Poczuliśmy się obrażeni postępowaniem władz

Profesorowie chcą konferencji ws. Smoleńska. „Już 70 nazwisk”

tvn.24 5.04.2012

Grupa profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, którym odmówiono publikacji w uczelnianym piśmie artykułu dotyczącego katastrofy smoleńskiej, złożyła protest do Senatu uczelni. – Poczuliśmy się obrażeni postępowaniem władz. A chodziło nam tylko o rozpoczęcie naukowej dyskusji – tłumaczą. I zapowiadają, że ze swoich planów badawczych nie zrezygnują, a o wynikach swoich prac poinformują podczas konferencji naukowej na temat katastrofy. Jak mówi w rozmowie z tvn24.pl prof. Lucjan Piela z wydziału chemii UW, przyjazd zapowiedziało już 70 profesorów….

…..Artykuł nie znalazł się jednak w najnowszym numerze akademickiego pisma, ponieważ jego redaktor – jednocześnie rzecznik prasowa UW – Anna Korzekwa nie zgodziła się na publikację. – Powód był tylko jeden. W naszym piśmie ukazują się teksty dotyczące przede wszystkim spraw związanych z funkcjonowaniem szkolnictwa wyższego, albo życia UW. Kiedy pada temat Smoleńska, to zawsze jest to w jakimś kontekście politycznym……Profesorowie odmowę publikacji potraktowali jako „chęć zamknięcia im ust oraz ograniczania wolności słowa na Uniwersytecie” i skierowali dwa listy, w których wyjaśnili powody swojego oburzenia – pierwszy do rektor uczelni, drugi do Senatu.
Teraz naukowcy czekają na odpowiedź…

..A profesor Piela dodaje, że uczonym zależało na rozpoczęciu dyskusji, a potraktowano ich w sposób obraźliwy.

Efekt badań – na konferencji 

Jak zaznacza, razem z kolegami nie zrezygnowali z wcześniejszych planów i nadal chcą w sposób „chłodny, naukowy” spojrzeć na katastrofę smoleńską. Nadal prowadzą swoje badania. Ich efekty chcą zaprezentować w październiku na międzynarodowej konferencji naukowej poświęconej tej katastrofie. Udział zapowiedziało już 70 profesorów, w tym większość z sygnatariuszy listu do Senatu UW….

Reklamy

Wrogość części środowiska akademickiego do szukania prawdy

UJAWNIAMY. Jak władze Uniwersytetu Warszawskiego rzucają kłody pod nogi tym naukowcom, którzy chcą szukać prawdy w sprawie Smoleńska

zespół wpolityce.pl  1.04.2012

…..

Polska nauka ma obowiązki względem społeczeństwa polskiego, obowiązki, w których nikt jej nie może wyręczyć. Bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej śledztwo prowadzono, jak powiedział były premier p. Włodzimierz Cimoszewicz, tak jakby była to sprawa włamania do garażu na Pradze. Teraz, po dwóch latach, ta ocena wydaje się niezasłużonym komplementem. Nie wykonano oczywistych procedur, nie przedstawiono wyników badań kinematycznych i laboratoryjnych, unika się jak ognia konfrontacji z wynikami niezależnych badań naukowych, za to ogłasza się domniemania, nawet bez żadnych podstaw, licząc na naiwność lub/i brak wiedzy obywateli.

Nie ma to nic wspólnego z metodologią naukową. Nie możemy się na to zgodzić, bo to obraża nas przede wszystkim jako uczonych – przyzwolenie na to byłoby kompromitacją polskiej nauki, obraża nas także jako obywateli Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej, obraża nas jako wolnych ludzi….

….A jednak… publikacji w kwartalniku UW odmówiono pod wymyślonym powodem…..uż po odmowie publikacji autorzy artykułu, który padł ofiarą cenzury, skierowali do Senatu Do Senatu Uniwersytetu Warszawskiego list protestacyjny…….

…..Naturalną droga postępowania, zwłaszcza w środowisku akademickim, jest dyskusja na argumenty („nie argument siły, ale siła argumentów”). Jest oczywiste, że można się z naszymi poglądami nie zgadzać, ale zarówno zgadzający się, jak i nasi koledzy niezgadzających się z nami mają prawo do wolności wypowiedzi w UW, to podkreśla z największą mocą oficjalny dokument uchwalony przez Senat: Misja UW. Oto jej fragmenty:

„Uniwersytet jest wspólnotą dialogu. Wymiana poglądów, ścieranie się argumentów, otwartość na nowe idee i pomysły wiążą się tutaj nieodłącznie z respektowaniem odmienności i poszanowaniem godności osobistej. W ten sposób Uniwersytet rozwija umiejętności współpracy niezależnie od różnic politycznych, ideowych i wyznaniowych, tworzy też wzory debaty publicznej. (…)

Przyjęta przez Senat Misja Uniwersytetu Warszawskiego jest zobowiązaniem dla wszystkich członków naszej akademickiej wspólnoty. Jest drogowskazem naszych działań oraz podstawą programową Uniwersytetu. Do niej winny się odnosić plany jego rozwoju oraz decyzje władz.”

Zamiast dyskusji i dialogu z Misji UW otrzymaliśmy zapis cenzury wewnątrzuniwersyteckiej……Bardzo prosimy Wysoki Senat o wyrażenie swojego stanowiska nie tyle w sprawie tego niezwykłego incydentu (bo już ze względu na presję czasu skierowaliśmy publikację gdzie indziej), ale przede wszystkim w sprawie generalnej: odrzucenia cenzury w Uniwersytecie Warszawskim jako metody postępowania fundamentalnie niezgodnej z Misją UW….

….Jak widzimy, metody działania władzy centralnej zainfekowały także najważniejszą polską uczelnię i niszczą uniwersytecki etos wolności i swobody wypowiedzi.

Dyskredytacja niewygodnych badań i naukowców

Raporty czy spekulacje?

Gość Niedzielny, 19.02.2012. prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim.  

….Rosyjski raport MAK, a także polski komisji Millera twierdzi, że zderzenie z brzozą byto przyczyną urwania skrzydła i odwrócenia się kadłuba samolotu na plecy. Opierając się na tych samych danych Pan stawia tezę, że to niemożliwe. Skąd te rozbieżności?  


– Twierdzenia MAK i komisji Millera to teoria, czysta spekulacja zrobiona bez jakichkolwiek badań. Nawet długość urwanego fragmentu skrzydła nie jest w tych raportach spójna, w jednym ma ono cztery i pół metra, a w innym pięć i pół. Średnica drzewa jest podawana między 30 a 40 centymetrów, tak jakby nie można było go po prostu dokładnie zmierzyć. Nie zrobiono analiz mikroskopowych czy chemicznych wraku. Nawet katastrofy samochodowej nie bada się w ten sposób, a co dopiero samolotową. Jeśli strona rosyjska czy polska nie jest w stanie przeprowadzić prawidłowo badań, to powinny zwrócić się o pomoc do ekspertów międzynarodowych, aby poznać prawdę, a nie przekonywać ludzi, aby przyjęli jakąś teorię na wiarę. Tymczasem gdy ja przedstawiam swoje analizy, energia wielu ludzi koncentruje się na tym, aby zdyskredytować moją pozycję naukową czy metody. Do moich przełożonych na uniwersytecie i do NASA wysyłane są na mnie donosy, próbuje się zamknąć mi usta. Trzeba powołać apolityczną komisję, składającą się z naukowców, działającą transparentnie, która będzie miała autorytet i wiarygodność.

Wyniki swoich analiz ogłosił Pan w internecie, zapraszając naukowców do odniesienia się do nich. Czy były jakieś reakcje?

– Niestety nie. Proponowałem też, aby naukowcy zajmujący się tą katastrofą spotkali się przy wspólnym stole i porozmawiali, ale nikt się nie zgłosił. W kwietniu organizuję w Pasadenie konferencję naukową. Poprosiłem naukowców, aby na nią przybyli, albo przynajmniej przysłali streszczenie swoich analiz dotyczących smoleńskiej katastrofy, ale nikt nic nie nadesłał. Może w Polsce jest jakiś zakaz zajmowania się tym problemem? Nie wiem, czemu rząd i większość mediów są tak niechętne dążeniu do odkrycia prawdy. Na świecie po takich katastrofach trwa otwarta debata naukowa na temat ich przy­czyn, tymczasem sytuacja w Polsce przypomina mi „demokrację” w Iranie lub Syrii.

Niektórzy twierdzą, że to właśnie analizy Pana Profesora mają podłoże polityczne, bo służą potwierdzeniu tezy o zamachu jako przyczynie katastrofy. Jest Pan też przedstawiany jako ekspert parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy, który powołała partia opozycyjna – Prawo i Sprawiedliwość.

– Dlatego apeluję o stworzenie międzynarodowej komisji, w której badania przeprowadzą naukowcy będący poza podejrzeniami o polityczną stronniczość, czy chęć ukrycia niewygodnych dla kogoś faktów. Ja kocham Polskę i dlatego wraz ze swoimi doktorantami przez kilka miesięcy robiłem badania dotyczące katastrofy, a nie z powodu tego, że ktoś mi zapłacił czy coś nakazał.

W Polsce podważane są kompetencje Pana Profesora do wypowiadania się na temat katastrof lotniczych. Czy badał Pan wcześniej tego typu zdarzenia?

– Osoby formułujące takie opinię próbują mnie zdyskredytować. Ja nigdy nie twierdziłem, że sam mogę przeanalizować jakąkolwiek katastrofę samolotową, odkryć jej przyczyny. ……..

Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych

Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych

http://relaksomania.pl/

Publikacja zawiera wypowiedzi naukowców reprezentujących różne dyscypliny (m.in. historia, prawo, politologia, filozofia i literatura) na temat ludobójstwa ludności cywilnej na Kresach…. Drugi nurt rozważań – filozoficzny – opiera się na klasycznej koncepcji prawdy rozumianej jako zgodność myśli z rzeczą (adaequatio intellectus et rei).

Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych

Batalia o bezpłatny, powszechny dostęp w Internecie do naukowych zasobów informacyjnych

Naukowcy chcą dostępu do badań

Wojciech Wybranowski – Rzeczpospolita,  26-01-2012,

Przy okazji dyskusji o ACTA uczeni apelują do rządu, by przyjął rozwiązania dotyczące bezpłatnego dostępu do wyników prowadzonych badań

W tle wojny internautów z międzynarodowym porozumieniem ACTA toczy się batalia o bezpłatny, powszechny dostęp w Internecie do naukowych zasobów informacyjnych. Środowiska uczonych skupione w Koalicji Otwartej Edukacji zrzeszającej organizacje pozarządowe związane z obszarem edukacji krytykuje ACTA jako zagrażające nauce. I proponuje alternatywne rozwiązania……

Koalicja chce, by rząd przyjął rozwiązania, które np. w przypadku otrzymania grantu naukowego oznaczałyby obowiązek udostępnienia rezultatów badań w otwartym dostępie, a także by publicznie dostępne były artykuły publikowane w finansowanych przez państwo czasopismach tradycyjnych. Takie rozwiązania mogłyby np. znaleźć się w przygotowywanej przez rząd ustawie o otwartych zasobach.

Dziś dyskusje na ten temat z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego organizuje w Warszawie Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

– Otwarty dostęp do danych i informacji naukowych został uznany przez rząd za ważny -zapewnia „Rz” Magdalena Kula, doradca ministra nauki

Indeks cytowania a indeks plagiatowania prac naukowych

Indeks cytowania a indeks plagiatowania prac naukowych

W środowiska naukowych coraz bardziej rozpowszechniona jest bibliometria, czyli mierzenie cytowalności prac naukowych, która ma wskazywać na wartość pracy naukowej i rzecz jasna naukowców, którzy je napisali. Ma to swoje plusy i minusy, ale chyba te indeksy więcej mówią niż tytuły, nierzadko niezależne od wartości prac ich posiadaczy. 

W środowiskach naukowych coraz bardziej rozpowszechniony jest jednocześnie plagiaryzm, który polega na tym , że w pracach naukowych nie cytuje się prac wcześniejszych, lecz je/ lub ich fragmenty przepisuje ( kopiuje i wkleja). Rzecz jasna, że indeks cytowalności pracy plagiatowanej tym samym nie ulega zwiększeniu. Praca stanowiąca plagiat (lub zawierająca część splagiatowanej pracy) może osiągnąć spory indeks cytowalności a plagiator może otrzymać różne tytuły i stanowiska na podstawie pozytywnej oceny pracy-plagiatu. Natomiast naukowiec plagiatowany jako mniej cytowany może mieć trudności i z uzyskiwaniem tytułów a tym bardziej stanowisk, nawet jak jego praca jest dobra. Siłą rzeczy skoro jest plagiatowana a plagiat pozytywnie oceniany, to praca pierwotna ma zarazem pozytywną ocenę jakkolwiek nie uwidocznioną. 

Tak jakoś jest, że częściej cytowani są potencjalni recenzenci, członkowie komisji grantowych i innych gremiów decydujących o tytułach, stanowiskach, finansach, niż osoby do tych gremiów nienależące. Odnosi się wrażenie, że cytowanie niektórych naukowców ( szczególnie tych co wykrywają nierzetelności innych) wręcz jest jakby niewskazane i to nie ze względu na brak wartości merytorycznej ich prac. Czasem nawet teksty są cenzurowane na okoliczność ich cytowania, ale często inteligentni naukowcy sami unikają niepożądanych w środowisku – naukowców. 

Trzeba wziąć pod uwagę, że skoro niecytowane prace są jednocześnie plagiatowane (choćby w części) przez najwyższych nawet decydentów, to jednak jakąś (nawet wysoką) wartość posiadają. Ale ich wartości nie zmierzy żaden, nawet najlepszy indeks cytowań. Gdyby wprowadzono jednak indeks plagiatowania, to wartość takiej niecytowanej pracy mogłaby być jakoś mierzalna. Praca często plagiatowa (choćby tylko fragmentarycznie) winna być także jawnie doceniana. 

Zatem wydaje się, że wprowadzenie indeksu plagiatowania byłoby krokiem pozytywnym na drodze do sprawiedliwej oceny naukowców i ich formalnej pozycji w niezbyt rzetelnym środowisku akademickim.

Józef Wieczorek

Cenzura na uniwersytecie w Lublinie?

Cenzura na uniwersytecie w Lublinie?

Rzeczpospolita, 1,12,2011

O wydarzeniach warszawskiego Marszu Niepodległości mieli wczoraj dyskutować na UMCS w Lublinie poseł Ruchu Palikota Michał Kabaciński i rzecznik Obozu Narodowo-Radykalnego Marian Kowalski

Debatę organizowali studenci z koła dziennikarskiego. Jego opiekunka prof. Iwona Hofman kazała jednak odwołać spotkanie.

– Uniwersytet nie jest miejscem do prezentowania poglądów organizacji, która odwołuje się do nacjonalizmu czy antysemityzmu….Studenci przeprosili wczoraj za zamieszanie. „Zaproszone osoby są zbyt kontrowersyjne, by rozmawiać w murach uniwersytetu” – napisali….

Wolność słowa na Wydziale Politologii UMCS w Lublinie. Aktualizacja.

serwis solidarni2010

…Na tle zaistniałego skandalu z odwołaniem debaty pozytywnie, choć nie do końca przekonywująco wypada wypowiedź JM Rektora UMCS prof. dr hab. Andrzeja Dąbrowskiego, który stwierdza: „Władze Uniwersytetu nie ingerują w tematykę spotkań i debat, ani w wybór zapraszanych gości, kierując się natomiast dobrem studentów i dbaniem o ich wszechstronny rozwój, powierzają te zadania osobom zarządzającym poszczególnymi jednostkami. W tym wypadku autonomiczna decyzja opiekuna Koła Dziennikarskiego o odwołaniu debaty po konsultacji z władzami Wydziału również nie była przedmiotem analizy ze strony władz Uczelni. Władze Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej opowiadają się za prawem do swobodnego wyrażania poglądów, bez uprzedzeń, dyskryminacji, homofobii i szowinizmu. Uczelnia powinna być miejscem dialogu, spotkań różnych idei i światopoglądów w granicach dobrych obyczajów oraz obowiązującego prawa.

Podsumowując pozostaje zaproponować, że być może wyjściem z zaistniałej sytuacji mogłoby być ponowne zorganizowanie debaty przez Studenckie Koło Dziennikarskie UMCS oraz udzielenie kolejnym, organizowanym przez SKD przedsięwzięciom – honorowego patronatu JM Rektora UMCS, przy pozytywnym zaangażowaniu organizacyjnym władz wydziału, dla których to stron otwartość na prezentację różnorodnych poglądów oraz idei, przy poszanowaniu wolności wypowiedzi jest deklaratywnie tak istotna i ważna.