Bez rzetelnego procesu oceny zgłaszanych wniosków cała idea konkursowego finansowania nauki w Polsce stanie pod znakiem zapytania

Manowce taniego państwa

Gazeta Wyborcza, Andrzej Jajszczyk 2011-06-01

Znaczny wzrost nakładów na badania może nie przynieść spodziewanych efektów, gdy zabraknie środków na mądre ich podzielenie między naukowców….

…Nie da się ukryć, że bez rzetelnego procesu oceny zgłaszanych wniosków cała idea konkursowego finansowania nauki w Polsce stanie pod znakiem zapytania. Proces taki wymaga rozsądnego zwiększenia zatrudnienia w agencjach grantowych, a także posiadania odpowiednich środków na pokrycie wynagrodzeń ekspertów zewnętrznych. Tego, niestety, nie gwarantują obecne plany budżetowe. Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby trącący populizmem postulat zmniejszenia kosztów administracji spowodował, że zwiększone środki na finansowanie nauki nie zostaną właściwie podzielone, a następnie nie będzie możliwe nadzorowanie poprawności ich wydawania.

Czy celem akcji nie jest czasem utrącenie młodego, zdolnego historyka

Gry wokół historyka

Ewaryst Błotnicki, Nasz Dziennik 3 czerwca 2011, Nr 128 (4059)

Trwa nagonka na prof. Mirosława Piotrowskiego w związku z książką o Narodowych Siłach Zbrojnych na Lubelszczyźnie. Niespożytą aktywnością w dyskredytowaniu Piotrowskiego wykazują się w ostatnich miesiącach dwaj pracownicy naukowi Instytutu Historii KUL – prof. Mirosław Filipowicz i prof. Rafał Wnuk. Wsparcia medialnego i gościnnych łamów udziela regularnie publikująca na ten temat „Gazeta Wyborcza”. Czy celem akcji nie jest czasem utrącenie młodego, zdolnego historyka o niezależnych poglądach i przejęcie kierowanej przez niego Katedry Historii Najnowszej KUL?…..Zastanawia determinacja Filipowicza i Wnuka oraz zaangażowanie „Gazety Wyborczej” w działaniach przeciwko Piotrowskiemu. Zarówno Filipowicz, jak i Wnuk to pracownicy tego samego Instytutu Historii KUL, a więc koledzy Piotrowskiego z sąsiednich pokoi. Czyżby zatrudnienie w KUL w 2008 r. Wnuka, a także plany powierzenia mu katedry o tej samej nazwie i podobnym zakresie zadań badawczych jak istniejąca od wielu lat katedra kierowana przez Piotrowskiego były elementem zaplanowanej gry wokół historyka? Czy celem tej gry nie jest ograniczenie działań, a następnie przejęcie kontroli nad sprawnie działającą Katedrą Historii Najnowszej? Być może nie w smak jest niektórym, że młody i rzutki naukowiec zrobił szybką karierę naukową, a teraz osiąga sukcesy w polityce?