SPRAWA „PROFESORA” ROSENKRANZA

Co ma wisieć, nie utonie…


Marek Wroński
, FA
 

Sprawa „profesora” Rosenkranza

Prawie rok temu (patrz: Oszust w prawniczej todze , FA 11/2013) opisałem dalsze koleje losu „Dyzmy nauki polskiej”, czyli „profesora” Noaha Rosenkranza (patrz: Fałszywy profesor , FA 06/2011). Opierając się na nieudolnie sfałszowanym dyplomie doktorskim prawa z Uniwersytetu w Berlinie oraz dyplomie habilitacyjnym z Izraela (gdzie nie ma habilitacji!), zatrudnił się jako profesor prawa w pięciu warszawskich uczelniach. Przez ponad rok wyłudził ok. 130 tys. złotych. Kiedy sprawa się wydała, Rosenkranz zbiegł. Po dwóch latach ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości i poszukiwania listem gończym, został aresztowany 17 października 2013 r. w Instytucie Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Okazało się, że pod swoim polskim nazwiskiem (Mariusz Korniłowicz) zapisał się na I rok dziennych studiów judaistycznych. Rozpoznali go koledzy studenci. Po aresztowaniu Noah Rosenkranz spędził ponad pół roku w areszcie w Warszawie. Na początku stycznia 2014 r. akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego Warszawa–Mokotów, gdzie 4 marca br. zaczął się proces karny.

Jak podało „Życie Warszawy”, w artykule z 5 marca br. Rosenkrantz, były sędzia, przyznał się w śledztwie do większości zarzutów, ale uważa, że nie były to przestępstwa. W pierwszym dniu rozprawy, z długą brodą i pejsami, ubrany w strój chasyda, złożył krótkie wyjaśnienie. Nie zaprzeczył posługiwaniu się sfałszowanymi dokumentami, ale stwierdził, że działał w interesie społecznym, chcąc obnażyć fatalną sytuację w szkołach wyższych. Nie pracował z chęci zysku, stąd to, co zrobił, nie powinno być traktowane jako przestępstwo. Jego celem nie było dokonanie oszustwa. Prowadził wykłady dobrze oceniane i przyjmowane przez studentów, „więc pieniądze zostały zarobione uczciwie”. Powiedział: „Szkoły zatrudniają wykładowców z zagranicy, aby wypełnić wymogi odpowiedniej liczby pracowników naukowych. W rozmowie z urzędnikiem ministerstwa dowiedziałem się, że resort nie kontroluje autentyczności przedkładanych dyplomów. Jedyne co interesowało uczelnie, to kiedy rozpocznę pracę. Nikt nie kontrolował przedmiotów, które prowadziłem. Prawo europejskie, cywilne, egzekucja administracyjna, prawo międzynarodowe. W jednej ze szkół byłem nawet zastępcą dyrektora instytutu prawa”. Zapytany przez sąd o dochody oświadczył, że nie ma majątku, a przed aresztowaniem utrzymywał się z pisania artykułów do prasy zagranicznej, z czego przeciętnie osiągał 6 tys. euro miesięcznie [kompletnie niewiarygodne! – MW]. Wyjaśnień przed sądem nie chciał składać – podtrzymał jedynie te ze śledztwa. Podczas kolejnych rozpraw zeznawali liczni świadkowie.

Na początku maja br. sąd zezwolił na wyjście oskarżonego na wolność (skarżył się, że nie może w więzieniu przestrzegać religijnych wymogów koszernego jedzenia) i odpowiadanie przed sądem z wolnej stopy. Zatrzymano mu paszport i nakazano stałe meldowanie się na policji. Najbliższa rozprawa – 15 lipca.

 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: