Ukręcanie łba sprawie

Plagiat na dziennikarstwie


Marek Wroński Forum Akademickie 10/2013

Dziekan „ukręcił łeb sprawie” i nie wszczął kroków prawnych prowadzących do wznowienia przewodu doktorskiego, któremu promotor i recenzent pisemnie zarzucili plagiat

Za ujawnienie plagiatu i nepotyzmu – pod sąd

„Debata” nad plagiatem

pogotowiedziennikarskie.pl/ – Jarosław Kałucki | 24.10.2013

Dziennikarz olsztyńskiego miesięcznika ma proces o naruszenie dóbr naukowca. Autor artykułu demaskującego nepotyzm dziekana na UWM w Olsztynie, napisał że splagiatował on swą pracę doktorską. Wcześniej prokuratura przesłuchiwała dziennikarza czy… nie ukradł egzemplarza.
– To jak w tym znanym powiedzeniu, że złodziej krzyczy „łapaj złodzieja”, żeby odwrócić od siebie uwagę – mówi Adam Socha, dziennikarz miesięcznika Debata. – Żądanie 50 tys. zł zadośćuczynienia ma po prostu zamknąć usta społecznie wydawanemu pismu.

Socha w rozmowie z serwisem pogotowiedziennikarskie.pl nie stroni od ostrych sformułowań. Ale to nie o nie ma proces cywilny wytoczony mu przez Piotra Obarka, byłego dziekana Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego o ochronę dóbr osobistych, czci i dobrego imienia. W kwietniu 2012 roku Socha napisał sążnisty tekst „Obarkowo, czyli rodzina na swoim”, w którym pokazał, że Obarek w makiaweliczny sposób rozprawił się z przeciwnikami na uczelni. Socha pokazał nepotyzm panujący na wydziale, którym współrządził z żoną, a beneficjentami są synowie prowadzący firmę obsługującą wydawnictwa wydziału kierowanego przez ich rodziców.
Opisał również ścieżkę kariery zawodowej dr. Obarka.  W tekście wypowiadają się naukowcy, opisujący metody, za pomocą których wyrugował ich z uczelni. – Wszystkie wypowiedzi są autoryzowane, a te osoby zgodziły się zeznawać w sądzie – zaznacza Adam Socha.

50 tysięcy za plagiat
Dr Obarek poczuł się urażony nie tyle poważnymi zarzutami, lecz cyklem tekstów z kwietnia 2012 r., w których Socha napisał, że splagiatował on swą pracę doktorską. Za to właśnie Obarek pozwał dziennikarza żądając takiej kwoty zadośćuczynienia, jakiej celebryci z najwyższej półki domagają się od wielonakładowych czasopism….

….Adam Socha obecnie na warsztat dziennikarski wziął rozprawę habilitacyjną Piotra Obarka „Henryk Tomaszewski – twórca i pedagog”….mówi Socha. – Tym razem to ja zawiadomiłem Centralną Komisję o podejrzeniu popełnienia plagiatu. Ta praca nie zniknie, w warszawskiej ASP jest zamknięta w szafie pancernej.

Kto zohydził tytuł profesora ?

Prof. Czapiński zarzuca ekspertom komisji Macierewicza zohydzenie tytułu profesora. Najwyraźniej zapominał, że to właśnie on zohydził ten tytuł, podpisując list w obronie pedofila

wpolityce.pl =-Maja Narbutt

Proszę mnie nie nazywać profesorem, ten tytuł został zohydzony

— powtarza prof. Janusz Czapiński. Zdążył to już powiedzieć i w radio TOK FM, i w TVN 24. A znając jego medialną nadaktywność, zwaną brzydko „parciem na szkło”, możemy się spodziewać, że w najbliższym czasie zdąży tę efektowną frazę powtórzyć jeszcze sporo razy……W kwestii ekspertów Janusz Czapiński powinien jednak zachować pewną wstrzemięźliwość. Jest przecież modelowym wzorem specjalisty przekraczającego swe kompetencje, eksperta od wszystkiego, który zawsze chętnie wypowie się w studio telewizyjnym na każdy temat……Tę przypadłość w języku psychologicznym określa się jako „narcystyczną omnipotencję”…..

…Na narcystyczną omnipotencję cierpiał też Andrzej Samson, psychoterapeuta, który przez wiele lat był medialnym guru. Rozrzut tematów, w których zabierał głos, był imponujący — od Kościoła po środki higieny intymnej dla kobiet. Szczególnie znał się jednak na wychowywaniu dzieci — napisał nawet „Poradnik dla przestraszonych rodziców ”.

Zabrzmiało to jak dowcip z gatunku czarnego humoru, gdy okazało się, że Samson seksualnie molestował autystyczne dzieci przyprowadzane na terapię a także rozprowadzał dziecięcą pornografię.I wówczas do akcji wkroczył m.in. Janusz Czapiński — zgodnie z jego życzeniem tytuł pominę — który podpisał list w obronie Andrzeja Samsona…….Uznałam, że „zohydził ” czy też „zdegenerował ”, jak sam to określa, tytuł profesora. I ma raczej dosyć słabe kwalifikacje pod względem etycznym, a umiejętność diagnozy społecznej też wątpliwą — skoro uznał, że nad sprawą pedofilii Samsona wszyscy przejdą do porządku dziennego.

….

Prokuratura sprawdza czy praca zrecenzowana przez naukowców UJ, UW i zbadana programem antyplagiatowym jest plagiatem

Gawłowski zapewnia, że nie popełnił plagiatu. Prokuratura prowadzi dochodzenie

wpolityce.pl

Stanisław Gawłowski (PO) na konferencji prasowej w Szczecinie zdecydowanie zaprzeczył jakoby popełnił plagiat. Na dowód pokazał uchwałę z uczelni, na której bronił doktorat. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi prokuratura w Łodzi.

Gawłowski wręczył dziennikarzom kopie uchwały Rady Wydziału Zarządzania Społecznej Akademii Nauk w Łodzi, która powtórnie sprawdziła, czy nie pomyliła się, nadając mu tytuł naukowy. Rada postanowiła w uchwale, „nie wznawiać postępowania w sprawie nadania stopnia doktora nauk ekonomicznych” Gawłowskiemu.

……Uczelnia, na której Gawłowski obronił doktorat w 2011 r., występowała w jego obronie już wcześniej. Informowała latem, że dochowała wszelkich zasad nadzoru nad przewodem doktorskim, pracę wiceministra pozytywnie recenzowali naukowcy z UJ i UW, a całość została zbadana specjalnym programem antyplagiatowym…..

….Prokuratura gromadzi też w tej sprawie dokumenty, m.in. sporną pracę doktorską oraz publikacje, które miały być w niej wykorzystane.

Prokurator sprawdza doktorat wiceministra, a koledzy z PO robią go swoim szefem

niezalezna.pl

Od dawna wiadomo, że poseł PO (i zarazem wiceminister środowiska) Stanisław Gawłowski może mieć problemy z wymiarem sprawiedliwości, bo prokuratura zainteresowała się jego doktoratem. Istnieją bowiem podejrzenia, że praca jest plagiatem. Kolegom z Platformy Obywatelskiej takie problemy etyczne nie przeszkadzają. I dzisiaj powtórnie wybrali Gawłowskiego na szefa zachodniopomorskiej PO.

Fałszywy wykładowca prawa zatrzymany w roli studenta

Policja: fałszywy wykładowca prawa zatrzymany

onet.pl 25.10.2013

Posługiwał się fałszywymi danymi osobowymi i zaświadczeniami o wykształceniu, dzięki czemu dostał pracę jako wykładowca. Policja zatrzymała “przyszywanego” profesora, który przez ponad rok oszukiwał kilka mazowieckich uczelni. 46-latek naraził placówki na straty, a kilkuset studentów na ponowne egzaminy.
…. Kiedy sprawa wyszła na jaw, a pracodawcy zorientowali się, że Mariusz K. nie jest tym, za kogo się podaje,  mężczyzna zniknął i zaczął się ukrywać przed organami ściganie. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny, a śródmiejska prokuratura wystawiła za nim list gończy.

Przełom w śledztwie nastąpił niedawno. Dzięki ustaleniom procesowym i działaniom operacyjnym policjantów ze śródmiejskiego wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu  , którzy od ponad dwóch lat wraz z prokuraturą pracowali nad sprawą, 16 października poszukiwany 46-latek został zatrzymany w Krakowie. Okoliczności zdarzenia były dość niecodzienne. Okazało się bowiem, że tym razem z roli wykładowcy fałszywy profesor wcielił się w… studenta.

– Jak ustalili śródmiejscy policjanci, 46-latek od pewnego czasu uczęszczał do jednej z renomowanych krakowskich uczelni, studiując w niej judaistykę…..

Uniwersytet Rodzinny

Rodziny obsiadły wydział prawa Uniwersytetu Rzeszowskiego. Minister żąda wyjaśnień

nowiny24 –   Andrzej Plęs, Małgorzata Froń-  25 października 2013

Resort Nauki i Szkolnictwa Wyższego prześwietli powiązania rodzinne pracowników Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Na Wydziale Prawa i Administracji UR panuje nepotyzm – alarmują autorzy listu, adresowanego do Barbary Kudryckiej, minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego i dr. hab. Marka Rockiego, przewodniczącego Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

„Zwracamy się do Państwa z prośbą o zajęcie stanowiska w przedmiocie prowadzonej polityki kadrowej przez Pana prof. dr. hab. Stanisława Sagana – Dziekana Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Rzeszowskiego” – apelują autorzy. W liście wymieniona jest lista nazwisk pracowników wydziału, powiązanych z sobą rodzinnie.

…- To pismo nie będzie rozpatrywane przez Uniwersytet Rzeszowski, ponieważ jest to pismo anonimowe – przedstawia stanowisko uczelni Grzegorz Kolasiński, rzecznik UR.

Rzecznik nie wyklucza, że uczelnia zajmie stanowisko, jeśli zwróci się o to któryś z pozostałych adresatów: minister NiSW lub przewodniczący PKA lub jakakolwiek instytucja. ….

Problemy niepospolitego akademika

Profesor przekroczył granice

Dziennik Polski

SYLWETKA. „Blef” w sprawie Smoleńska dla prof. Jacka Rońdy może oznaczać pożegnanie nie tylko z zespołem Antoniego Macierewicza. O przyszłości naukowca rozstrzygnie teraz krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza.

Jacek Rońda nigdy nie był pospolitym akademikiem. – To raczej typ indywidualisty, lubiącego wzbudzać kontrowersje – mówią o nim współpracownicy. AGH długo to tolerowała, dopiero ostatnie występy telewizyjne naukowca przelały czarę goryczy. Sprawą profesora zajmie się uczelniana Komisja Etyki, a niewykluczone, że czeka go także postępowanie dyscyplinarne……

….

Częściej jednak niż o sukcesach prof. Rońdy w akademii słyszy się o trudnej współpracy z nim. – Społeczność akademicka jest bardzo zróżnicowana, a profesor Rońda nie jest pospolitym członkiem tej społeczności. Jest indywidualistą, mającym swoje poglądy, z którymi jedni się zgadzają, a inni nie – zaznacza prof. Tadeusz Telejko.

Inni pracownicy wydziału ujmują to jednak bardziej dosadnie. – Rońda jest przekonany o swojej nieomylności. Traktuje innych z góry, uważając, że lata spędzone za granicą dają mu do tego prawo – mówi jeden z pracowników wydziału. Prof. Rońda pracował m.in. na uniwersytetach w Hamburgu, Kapsztadzie i Osace.

Sam prof. Rońda mówi, że na uczelni większość profesorów przed nim ucieka. – Tylko najlepsi, najwybitniejsi mnie wspierają – wyjaśniał w rozmowie TV Trwam.

Wśród studentów postać profesora budzi sprzeczne emocje. Część docenia jego poczucie humoru i ceni wykłady, inni twierdzą, że traktuje swoich uczniów z całkowitym lekceważeniem, a zamiast przekazywać wiedzę, opowiada o swoich dokonaniach.

Studenci chętnie też powtarzają anegdotę o jego niekonwencjonalnych sposobach walki ze ściąganiem. Chodzi o deklarację, jaką kilka lat temu profesor miał wręczyć do podpisania studentom przyłapanym na ściąganiu. „Ja, niżej podpisany, zobowiązuję się zamiatać liście przed wydziałem, odgarniać śnieg, a także sprzątać pety z terenów wokół wydziału oraz odklejać gumy do żucia spod ławek, krzeseł i stołów. Z poważaniem, Przestępca” – brzmiała deklaracja……

……Na temat jego wyrazistych poglądów ostatnio zrobiło się zresztą spore zamieszanie. Głównie za sprawą listu, który w 1998 r. do tygodnika „Nie” napisał autor podpisany: „Jacek Ronda, Cape Town, South Africa”. Chwalił w nim „wspaniały” tygodnik Jerzego Urbana i ostro atakował polską prawicę. Zaproponował np. powołanie konferencji naukowej „Przyczyny Nieśmiertelności Głupoty Polskiej Prawicy”……..
…..

Część dziennikarzy i polityków wypomina mu natomiast członkostwo w PZPR i przypomina o związkach z lewicą. Na początku XXI wieku prof. Rońda był bowiem doradcą prof. Michała Kleibera, ministra nauki w rządzie Leszka Millera.

Prof. Rońda twierdzi, że nie jest autorem listu, a w czasach PRL był prześladowany, dlatego musiał wyjechać z kraju. Uważa, że po raz kolejny padł ofiarą nieuzasadnionej i brutalnej nagonki oraz że próbuje się z niego zrobić wariata….

…..Prof. Tadeusz Telejko uważa, że jego podwładny przekroczył granicę, a zachowanie (chodzi o „blef”) było niedopuszczalne i nieodpowiadające powadze profesora. Teraz sprawą profesora zajmą się uczelniane organa.

O ewentualnym zwolnieniu naukowca na razie nie ma mowy. Prof. Maciej Pietrzyk przyznaje jednak, że ostatnie kontrowersje mogą mu utrudnić pracę naukową.

– Można się jednak zastanawiać, jak gremia oceniające i finansujące projekty badawcze będą spoglądać na projekt złożony przez profesora Rońdę. Czy nie będą się zastanawiać, czy to nie kolejny blef? – pyta prof. Pietrzyk, kierownik Katedry Informatyki Stosowanej i Modelowania.

 

.