„Tumiwisizmu” naukowego nie można tolerować

Uszczerbek na reputacji


Marek Wroński
 – Forum Akademickie,2/2012

„Tumiwisizmu” naukowego nie można tolerować, bowiem prowadzi to do rozprzestrzeniania się atmosfery „pobłażliwości dla kanciarzy”. Zły przykład szybko znajduje naśladowców.

Późną jesienią ub.r. wspomniałem o plagiacie w pracy doktorskiej prof. Cornelii Evy Scott. (patrz: Odebrany doktorat , FA 11/2011; śródtytuł: Sprawa krakowskiego doktoratu ). Zarzuty wysunięto publicznie na stronie VroniPlag-Wiki – niemieckiej platformy internetowej, gdzie anonimowo można wykazać plagiat doktoratu lub habilitacji znanych i wpływowych ludzi, w tym polityków z pierwszych stron gazet. Witryna internetowa prowadzona jest z dużą odpowiedzialnością i każdy zarzut jest od razu dokumentowany skanem ze źródła. Można więc samemu zobaczyć i porównać zapożyczenia. Nie spotyka się bezpodstawnych oskarżeń.

Dysertacja doktorska Cornelii E. Scott The influence of national culture on stock option programmes as motivators. The case of managers in Germany została obroniona 3 grudnia 2007 r. na Wydziale Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Ówczesna doktorantka jest dzisiaj profesorem wyższej szkoły zawodowej w saksońskim Bernburgu oraz przewodniczącą Niemieckiego Związku Kierowników w Administracji i Ekonomii….W lipcu 2011 na Forum Internetowym de.vroniplag.wikia.com pojawiły się udokumentowane zarzuty, że obszerne fragmenty doktoratu zostały przepisane z innych prac bez zastosowania cudzysłowów. Razem ok. 20 proc. dysertacji jest „skażone” nierzetelnym cytowaniem lub brakiem takowego. …………

Uwagi i refleksje

Zarzut plagiatu w przewodzie czy doktorskim czy też habilitacyjnym jest nie tylko „psychiczną traumą” dla Rady Wydziału i całej uczelni, ale dużym problemem administracyjnym dla władz dziekańskich i uczelnianych. Sprawy takie są rzadkie, zatem mało kto wie, jak wygląda prawidłowa procedura, a nawet jak wie, to czasami „grupa nacisku” w radzie wydziału „kręci i skrzywia” procedurę, aby „pechowiec”, którego złapano na plagiacie doktoratu czy też habilitacji, mógł latami się odwoływać. Chodzi wtedy z reguły o uchronienie przed wstydem i milczącym potępieniem środowiska tzw. wybitnych osób, które były promotorami lub recenzentami takiej nierzetelnej pracy.

Korzystając z tego, że władze rektorskie Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, rektor Roman Niestrój oraz prorektor ds. nauki Andrzej Malawski, rzetelnie i bardzo poważnie podeszły do sprawy, dbając o transparencję procedowania, zaś niżej podpisany był na bieżąco informowany o kolejnych krokach i rezultatach, chciałbym „na gorąco” przekazać moje uwagi.

W jasnej i dokładnej ekspertyzie prof. Mikułowskiego-Pomorskiego zabrakło jednego elementu: plagiat w naszym kraju (jak również w Niemczech), po zmianie ustawy o prawach autorskich i pokrewnych we wrześniu 2006 roku, jest przestępstwem ściganym z oskarżenia publicznego, które przedawnia się w ciągu 5 lat od chwili jego popełnienia. Datą początkową jest moment złożenia gotowej pracy w dziekanacie wydziału. Ponieważ publiczna obrona miała miejsce w grudniu 2007 roku, to zapewne maszynopisy dysertacji zostały złożone w połowie tegoż roku. Rektor ma przymus prawny powiadomienia prokuratury o podejrzeniu przestępstwa plagiatu. I powinien to zrobić niezwłocznie.

Odnośnie zastosowanej procedury uczelnianej mam wrażenie, że powołanie Międzywydziałowej Komisji było daremne i trwoniło cenny czas w okresie, gdy uczelnia była pod krytycznym okiem niemieckiej społeczności naukowej. Takie komisje mają sens tylko wtedy, gdy dziekan (rada wydziału) nie chce załatwić sprawy zgodnie z zasadami rzetelności naukowej. Już 26 września Rada Wydziału, która odpowiada za nadawane stopnie, powinna powołać 2-3-osobową Komisję Wydziałową, która w ciągu miesiąca potwierdziłaby jasno sprecyzowane zarzuty z VroniPlag-Wiki. Wystarczą one do wniosku złożonego do CK o wznowienie przewodu doktorskiego. I dopiero powołani nowi recenzenci, specjaliści od tematu, mogą poszukać jeszcze innych zapożyczeń, jak to częściowo odkrył ekspert. Pozostaje również problem sprawdzenia surowych danych i jakości wykonanych badań, bowiem często biorą się one „z sufitu” lub pochodzą z prac innych osób. Również dziekan wydziału, jako organ jednoosobowy (nie mówiąc o rektorze/prorektorze uczelni), nie czekając na „zbiorową mądrość rady wydziału”, własną decyzją ma prawo powołać eksperta-opiniodawcę, weryfikującego zarzuty, które w tym wypadku były jednoznaczne.

Rozczarowany jestem postawą promotora, prof. Anny Karwińskiej, która po otrzymaniu we wrześniu 2011 informacji o plagiacie nie widziała potrzeby sprawdzenia pracy doktorskiej pod kątem prawidłowego cytowania. Jak już kilkakrotnie pisałem, promotor i recenzenci bywają oszukiwani przez nieuczciwych doktorantów lub habilitantów. Jednak promotor (a także recenzent) nie może czekać „z założonymi rękoma”, gdy dochodzą do niego wieści o plagiacie w pracy, którą nadzorował lub recenzował. Brak jakichkolwiek działań, moim zdaniem, rzuca złe światło na rzetelność i etykę promotora/recenzenta. Pokazuje „tumiwisizm” naukowy, którego nie można tolerować, bowiem prowadzi to do rozprzestrzeniania się atmosfery „pobłażliwości dla kanciarzy”. Zły przykład szybko znajduje naśladowców.

Po splagiatowany doktorat nie sięgnął też recenzent, prof. Aleksy Pocztowski, który w owym czasie był dziekanem wydziału. Kolejnym „ojcem chrzestnym” pracy jest prof. Janusz Teczke – w owym czasie prorektor ds. nauki i współpracy międzynarodowej. To jemu we wstępie do wydrukowanej w Niemczech pracy doktorskiej doktorantka szczególnie gorąco dziękowała, jako promotorowi, „który nie tylko dał mi wartościowe wsparcie akademickie, ale i osobiste rady, które bardzo mnie wspierały”.

Trudno mi zatem zgodzić się z trzecim wnioskiem prof. Mikułowskiego-Pomorskiego, iż „Nie można wskazać osób czy osoby, które w wyniku nagannej praktyki Pani Scott poniosły uszczerbek na ich naukowej reputacji”. Moim zdaniem, uszczerbek na reputacji ponieśli prof.prof. Anna Karwińska, Janusz Teczke oraz Aleksy Pocztowski, którzy w 2007 roku, będąc na stanowiskach organów uczelnianych, miały formalny lub nieformalny wpływ na przebieg przewodu doktorskiego p. Cornelii Scott.

Przy okazji chciałbym poprosić władze uczelni, żeby wszystkie obronione na uczelni doktoraty zostały wpisane do bazy „Nauka Polska” (dział „Ludzie Nauki”), prowadzonej przez OPI w Warszawie. Wiem, że takich „niemieckich” doktoratów było kilkanaście i podobnie jak w przypadku p. C.E. Scott – nie ma po nich śladu w bazie „Nauka Polska”. Co więcej, istnieją one w postaci cyfrowej i powinny być łatwo dostępne, dla tych, którzy chcą się zapoznać z tekstem.

Zapewne rektor Niestrój szybko poinformuje o potwierdzonych zapożyczeniach w doktoracie Cornelii Scott jej macierzystą uczelnię, przesyłając przetłumaczoną na niemiecki ekspertyzę prof. Mikułowskiego-Pomorskiego.

Informacja o ustaleniach w Krakowie już w trzy dni po uchwale RW została opublikowana w niemieckiej prasie……

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. Jeżeli plagiat jest przestępstwem ściganym z oskarżenia publicznego to M. Wroński ma taki sam przymus prawny powiadomienia o nim prokuratury, jak JM Rektor. Może po prostu JM Rektor w tym przypadku nie widzi plagiatu i nie chce się kompromitować, bo uważa, że prokurator i tak umorzy sprawę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: