Folwark zwierzęcy na przykładzie środowiska akademickiego

 

Robert Kościelny

Folwark zwierzęcy na przykładzie środowiska akademickiego

Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Narodowy program zatrudnienia to recepta na bezrobocie w Polsce. Nasz program to m.in.: 1 mln 200 tys. nowych miejsc pracy dla ludzi młodych, głosi PiS. Przyjrzyjmy się jak poseł klubu parlamentarnego tej partii pragnie wcielać w życie zasady programowe.

Profesorowie, którzy przechodzą na emeryturę, ze względu na niskie świadczenia są spychani w otchłań ubóstwa. Dlatego niektórzy są zmuszeni kontynuować pracę i tym samym blokują etaty na uczelniach – uważa prof. UJ Włodzimierz Bernacki, poseł PiS.

Stąd posłowie tej partii w trakcie drugiego czytania projektu nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym, zgłoszą poprawkę, dzięki której profesorowie po zakończeniu pracy dydaktycznej będą mogli uzyskać wyższe świadczenia.

Umożliwi to profesorom, którzy ukończyli 67 rok życia, przejście w stan spoczynku. Nauczyciel przechodzący w stan spoczynku zyska finansowo. Jeżeli zrezygnuje z pracy na uczelni, otrzyma nie tylko emeryturę, ale także dodatkowe uposażenie. Ma ono wynosić 75 proc. średniego wynagrodzenia zasadniczego wraz z wysługą lat, liczonych za okres ostatnich pięciu lat pracy na uczelni. To oznacza, że będzie ono wyższe od emerytury. Jej wysokość zależy bowiem od zgromadzonych składek emerytalnych, które dzieli się przez statystyczną długość trwania życia. Proponowana regulacja wskazuje też, że środki na emerytury akademików będą pochodzić z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a pieniądze za tzw. spoczynek z budżetu państwa na szkolnictwo wyższe.

Sitwo ojczyzno moja!

Czyli zapłacimy wszyscy, za to żeby jednej korporacji zrobić dobrze. Bo argument pomysłodawców, że stworzy się przez to 20 tys. miejsc pracy na uczelniach dla młodych (czyli pozostałoby już tylko 1 mln 180 tys., do zrealizowania programu PiS) jest mitem, jeśli nie hucpą. Niewyszukanym żartem w stylu przychodzi baba do lekarza…

Wskazuje na to przedstawicielka Krajowej Reprezentacji Doktorantów: w przypadku tej propozycji nie mam pewności, czy możliwość przejścia w stan spoczynku przez profesurę przełożyłaby się na zwiększenie miejsc pracy dla młodej kadry. Osoby ze stopniem doktora nie zajmą bowiem stanowisk profesorskich. Przejmą je zapewne doktorzy habilitowani. Tak więc mam wątpliwości, czy na tym rozwiązaniu skorzystałaby akurat młoda kadra naukowa. Raczej to nie my bylibyśmy jego beneficjentem, ale nasi starsi koledzy.

Jeżeli ktoś ciekaw błyskotliwych, trafiających w sedno, komentarzy czytelników artykułu, z którego pochodzą te informacje, podaję link http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/795044,beda_dodatkowe_swiadczenia_dla_emerytowanych_profesorow.html,1,2

Pan Bernacki najwyraźniej uważa, wzorem tych co na górze, wyborców za idiotów, jeśli sądzi że ludzie nie wystawią mu rachunku, odpowiedniego do stopnia jego zaangażowania w dobro całej wspólnoty. A nie tylko korporacji.

Konserwatywna perwersja.

Wkraczanie w dorosłość ludzi, którzy mają dziś po 60 i więcej lat – bo to ich w pierwszej kolejności objęłoby dobrodziejstwo ustawy – przypadło na okres największego konformizmu i serwilizmu – dekady Gierka.

Epoka Jaruzelskiego utwierdzała w przekonaniu, że świętą rację miał ten, kto powiedział, iż w Polsce są trzy dobra luksusowe: własne mieszkanie, własny samochód i własne zdanie. Jednak ten kto zaczyna od zdobywania ostatniego z wymienionych dóbr, nigdy nie będzie miał dwu pierwszych.

III RP utrwaliła takie postawy a ich nosicieli wywyższyła.

W gronie profesorów, których pan Włodzimierz Bernacki z kolegami chce udelektować – nie na swój koszt (bo sam raczej na tym skorzysta), ale społeczeństwa – ekstra emeryturą (w sytuacji, gdy płacący na to, i na tamto, i na owamto ludzie będą mieli emeryturę głodową), dominowaliby specjaliści od problematyki centralizmu demokratycznego, ruchu robotniczego, przyjaźni polsko-radzieckiej, udowadniania wyższości nad niższością, byli wykładowcy WUML, lektorzy komitetów partyjnych, sekretarze komitetów uczelnianych i członkowie tychże komitetów, działacze młodzieżówek, aktywiści branżowych związków zawodowych i last but not least tajni jawni i dwupłciowi szpicle oraz osobnicy, będący niegdyś na dwu etatach – jawnym i tym drugim, resortu spraw wewnętrznych. Jak również członkowie komisji weryfikacyjnych po stanie wojennym, uwalacze wniosków do CK. Krótko mówiąc: specjaliści od kasowania ludzi.

Dzięki pomysłowi posłów PiS z podkomisji ds. nauki możemy mieć przyjemność, której nie doświadczylibyśmy w żadnym normalnym zakątku świata – wzięcia na sute utrzymanie intelektualnych pokurczy i moralnych zer, których globalny wkład w rozwój nauki doceniony został, umieszczeniem dwu najlepszych naszych uczelni w czwartej setce uniwersytetów na świecie. Pomysł równie perwersyjny jak ten, który miała III RP, aby ofiary komunistycznego systemu łożyły na swych katów i dręczycieli.

TKM – Teraz K…a My!

Z drugiej strony Włodzimierz Bernacki być może obiecuje kolegom gruszki na wierzbie. Niedawno w niezależna.pl można było przeczytać, że ekonomista Robert Gwiazdowski „nie ma złudzeń co do kondycji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i ostrzega, że nie ma co liczyć na jakąkolwiek emeryturę.Byłem przez 1,5 roku szefem rady nadzorczej ZUS iwiem co tam jest. Proszę państwa, tam nic nie ma! – mówi w kontekście przyszłych świadczeń emerytów”. Ale to nieważne, bo dla jednych nie będzie a dla nas być musi! I ruki pa szwam! Tak myślą przedstawiciele „elit” III RP. Zarówno ci z lewicy, jak i z prawicy oraz ci skądinąd. Ale o tym niedawno pisałem.

Myślę, że wśród osób wchodzących na tę stronę, mało dyskusyjne jest, że III RP to sterta kompostu, bo tylko na takim podglebiu mogły rozwinąć się w pełni talenty społeczno-polityczno-gospodarcze Kwaśniewskiego, Palikota, Tuska czy Bula-Komorowskiego oraz ich terenowych odpowiedników. A osoby mające pretensję do bycia elitą naukową, kulturalną, polityczną, społeczną traktowały półpornograficzne „Nie” jak wyrocznię oraz reagowały chamskim rechotem z wiców przypała z Biłgoraja. Wielu akademików pars magna sunt tej hołoty. Ale nie dla posłów z PiS. Oni już im wspaniałomyślnie wybaczyli. Cóż business as usual: wtedy wy a tera k….a my! A później znów podmianka. By żyło się lepiej mordo ty moja… et caetera.

Kieszeń i jej okolice

Ciekawe czy pan profesor to sam wymyśla (vide inne „reformatorskie” pomysły posła Bernackiego, które przedstawiłem w tekstach na portalu nfa) czy czerpie z krynicy mądrości kolegów, np. prof. Edwarda Janusza Malca (fizyka)? W czasie swej kadencji szefa Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”, ten związkowy lider i weteran dał się poznać głównie z walki o pieniądze dla korporacji akademików (3:2:1:1, czyli 3 razy średnia krajowa dla profesora, a odpowiednio mniejszy mnożnik dla reszty, pojawia się w każdym jego tekście poświęconym „reformom”, kto nie wierzy niech ‚przegoogla’). Innych pomysłów na uzdrowienie sytuacji w systemie akademickim nie miał, a wydaje się nawet, że mieć nie śmiał.

Krótko mówiąc: forsa, forsa, forsa. Ona wszystko wprawi w ruch. Zastanawiam się czym myślą ci reprezentanci PiS w środowisku akademickim – kieszenią? Bo chyba nie jej okolicami?

Kiedyś pani Barbara Fedyszak Radziejowska powiedziała, że w otoczeniu prezesa PiS pana Jarosława Kaczyńskiego jest kret. Otóż sądzę, iż są przesłanki aby postawić, określmy to ostrożnie ze względów procesowych, hipotezę roboczą, mówiącą że tacy politycy jak panowie profesorowie: Włodzimierz Bernacki, Ryszard Terlecki, Edward Janusz Malec (fizyk) to dyspozytura w partii antysystemowej stetryczałej sitwy akademickiej o patchworkowych poglądach. Dyspozytura, która swą działalnością odbierze PiS więcej procent głosów ludzi młodych (wiekiem i duchem) niżmiraże pana Janusza Korwin Mikkego.

Zakiwacie się

Doprawdy, trudno zrozumieć, jak w jednej partii może być tyle sprzeczności: z jednej strony mamy Mariusza Kamińskiego, który zmagał się z prywatą rujnującą Polskę, a teraz zmaga się z prokuraturą za to że się zmagał.

Mamy Antoniego Macierewicza, który niezłomnie, swoich pożytków zapomniawszy, domaga się prawdy o Smoleńskiej Tragedii.

Mamy wreszcie liczne grono tych, którzy nie mają złudzeń co do tego jakie to mechanizmy awansu naukowego sprawiły, że gros ludzi, która nie tylko że nie powinna wykładać na uczelni, ale nawet jej skończyć posiada prawa tzw. samodzielnego pracownika nauki.

Z drugiej natomiast mamy posłów-profesorów PiS w podkomisji ds. nauki. Cwaniaków jakich mało, a raczej jakich wielu w III RP.

Czy to jakaś mądrość polityczna, taktyka gry na wielu fortepianach?

Jeśli tak to jest to pomysł absurdalny – przeciwskuteczny.

Gdybyśmy patrzyli na słowa i czyny pisowskich akademików oraz wielu lokalnych działaczy PiS to moglibyśmy stwierdzić iż środowisko, które prze do władzy zawiązuje po drodze, wzorem swych poprzedników, jakiś dziadowski układ z sitwami aktualnie rządzącymi (kruk krukowi…, mówiąc w tej nadającej się do cytowania wersji), a my znów będziemy jako te orwellowskie zwierzęta, które „w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim”.

Porównajmy to o czym mówią i czego chcą i co proponują podatnikom, a zwłaszcza ich dzieciom, panowie profesorowie z PiS z dynamizmem JKM. Dla tych rozważań nie jest istotne czy to co mówi lider KNP jest słuszne czy bałamutne. Przy takich pomysłach jak wyżej opisane, ludzie, zwłaszcza niestety młodzi, albo zagłosują na JKM, który kiedyś powiedział, że wyborcy poprą go w końcu jeśli nie z przekonania to z rozpaczy, albo wyjdą na ulice.

Albo stanie się najgorsze co stać się może – ostateczna utrata suwerenności naszego kraju i tak bardzo ograniczonej przez unijne normy i prawa oraz korporacyjne interesy krajowych miglanców. Albo stanie się i jedno i drugie. A na końcu – trzecie.

A tu Malec 

Ks. Szymon Starowolski, polihistor, pisarz polityczny, utyskując nad nieszczęściami, jakie spadały na Rzeczpospolitą od czasów buntu Bohdana Chmielnickiego – wyrażającymi się m. in. w ponoszonych na polach bitew klęskach – martwił się, że trudno znaleźć w Rzeczypospolitej „chłopa dorodnego, co by mu to przystał rozum i dowcip około rzeczy wojennych”. Również i dziś, aby przerwać serie klęsk, spadających na naszą ojczyznę od dziesięcioleci, potrzebny jest człowiek wielki. Rycerz. A tu co? Malec. Fizyk.

 

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. Pracują zazwyczaj ci emerytowani profesorowie akademuccy, którzy lubią kasę ponad konieczną potrzebę; oni pracują także wtedy, kiedy są już do pracy niezdolni. Tylko nieliczni, mimo wieku emerytalnego należą do niezastąpionych i potrafią efektywnie pracować, ci, wg mojej obserwacji, nie palą się do tego. Etos nauczyciela akademickiego runął!.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: