Oceny nauczycieli akademickich przed sądem

Nauczyciel akademicki może kwestionować krzywdzącą ocenę jego pracy i domagać się odszkodowania

Dziennik Gazeta Prawna

Na podstawie zarządzenia rektora wprowadzono na uczelni regulamin oceny nauczycieli akademickich. Na notę ogólną pracownika składały się te cząstkowe w zakresie działalności naukowej, dydaktycznej i organizacyjnej. Wobec jednego z nauczycieli pierwszej oceny dokonał jego bezpośredni przełożony – profesor, kierownik zakładu.

Ze wszystkich dziedzin działalności przyznał mu oceny bardzo dobre. Noty te zweryfikowała komisja powołana przez dziekana, uznając, że działalność naukowa pracownika zasługuje na ocenę bardzo dobrą, dydaktyczna – na dostateczną, a organizacyjna – na dobrą.

W konsekwencji za okres od lutego 2002 r. do stycznia 2006 r. nauczyciel uzyskał końcową ocenę dostateczną….

Sąd Najwyższy podkreślił, że ustalenie, iż inni pracownicy byli oceniani według podobnych zasad, a ich noty też były w późniejszym etapie weryfikowane, nie oznacza, że zarzut naruszenia dóbr osobistych jest bezpodstawny.

SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Reklamy

Miliony złotych na naukę zostały wyrzucone w błoto, bo nauka za trudna

Zmarnowane zamawianie studiów. Miliony złotych zostały wyrzucone w błoto

Dziennik Gazeta Prawna

Część osób, które rozpoczynały kierunki dofinansowane ze środków publicznych, nie ukończyła ich. Na niektórych uczelniach ten odsetek wynosi nawet 60 proc. To oznacza, że miliony złotych zostały wyrzucone w błoto.

Za trudna nauka

Późna rekrutacja, studenci z łapanki, złe mechanizmy motywacyjne – tak słabe wyniki programu kierunków zamawianych tłumaczą przedstawiciele uczelni. DGP dowiedział się, że z 86 tys. osób, które rozpoczęły naukę na kierunku zamawianym, studia do tej pory ukończyło 16 tys. osób…

…Trwają też prace nad nową formułą programu kierunków zamawianych– podkreślała prof. Lena Kolarska-Bobińska

Z. Bauman plagiatorem ?

Mjr Zygmunt Bauman jest wszechstronnie utalentowany. Niegdyś był sprawnym utrwalaczem władzy ludowej, a teraz być może okaże się sprytnym plagiatorem

wpolityce.pl

Tego guru środowiska „Gazety Wyborczej” oraz przyległości oskarżył o plagiat Peter Walsh z Uniwersytetu Cambridge. Mjr Bauman miał „zapożyczyć” „trochę” informacji bez podawania ich źródła i wzięcia ich w cudzysłów.

O sprawie napisał renomowany brytyjski „Times Higher Education” – tygodnik zajmujący się sprawami edukacji najwyższego szczebla.

Były agent-informator zbrodniczej Informacji Wojskowej i równie zbrodniczego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zapewnia o swojej niewinności. Twierdzi wręcz, że Welsh „czepia się” i jest „zbyt drobiazgowy”……

naruszenie najbardziej elementarnych standardów naukowych jest nad wyraz istotne.

Komentarze czytelników „THE” nie pozostawiają złudzeń, co do oceny postępowania mjr. Baumana.

Jego słowa podważają wysiłki wszystkich nauczycieli, którzy starają się skłonić swoich studentów do rozwijania własnych zdolności w pisaniu

— napisał jeden z komentatorów.

Slaw/ timeshighereducation.co.uk

CZYTAJ ARTYKUŁ O BAUMANIE W ORYGINALE.

Czyżby MNiSW wspierało plagiaty ?

Pracownik MSZ tłumaczy się z plagiatu w książce wydanej przy dofinansowaniu Ministerstwa Nauki. Czy będzie musiał zwrócić nagrodę od Sikorskiego?

wpolityce.pl

Maciej Tumulec w 2010 r. obronił pracę magisterską pt. „Historia stosunków polsko-indyjskich XVIXXI w.” w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW. W 2011 r. praca ta otrzymała nagrodę w konkursie ministra spraw zagranicznych ,,na najlepszą pracę magisterską z zakresu współczesnych stosunków międzynarodowych obronioną w 2010 r.’’….

Książkę Tumulca pod tym samym tytułem wydało w 2013 roku wydawnictwo DiG przy dofinansowaniu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jak się okazuje Tumulec „zapożyczył” jednak część zawartości swej książki od innych autorów, nie oznaczając tych fragmentów jako cytaty. Niektóre fragmenty skopiował prosto z artykułów prasowych i portali newsowych…….Biorąc pod uwagę, że książka Tumulca jest w dużej mierze oparta na jego wynagrodzonej przez MSZ pracy magisterskiej, powstaje pytanie, czy teraz będzie musiał tą prestiżową nagrodę oddać. Oraz dofinansowanie z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Kultura akademicka ( i nie tylko) na UJ

Bardzo długi przewód doktorski. I skarga na uczelnię

GW

Gdy wyrzucono ją ze studiów, podała uczelnię do sądu. Wygrała. Teraz chce ponad 90 tys. zł odszkodowania od Uniwersytetu Jagiellońskiego za złamanie jej praw – studentki i matki – oraz za zmarnowane lata pracy.
Bardzo ostry w tonie list Anna wysłała m.in. do prezydenta RP, premiera, ministra nauki oraz rektorów uniwersytetów.
„Zaniedbania prorektora Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum oznaczały dla mnie ukaranie bez dowodów winy, utratę stypendium, usunięcie ze studiów i utratę dorobku czterech lat. Dla prorektora nie przyniosły żadnych konsekwencji. Wręcz przeciwnie – został rektorem UJ. Jako człowiek odmawiający kobiecie prawa do odpowiednika urlopu macierzyńskiego, patronował Pierwszemu Małopolskiemu Kongresowi Kobiet. Jako rektor UJ prowadził Kongres Kultury Akademickiej, który promował, mówiąc o kultywowaniu prawdy i właściwym wypełnianiu misji wychowawczej przez kadrę akademicką. Ta sytuacja jest wręcz groteskowa” – napisała……
…Ta historia zaczyna się w 2006 r., gdy Anna zaczyna studia doktoranckie na Wydziale Lekarskim UJ. Pierwsze dwa lata idą gładko. Dziewczyna dostaje nawet stypendium. Pod koniec drugiego roku rodzi syna. Nie udaje się jej zapisać dziecka do żłobka, prosi więc uczelnię o urlop dziekański.Po powrocie dowiaduje się, że nie ma pieniędzy na jej badania, choć regulamin studiów doktoranckich UJ nakazuje uczelni ponosić koszty związane z pracą naukową doktorantów. Anna godzi się na przedstawioną jej przez opiekuna naukowego propozycję. Ma sama zdobyć środki, startując w konkursie projektów własnych. W 2009 r. w konkursie mogą brać udział jedynie pracownicy uczelni, więc kierownikiem projektu dziewczyny ma zostać wskazana przez jej opiekuna lekarka. Ta odmawia współpracy na kilka dni przed terminem składania wniosków. Powód? Dowiaduje się, że dziewczyna znów jest w ciąży.

Anna zostaje bez pieniędzy na badania……..

Impact factor nie powinien być stosowany do oceny osiągnięć naukowców

FNP stawia na ocenę merytoryczną badań, a nie impact factor

PAP_Nauka w Polsce

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej podpisała tzw. Deklarację z San Francisco. Dokument zakłada m.in., że prace naukowe indywidualnych badaczy powinny być oceniane przede wszystkim na podstawie oryginalności osiągnięć, a nie prestiżu czasopism naukowych, które publikowały ich prace…..

Deklaracja zakłada, że parametry czasopism naukowych, (takich jak np. impact factor) nie powinny zastępować merytorycznej oceny jakości naukowej publikacji, czy też oceny jakości osiągnięć naukowych uczonych dokonywanej przy okazji ich awansu lub starania się o uzyskanie funduszy na badania naukowe……FNP zaznacza, że impact factor nie powinien być stosowany do oceny osiągnięć naukowców, zespołów badawczych czy małych jednostek naukowych, jednak władze fundacji nie wykluczają „stosowania parametrów opartych o normalizowany w danej dziedzinie impact factor czasopism do oceny dużych jednostek naukowych”.

 

Piotr Sztompka – WYSTĄPIENIE NA OTWARCIE KONGRESU KULTURY AKADEMICKIEJ

Piotr Sztompka – WYSTĄPIENIE NA OTWARCIE KONGRESU KULTURY AKADEMICKIEJ

serwis KKA

Ostatnie dekady przynoszą groźną erozję kultury akademickiej, dryfujemy w stronę zupełnie odmiennej kultury korporacyjnej. Mówiąc przenośnie, w miejsce wspólnoty rozumu pojawia się przedsiębiorstwo przerobu studentów, a zamiast świątyni wiedzy  – administracyjny biurowiec.  To właśnie jest źródło szeroko odczuwanego w środowisku kryzysu idei uniwersytetu i instytucji uniwersytetu, a w szerszym społeczeństwie – powód dramatycznego spadku zaufania do nauki….

Zidentyfikujmy kilka symptomów tej fatalnej tendencji:

Po pierwsze – poczucie wspólnoty wokół pewnych wartości zastąpione zostało przez konkurencyjną grę na rzecz indywidualnych interesów. Nic już nie robi się bezinteresownie, dla jakiejś wspólnej sprawy, dominuje mentalność komercyjna…..

Po drugie – członkowie uniwersyteckiej wspólnoty coraz częściej  przestają być samodzielnie i swobodnie działającymi podmiotami decydującymi o kierunku, rytmie, czy czasie twórczej pracy i przed samymi sobą odpowiedzialnymi za jej wyniki, a stają się zwykłymi pracownikami najemnymi, wykonującymi jakieś z góry narzucone i zaplanowane zadania, podejmującymi tematy gdzieś wymyślone i preferowane w finansowaniu, a w dydaktyce zamiast własnej inwencji, rzetelności i perswazyjności mają kierować się setkami ponumerowanych punkcików  narzuconych przez Krajowe Ramy Kwalifikacji.

Po trzecie – zamiast mistrzów naukowych i rzeczywistych autorytetów w Uniwersytecie jest coraz więcej majstrów, brygadzistów i kierowników. Hierarchię osiągnięć i dorobku zastępuje hierarchia stanowisk służbowych, liczy się często nie wkład do nauki, ale wysługa lat, nie kto jest kim, ale w jakim urzęduje gabinecie.  A podporządkowanie nie wynika z szacunku i uznania tylko z pragmatyki służbowej, przepisów i sankcji.

Po czwarte – zaufanie zostało zastąpione przez nieustanny audyt, ciągłe rozliczenia i drobiazgowe sprawozdania, których zdaje się i tak nikt nie czyta. Ale pozostaje wrażenie, że  każdy badacz oddałby się najchętniej lenistwu, działaniom pozornym, udawał, że pracuje, odwoływał zajęcia, czytał wykłady z notesika sprzed lat  i starał się tylko wykiwać przełożonych…..

Po piąte – zamiast opinii środowiskowej, jakościowej oceny przez „academic peers”,  o statusie uczonego a także całego uniwersytetu decydują punkty przydzielane według arbitralnych administracyjnych kryteriów. Liczy się w stronach minimalną wielkość artykułu, za który należą się punkty. Liczy się w egzemplarzach dorobek naukowy. Recenzent aplikacji o grant czy wniosków awansowych zamiast racjonalnej argumentacji,  ma często tylko kliknąć w kilku rubrykach w liczbę na skali od 1 do 10. Przyznając uniwersytetowi dotacje liczy się studentów, doktorantów, przeprowadzone habilitacje, a mało kogo interesuje czego uczy się studentów i co wnoszą do nauki rozprawy doktorskie czy habilitacyjne. Ta nowa jednostka chorobowa, którą nazwę „kwantofrenią” ma swoje symptomy zwane bibliometrią, naukometrią, parametryzacją itp.

Po szóste – naukowy status znaczony tytułami naukowymi, pół biedy jeszcze kiedy autentycznymi, używany bywa poza uniwersytetem, np. w mediach jako legitymizacja autorytarnie wyrażanych poglądów potocznych, banalnych, nie związanych z naukowymi kompetencjami. I odwrotnie, na teren uniwersytetów  wkraczają batalie ideologiczne i polityczne, gdzie z katedr wykładowych słychać manifesty, a z kolei przeciwnicy jakichś poglądów blokują sale i bojkotują wykładowców…….

Po siódme – zamiast badań kierowanych ciekawością, dociekliwością i pasją poznawczą, co do wyniku niepewnych i ryzykownych, oportunistycznie podejmujemy  kwestie, które z pewnością dadzą się rozwiązać i rozliczyć w czasie przewidzianym w harmonogramie grantu. Problemy wynikające z pytania, zdziwienia  zostały zastąpione przez  bezpieczne tematy.

Po ósme – ciągle oczekuje się od nas natychmiastowych zastosowań praktycznych, zapominając o tym, że nie ma nic bardziej praktycznego niż prawda, teoretyczne wyjaśnienie…..

Po dziewiąte – zamiast  wychowanków, których chcemy uformować na światłych obywateli, pojawiają się klienci, którym świadczymy usługi edukacyjne  i dostarczamy  świadectwo pracy zwane dyplomem. Nic dziwnego, że dystans i szacunek dla autorytetów wyparły postawy roszczeniowe, przecież „nasz klient nasz pan”; oblany egzamin to powód do pretensji i reklamacji.

Po dziesiąte – zamiast kształtować  myślenie studentów, wielostronne zainteresowania, wyobraźnię, kreatywność, innowacyjność, wrażliwość etyczną i estetyczną, dbałość o sprawy publiczne – dostarczamy wąskich zawodowych umiejętności dopasowanych do dzisiejszego, ale już nie jutrzejszego rynku pracy. Naszym produktem są pracownicy, a nie obywatele….

Chodzi nam również o odrodzenie roli uniwersytetu jako obdarzonego szczególnym zaufaniem społecznym  ośrodka, z którego na całe społeczeństwo promieniuje szacunek dla prawdy, uznanie dla autorytetów, kultura debaty publicznej, tolerancja wobec odmiennych poglądów, racjonalność politycznych decyzji, zrozumienie, że dbałość o dobro wspólne to droga do osobistej pomyślności, a sukces indywidualny to przyczynek do dobra wspólnego…..