–1–> 

Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ, która oskarżyła naukowca, już zapowiedziała apelację. Na razie korzystnie dla prof. Ryszarda K. wyrok orzekł Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Proces był zamknięty dla mediów. O wyłączeniu jawności zdecydowała sędzia Joanna Błaszczuk. 

Ryszard K. odpowiadał przed sądem za 13 zarzutów. Dwanaście dotyczyło przyjmowania łapówek od studentów (m.in. pióra, słodycze, dwa zegarki, alkohol, aparat fotograficzny, kryształowy flakon czy kilkaset złotych gotówki), za co miał ich łagodnie traktować podczas egzaminu…..

Poniedziałkowy wyrok sądu brzmi kontrowersyjnie w zestawieniu ze słowami prof. Kazimierza Goebela, byłego rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli UMCS, który badał sprawę Ryszarda K. – Studenci, z którymi rozmawiałem, potwierdzili, że panowało powszechne przekonanie, iż łatwiej zdać egzamin, jak się kupi książkę [„Wioski dziecięce…” – red.]. A jedna ze słuchaczek stwierdziła wręcz, że studiując na wydziale pedagogiki i psychologii, nauczyła się, że trzeba okazywać wdzięczność w sposób materialny. Na pewno nie można tego uznać za pedagogiczny sukces – mówił „Gazecie”. 

„Dyscyplinarka” prof. K. na UMCS została umorzona. On sam odszedł z uczelni na emeryturę. Obecnie figuruje na liście wykładowców Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie. Prowadzi seminarium dyplomowe ze studentami III roku pedagogiki. W śledztwie nie przyznawał się do winy.

Profesor syna nie zatrudni

Profesor syna nie zatrudni

Dziennik Polski, 26.02.2011

Ministerstwo Nauki chce walczyć z nepotyzmem. Podobnie jak w firmach, tak i na uczelniach można spotkać spokrewnionych pracowników. Często są to jednak wybitne rodziny naukowców.

– Trzeba więc uważać, żeby nie pójść o dwa mosty za daleko – komentują przedstawiciele krakowskich uczeln

 

Czy w naukach paleontologicznych inne są zwyczaje etyczne ?

Spór o tetrapoda. Kto pierwszy zobaczył tropy?

Gazeta Wyborcza Kielce,Janusz Kędracki 2011-02-21

Spór wokół tropów pierwszych tetrapodów. Kielecki geolog uważa, że to jemu przysługuje miano odkrywcy. Autorzy artykułu w „Nature”, którzy przed rokiem podkreślali jego udział, twierdzą teraz, że nie odegrał praktycznie żadnej roli.

Przypomnijmy, że artykuł o odkryciu tropów tetrapodów sprzed około 395 mln lat w kamieniołomie w Zachełmiu koło Zagnańska, ukazał się w styczniu 2010 roku w prestiżowym piśmie „Nature”. Stał się sensacją naukową. Przesuwał bowiem pojawienie się pierwszych kręgowców na lądzie o 18 mln lat wcześniej niż sądzono. I zmieniał środowisko, z którego wyszły – z wód słodkowodnych na morze. 

Główni autorzy publikacji, Grzegorz Niedźwiedzki i Piotr Szrek, absolwenci kieleckiego technikum geologicznego kontynuujący teraz karierę naukową w Warszawie, w publicznych wystąpieniach podkreślali udział w odkryciu dr. Zbigniewa Złonkiewicza, ówczesnego wicedyrektora Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego. Deklarowali nawet, że tropy tych pierwszych czworonogów zostaną nazwane od jego nazwiska.

Minął rok i tak się nie stało….

Gazeta Wyborcza Kielce, pisze w liście do redakcji prof. dr hab. Józef K. Mościcki kierownik Zakładu Fizyki Materiałów Organicznych UJ, wykładowca Cornell University Ithaca (USA) 2011-02-23

Sprawa jest niesmaczna, bo wygląda na to, że to Niedźwiedzki i Szrek postąpili głęboko nieetycznie…Złonkiewicz zrobił zdjęcie? Zrobił. Wysłał to zdjęcie? Wysłał. Jako żart? OK, ale nawet jeśli to było zrobione jako żart, to był to żart z solidnym podtekstem naukowym…

………..Nawet gdyby takie zdjęcie zrobiła babcia na wycieczce z wnukiem i to zdjęcie byłoby podstawą zajęcia się tym przez Niedźwiedzkiego i Szreka, to babcia miałaby w tym niezbywalny udział (vide: Biskupin). Tylko tyle i aż tyle. Złonkiewicz jest współautorem tego odkrycia, bo zwrócił na nie uwagę – forma zwrócenia uwagi jest kompletnie nieistotna. Grzegorz Niedźwiedzki i Piotr Szrek są współautorami odkrycia, bo wytłumaczyli pochodzenie odcisków. Nie ma innej możliwości. Sprawa jest niesmaczna, bo wygląda na to, że to Niedźwiedzki i Szrek postąpili głęboko nieetycznie.

PS Gdy chemik lub fizyk X obserwuje jakieś dziwne zjawisko, którego nie potrafi wytłumaczyć, a teoretyk Y je tłumaczy, to nie wyobrażam sobie, aby Y opublikował swoją pracę bez co najmniej wspomnienia (cytowania) o doświadczalnej pracy X. I szedł w zaparte, że praca (udział) X była zupełnie nieistotna. Widocznie w naukach paleontologicznych inne są zwyczaje etyczne.

Kto pierwszy trop zobaczył. Ciąg dalszy sporu o tetrapoda

Gazeta Wyborcza Kielce, Janusz Kędracki 2011-02-25

Odkrywcą jest ten, kto nie tylko dostrzegł, ale opublikował i dowiódł (wiarygodnie zinterpretował) zjawisko naturalne – twierdzi zastępca dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie. I odmawia tego miana geologowi z Kielc, który się o to upomniał.

O sporze, jaki powstał wokół odkrycia w kamieniołomie w Zachełmiu tropów pierwszych czworonogów, które około 395 mln lat temu wyszły z morza, napisaliśmy w „Gazecie” we wtorek. Przypomnijmy, że o docenienie jego roli w tym wydarzeniu upomniał się dr Zbigniew Złonkiewicz, były wicedyrektor Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego. Na łamach „Przeglądu Geologicznego” napisał, że to on 1 września 2004 roku zobaczył te ślady, uznał, że mogły należeć tylko do zwierzęcia, sfotografował je i wysłał do konsultacji specjalizującemu się w poszukiwaniu tropów dinozaurów doc. dr hab. Grzegorzowi Pieńkowskiemu z PIG w Warszawie. W odpowiedzi Grzegorz Niedźwiedzki i Piotr Szrek, współautorzy artykułu w prestiżowym piśmie „Nature” zarzucili Złonkiewiczowi, że nie odegrał przy tym odkryciu praktycznie żadnej roli, bo jemu te tropy pokazali inni pracownicy Oddziału Świętokrzyskiego PIG….
…W czwartek na stronie internetowej Oddziału Świętokrzyskiego PIG ukazało się „stanowisko dyrekcji PIG-PIB [Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy] w sprawie odkrycia śladów pierwszych czworonogów w Zachełmiu i późniejszych kontrowersji dotyczących autorów odkrycia”…..
…Pod tym stanowiskiem podpisał się dr hab. Grzegorz Pieńkowski, profesor nadzwyczajny, zastępca dyrektora ds. naukowych i sekretarz naukowy PIG-PIB. 

O ustosunkowanie się do tego chcieliśmy poprosić dr. Złonkiewicza. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ jako pracownik PIG musi mieć zgodę przełożonych na kontakty z mediami.

Stanowisko dyrekcji PIG-PIB w sprawie odkrycia śladów  pierwszych czworonogów w Zachełmiu
i późniejszych kontrowersji dotyczących autorów odkrycia

strona PIG – Oddział Świętokrzyski

Zgodnie z przyjętymi w nauce obyczajami, właściwe łamy do dyskusji na tematy odkryć, własności intelektualnej i faktów naukowych to łamy czasopisma, w którym została opublikowana dana praca – w tym przypadku jest to „Nature”. Redakcja „Nature” otrzymała list w sprawie odkrycia w Zachełmiu od aspirującego do roli odkrywcy dr. inż. Zbigniewa Złonkiewicza, ale mimo szczególnego wyczulenia na najmniejsze wątpliwości dotyczące kwestii etycznych, po zbadaniu sprawy, odmówiła publikacji tego listu. W drodze wyjątku, branżowy miesięcznik „Przegląd Geologiczny” zamieścił w ostatnim  wydaniu polemikę dr. inż. Złonkiewicza z autorami odkrycia i współautorami pracy w „Nature”. Stwierdzamy, że fakty przedstawione przez mgr. Grzegorza Niedźwiedzkiego i dr. Piotra Szreka i potwierdzone przez kilku innych naukowców (w tym pracowników Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego) w pełni odpowiadają prawdzie i odsyłamy zainteresowanych do ich tekstu.

Dajmy głos tetrapodom

pisze Janusz Kędracki, dziennikarz „Gazety Wyborczej” 2011-02-25,

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, po czyjej stronie jest racja w sprawie odkrycia tropów tetrapodów z Zachełmia, bo w tym sporze mamy do czynienia ze słowem przeciw słowu. Gołym okiem widać jedynie, że siły spierających się nie są równe…

………….A stanowisko głównej dyrekcji Państwowego Instytutu Geologicznego w sprawie odkrycia śladów pierwszych czworonogów jest jednoznaczne. Odkrywcami są Niedźwiedzki ze Szrekiem oraz inni naukowcy, którzy je udokumentowali, zinterpretowali i opublikowali w prestiżowym magazynie „Nature”. Wyrażający je dr hab. Grzegorz Pieńkowski, któremu Złonkiewicz przed ponad sześciu laty wysłał zdjęcie tropów, jego roli już nie dostrzega. I autorytatywnie stwierdza, że tylko fakty przedstawione przez Niedźwiedzkiego i Szreka „w pełni odpowiadają prawdzie”. Apeluje też do mediów, aby „zachowywały ostrożność wobec prywatnych relacji, których zgodność z faktami pozostawia często wiele do życzenia”. Mało tego, Pieńkowski poucza, że „zgodnie z przyjętymi w nauce obyczajami właściwe łamy do dyskusji na temat odkryć, własności intelektualnej i faktów naukowych to łamy czasopisma, w którym została opublikowana dana praca – w tym przypadku jest to »Nature «”.

Jaka to jednak może być dyskusja, skoro magazyn „Nature” odmówił Złonkiewiczowi zaprezentowania jego stanowiska? Opublikowane zostało w „Przeglądzie Geologicznym”, ale wraz z zarzutami Niedźwiedzkiego i Szreka, że konfabuluje i postępuje nieetycznie. Kielecki geolog już do nich nie może się odnieść, bo redakcja „PG” oświadczyła, że nie będzie kontynuować dyskusji. Ma więc Złonkiewicz takie możliwości dyskutowania jak – nie przymierzając – te tetrapody sprzed prawie 400 mln lat…

Wyniki badań, zrealizowanych za państwowe pieniądze, mają być publikowane w internecie

Wyniki badań naukowych mają być dostępne za darmo w sieci

PAP – Nauka w Polsce , 2011-02-25

Wyniki badań, zrealizowanych za państwowe pieniądze, mają być publikowane w internecie. Rząd pracuje nad odpowiednią ustawą. Projekt założeń do niej może powstać już w połowie marca – poinformował PAP rzecznik resortu nauki Bartosz Loba.

Ustawa o dostępności materiałów naukowych w sieci ma być częścią tzw. ofensywy legislacyjnej rządu. Jak poinformowała kancelaria premiera na swojej stronie internetowej, dzięki nowym przepisom „małe i średnie przedsiębiorstwa będą miały dostęp do wiedzy i innowacji”.

„Ustawa nałoży obowiązek wprowadzania do umów grantowych zapisu o publikowaniu wyników badawczych w systemie otwartego dostępu (Open Access). Na podstawie nowych regulacji utworzone zostaną repozytoria do deponowania otwartych treści. Model Open Access zostanie również wdrożony dla czasopism naukowych finansowanych ze środków publicznych” – czytamy w komunikacie na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Open Access oznacza darmowy dostęp do publikacji internetowych zainteresowanym podmiotom. Według wstępnych założeń publiczne instytucje, realizujące badania lub przygotowujące analizy za państwowe pieniądze, będą miały obowiązek udostępniać je w sieci za darmo pod warunkiem, że będą posiadały do nich wyłączne prawa….

Uniwersytet Przyrodniczy wyeliminował wolną konkurencję

Jak uczelnia się broni przed rodziną byłego prorektora

Gazeta Wyborcza Lublin, Paweł P. Reszka, Karol Adamaszek 2011-02-24,

Uniwersytet Przyrodniczy wprowadził do przetargu wartego 4 miliony złotych zapisy, które w praktyce wyeliminowały konkurencję. Czy po to, by ochronić uczelnię przed rodzinną firmą jej byłego prorektora i jego syna?..

Na początku lutego Uniwersytet Przyrodniczy podpisał umowę z konsorcjum Simple S.A. i Highcom s.c. na wykonanie systemu informatycznego dla uczelni….

Przed kilkoma laty współpracę z uczelnią rozpoczęła firma MCSK. Jej współwłaścicielem jest Maciej Czernaś, syn ówcześnie urzędującego prorektora – prof. Krzysztofa Czernasia….

– Uniwersytet Przyrodniczy wyeliminował wolną konkurencję, uczciwą rywalizację firm – ustalając takie a nie inne warunki przetargu – wtóruje mu CSF.

Prorektor Gołacki powtarza: – Dla mnie i dla moich współpracowników najważniejsze było dobro uczelni. A z formalnego punktu widzenia – w żaden sposób nie można powiedzieć by przetarg był ustawiony. Każdy kto spełniał jego warunki, mógł wziąć w nim udział.

 

Misja uniwersytetu – ‚Gdyby uniwersytet kiedykolwiek zrezygnował z poszukiwania Prawdy, to stalibyśmy się tylko zbiorowiskiem przebierańców w togach’

Misja uniwersytetu – aspekt dzisiejszy

Niedziela | Czwartek, 17 lutego 2011

(Tekst został wcześniej opublikowany w periodyku „Uniwersytet Warszawski” nr 1 (51), luty 2011)r.

….

W obronie prawdy

A jednak Uniwersytet jest społecznością wyjątkową. Przysięga doktorska, którą składaliśmy, wspólna dla całego Uniwersytetu, w zasadzie mówi tylko o Prawdzie: „nie dla czczej chwały, ale by jaśniej błyszczało światło Prawdy, od którego dobro rodzaju ludzkiego zależy”. Każdy więc z doktorów uniwersytetu wyrażał przekonanie, że Prawda istnieje i że jego celem będzie dążenie do niej. Możemy mieć kłopoty z jej znalezieniem, ale jest do czego dążyć i trzeba to robić, a uniwersytet jest tutaj szczególnym miejscem. Gdyby uniwersytet kiedykolwiek zrezygnował z poszukiwania Prawdy, to stalibyśmy się tylko zbiorowiskiem przebierańców w togach. Pokusa zapytania za Piłatem „Cóż to jest prawda?”, choć pozornie atrakcyjna, jest niezwykle niebezpieczna, prowadząc w prostej drodze do nihilizmu i poddając w wątpliwość nie tylko sens prowadzenia badań naukowych, ale też wszelkiej ludzkiej aktywności…..

Eliminowanie z dyskusji publicznej

Zacznijmy od tego, że w zasadzie nie widać w Polsce miejsca, gdzie odbywałaby się dostępna dla społeczeństwa, spokojna, poważna dyskusja na jakikolwiek istotny społecznie temat, odpowiednio długa, aby zaprezentować racje w sposób pełny, oparta na Prawdzie i na poszanowaniu każdego uczestnika. Zamiast tego jest albo przekrzykiwanie się na inwektywy w „dyskusjach” w TV czy radiu, albo artykuły w gazetach czy tygodnikach, gdzie z reguły już na początku artykułu, delikatnie lub nie, ustawia się czytelnika, aby nie lubił tego kogoś, kogo nie lubi autor (a jest to czysta manipulacja opisana przez Ascha). Niektórzy są praktycznie eliminowani z merytorycznej dyskusji publicznej wyłącznie z powodu etykietek nadanych im wcześniej przez zawiadujących mediami. Mechanizmem wykluczenia jest dobrze zbadane przez naukę zjawisko mobbingu, czyli znęcania się nad wybraną ofiarą w grupie (np. klasie szkolnej). Ofiarę wskazujemy jako przyczynę wszelkich naszych niepowodzeń, zaś jej argumentów czy krzywd nikt nie zamierza wysłuchiwać. Z napiętnowanego przez klasę ucznia wyśmiewają się nie tylko silne dryblasy, ale także pozostali, w tym nawet najgorsze ofermy. Jest tak dlatego, że chęć akceptacji w grupie jest, jak pokazał Asch, ogromną siłą (w tym przypadku większą niż moralność i rozum razem wzięte), a poza tym, wszyscy są zainteresowani w utrzymywaniu agresji skierowanej na kogoś innego, a nie na nich. Argumentów napiętnowanych nie tylko się nie słucha, nawet nie muszą one padać (!), nawet milczenie tych ludzi jest oznaką „agresji”. Nie słucha się jakoby dlatego, że po prostu nie warto, bo przecież argumenty ofiar „oczywiście” wynikają ze znanego „wszystkim i od dawna” (znowu efekt Ascha) ich defektu umysłowego. Przy okazji podkorowy przekaz dla obiektu manipulacji: „My natomiast cieszymy się doskonałym zdrowiem psychicznym”. Naprawdę zaś lepiej nie pozwolić słuchać, bo napiętnowani mają często argumenty, przy których nasze argumenty rażą intelektualną nędzą.

A strach przed Prawdą jest ogromny, …..

Sprawa b. rektora AWFiS T. Hucińskiego

Czy będzie przywrócony ?

TWÓJ WIECZÓR Nr 4/677, 23 lutego 2011