Dalsze badania nad pracę habilitacyjną Piotra Obarka

Wydział Grafiki ASP zbada pracę habilitacyjną Piotra Obarka

Debata

Jednak Wydział Grafiki ASP w Warszawie wznowił postępowanie w przewodzie kwalifikacyjnym II stopnia (habilitacja) dr. hab. Piotra Obarka, prof. UWM w Olsztynie. Tym samym wykonał decyzję Centralnej Komisji z 2013 roku – potwierdził „Deb@cie” rektor ASP.
Wznowienie postępowania oznacza po prostu sprawdzenie, czy praca habilitacyjna – pisemna – nie jest plagiatem. W tym celu Wydział Grafiki powołał 2 recenzentów i Centralna Komisja – dwóch.

Mamy więc absurdalna sytuację. Niedawno bowiem Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego uniewinniła Piotra Obarka od zarzutu popełnienia plagiatu pracy habilitacyjnej. W swojej decyzji nie oparła się jednak na opinii recenzentów, co jest rutynowym sposobem postępowania przy tego typu podejrzeniach, bo w ogóle recenzentów nie powołała. Jako dowód niewinności Obarka Komisja przyjęła jego i jego pełnomocnik wyjaśnienia, że 1. na pracy nie ma jego własnoręcznego autografu, a jedynie nazwisko napisane komputerowo, 2. to był wykład wygłoszony na podstawie prywatnych notatek. Te wyjaśnienia Komisja uznała za wiarygodne i uchyliła decyzję Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli Akademickich UWM, która uznała winnym Piotra Obarka popełnienia plagiatu pracy habilitacyjnej i za to przewinienie pozbawiła go prawa wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na 2 lata……..

Reklamy

Przyjrzyjmy się kuchni, w której warzone są tytuły

Robert Kościelny

Prof. Malcowi oraz prof. Rypniewskiemu

ekspertom prof. Glińskiego, żeby później nie mówili,

że nie wiedzieli.

Prolog

Tekstem tym nie były zainteresowane następujące gazety: “Gazeta Polska”, „Gazeta Polska Codzienna”, „Rzeczpospolita”, Tygodnik “Solidarność”, „Uważam Rze” (z okresu, gdy pisali do niego wszyscy „autorzy niepokorni”). Portale „Fronda” oraz „wpolityce”. Prawie udało się wzbudzić ciekawość w „Gazecie Obywatelskiej”, przypominającej w winiecie, że „tylko prawda jest ciekawa”. Prawie.

W tygodniku „Do Rzeczy” nie próbowałem, zakładając, sądzę że prawidłowo, iż skończy się tak jak we wcześniejszych przypadkach, kiedy to po miesiącu lub dwu (a bywało, że i po pół roku: tak, tekst ma swoje lata!) otrzymywałem odpowiedź, że owszem ciekawe, ale nieciekawe (tzn. nieciekawe dla naszego czytelnika), ważne, choć z drugiej strony – nieważne, słuszne, ale jakby niesłuszne. W związku z tym oczywiście jesteśmy zainteresowania, choć nie jesteśmy, opublikujemy, ale nie opublikujemy. Chociaż zdarzało się, że w odpowiedzi słyszałem tylko dostojne milczenie.

Gdyby III RP była normalnym krajem…

Prof. Henryk Domański lubi podkreślać, że według badań, największym prestiżem wśród Polaków cieszy się zawód profesora uniwersytetu. Przyjrzyjmy się kuchni, w której warzone są tytuły pozwalające ich posiadaczom zająć tak honorowe miejsca pracy.

Przewodniczący CK prof. Tadeusz Kaczorek w wywiadzie zamieszczonym w Sprawach Nauki (8/9 2007) mówił: „niestety, w naszych polskich warunkach – i jest to znane zjawisko – istnieją tendencje wpływania na opinie recenzentów. I gdyby to jeszcze było w kierunku pozytywnym dla kandydata, to można byłoby uznać to za gest pozytywny. Ale jeżeli są telefony, żeby recenzent znalazł haka i napisał negatywną recenzję – to jest to niedopuszczalne, zjawisko wysoce niemoralne”.

Przewodniczący Kaczorek wskazał wyraźnie na aspekt przestępczy (jeżeli nie w kodeksowym, to potocznym tego słowa znaczeniu) w działalności recenzentów wyznaczanych przez CK jak i osób trzecich, stwierdzając z dezynwolturą, iż „jest to znane zjawisko”. Również jemu.

Dlaczego zatem jako urzędnik państwowy, wiedząc o „zjawiskach wysoce niemoralnych” w podległej i dobrze znanej sobie instytucji (prof. Kaczorek zanim został szefem CK, był jej wiceprzewodniczącym 2003-2006, a wcześniej – od 1991 członkiem ), nie reagował.

Czy to nie jest również „naganne, wysoce niemoralne”, czy nie jest to bardzo poważne zaniechanie obowiązków służbowych? Co zrobił, aby uciąć proceder, były już, szef CK Janusz. Tazbir (1997-2003), członek Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów; Sekcja I – Nauk Humanistycznych i Społecznych – chyba od urodzenia?

Istnieją tendencje” – pisze Tadeusz Kaczorek.

Nie! Istnieją ludzie, którzy łamiąc zasady przyzwoitości i prawo naciskają na recenzentów i członków CK, aby stało się zadość ich zbójeckim kaprysom; widocznie skutecznie skoro pojawił się proceder („tendencje”).

I istnieją ludzie, którzy im ulegają, właśnie ci recenzenci merytorycznej Komisji. I, powtórzmy, są ludzie, którzy o tym wiedzą i powinni, w ramach obowiązków służbowych, interweniować. Ale nie interweniują. Przecież wszyscy oni łamią prawo! Kpią z zasad, gwałcą przyzwoitość. I co? I nic!

Gdzie są obrońcy „państwa prawa”, z którego mamy obowiązek być dumni, jako że jest ono ogromnym historycznym zwycięstwem rozsądku i odpowiedzialności przedstawicieli obu stron historycznego podziału, zasiadających swego czasu przy okrągłym stole?

W normalnym kraju, wolna prasa, a więc działająca w interesie społecznym, a nie sitw (takich, czy owakich), nazwałaby te „tendencje” dowodem na to, że cały mechanizm jest przeżarty korupcją, a więc, niejako z mocy prawa i interesu społecznego, do wymiany. Natomiast szefów tego interesu nazwałaby capo di tutti capi, domagając się ich natychmiastowego odejścia, w niesławie, z życia naukowego. Tym bardziej, że wielu z nich przekroczyło wiek emerytalny.

Domagałaby się pociągnięcia do odpowiedzialności zarówno naciskających jak i ulegającym naciskom. Dziennikarze domagaliby się wkroczenia do gniazda występku prokuratury i naprawienia krzywd poszkodowanym. W interesie społecznym – żeby fałszywe tytuły nie wprowadzały w błąd społeczeństwa, płacącego podatki na utrzymanie instytucji naukowych.

Podobnie jak zrozumiałe zainteresowanie prasy wzbudziłaby opinia Janusza Tazbira, który w rozmowie przeprowadzonej w GW ”System łatwo popsuć, a naprawia się latami” (marzec 2009) przyznał, że wprawdzie w celu nadania stopnia doktora habilitowanego zbiera się cała odpowiednia Sekcja CK (ok. 30 osób), to i tak wszystko zależy od recenzentów : „Pani wierzy, że członkowie Centralnej Komisji będą mieli czas, aby czytać każdą pracę?”. Pytał retorycznie Janusz Tazbir i odpowiadał: „Nie będą w stanie […]. Musieliby też za każdym razem zapoznawać się z całym dorobkiem kandydata, na to potrzeba co najmniej pół roku”. Stąd konkluzja Tazbira, mówiąca, że „tylko recenzenci […] będą znali kandydata, jego dorobek i pracę”.

Aby pokazać, co rzeczywiście zostało powiedziane w tej chwili niekontrolowanej szczerości, przypomnijmy, że oficjalnie recenzenci są tylko opiniodawcami, a decyzja podjęta zostaje przez grono profesorskie z odpowiedniej Sekcji CK „po dyskusji”. Jakiej dyskusji, skoro „dyskutanci” nie znają przedmiotu sporu? Pan Tazbir obnażył, rzeczywisty mechanizm nadawania stopni i tytułów.

Kariera naukowa w polskim systemie akademickim zależy od trzech, czterech osób, które mogą napisać co tam sobie chcą, bo jest to tylko opinia. Stąd nawet ewidentnych recenzji śmieciowych nie można zaskarżyć przed sądem, jako np. poświadczenia nieprawdy.

Tak więc kilku mężczyzn o mentalności bęcwała, choć z tytułem, może zdecydować o być, albo nie być habilitanta. Czy to ciekawa informacja dla prasy, w kraju, który tragicznie dołuje we wszelkich rankingach szkół wyższych na świecie? Jak już wspomniałem w prologu – ależ skądże!

To nie jest państwo dla ludzi (bez dojść).

U nas się pyta o to czy coś zmienić w systemie akademickim, właśnie tych, którzy wszystko zawdzięczają panującemu w nauce status quo! Którzy mieszkają w domach z trupami pod podłogą: wiedzą ile krzywd zadała ludziom merytokracja.

Odpowiedzialni za taką sytuację nie są ekskludowani z dobrego towarzystwa, wprost przeciwnie: bywają na salonach. Jeden z mandarynów nauki, oznajmił, drwiąc z pokrzywdzonych, że CK najczęściej krytykują ci, którym nie udało się przejść przez sito selekcji. Merytorycznej selekcji, rzecz jasna. Przypominają się czasy Peerelu, wtedy też na czele protestów mieli stawać ludzie zwichrowani, mający kłopoty z prawem, niedostosowani społecznie, przegrani.

W normalnym kraju enuncjacje szefa CK wywołałyby burzę, a może wściekłość, wśród akademików. Wszak pan Kaczorek raczył zasugerować, że wielu spośród nich swe godności zawdzięcza słuchawce telefonicznej – skoro można utrącić aspiracje naukowe telefonem, można też je zaspokoić. W normalnym państwie… Ale to państwo normalne nie jest. Rafał Ziemkiewicz pisał, że życie w Polsce to pływanie w kisielu. Raczej w smole, a w przypadkach skrajnych: w fekaliach.

Mija piąty rok, gdy rewelacje prof. Kaczorka ujrzały światło dzienne. I co? Nic: cisza. Cisza nad tym grobem pobielałym.

Mimo omerty, zza kotary wychynie czasami paskudna twarz patologii.

Sporadycznie do opinii publicznej przebijają się takie sprawy jak Krzysztofa Drewsa profesora-magika z poznańskiego Uniwersytetu Medycznego, który napisał dwie recenzje: pozytywną i negatywną dla tej samej pracy habilitacyjnej. Gdy sprawa wyszła na jaw wykpił się stwierdzeniem, że to asystent napisał pozytywną (dla wprawy w pisaniu recenzji), a sekretarka przez pomyłkę wysłała obie do Wydziału Lekarskiego.

Korporacja profesorska przyjęła to tłumaczenie za dobrą monetę. „Z tzw. „sprawy Drewsa” wynika, że na każdą pracę można napisać dwie różne, przeciwstawne recenzje, albo dowolną ich ilość o różnych odcieniach, aby dostosować je do potrzeb chwili. Z kolei inna sprawa dr Marka Migalskiego pokazuje, że można w ramach głosowania „utrącić” każdą pracę, bez podawania merytorycznego uzasadnienia” (list otwarty Józefa Wieczorka oraz Cezarego Wójcika z NFA, styczeń 2009).

Milczenie CK na temat „sprawy Drewsa” w normalnym państwie (a nie rozdrapanym przez kolesiów) skłoniłoby dziennikarzy i opinię publiczną do wymuszenia na politykach i prokuraturze reakcji – bo byłoby jasnym dowodem, że decydenci środowisk naukowych nie pałają przesadną chęcią walki z toczącymi je patologiami.

Ale III RP normalna nie jest…

Nie powinno przeto dziwić, że w poczuciu zupełnej bezkarności, jaką może dawać tylko świadomość przynależności do środowiska będącego poza kontrolą, szef CK do spraw stopni naukowych z dezynwolturą mówi to, co w innym przypadku musiałoby się skończyć rozmową z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości. A właściwie, musiałoby się zacząć.

 

Tajne listy kandydatów do CK

INFORMACJE

Tajne e-wybory wśród profesorów

Jolanta Ojczyk – Rzeczpospolita, 4.12.2012

Do 10 grudnia blisko 15 tys. profesorów musi wybrać ze swojego grona 228 członków Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych (CK). Do zadań CK należy m.in. opiniowanie kandydatów do tytułu profesora, nadzorowanie postępowań habilitacyjnych 
i doktorskich, w tym powoływanie recenzentów, nadawania wydziałom prawa do habilitowania. Po raz pierwszy wybory odbywają się w formie elektronicznej. Wyborcy dopiero w trakcie głosowania poznają listę kandydatów i tylko ze swojej dziedziny……

….Dlaczego lista jest tajna? Nieoficjalnie część środowiska tłumaczy, że wyborcy mogliby zgłaszać wątpliwości  co do kandydatów. Zgodnie 
z art. 34 a ustawy o stopniach i tytułach naukowych powinni oni mieć aktualny dorobek naukowy z ostatnich pięciu lat. Obecnie weryfikuje go jedynie wydział.

Wszystko jasne (choć nie do końca) o nierzetelności naukowej

 

Gościem Katarzyny Oborskiej – Marciniak jest prof. Tadeusz Kaczorek z Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów.

strona główna » opole » rozmowa » wszystko jasne » wideo,

tvp.pl -Wszystko jasne – 24 listopada 2011 r.

AM odwoła się od decyzji o zawieszeniu uprawnień

AM odwoła się od decyzji o zawieszeniu uprawnień

Tomasz Wysocki 2010-10-22, Gazeta Wyborcza Wrocław

Będzie odwołanie od decyzji o zawieszeniu Wydziałowi Lekarskiemu wrocławskiej AM uprawnień do nadawania habilitacji i prowadzenia procedur habilitacyjnych. Tak zdecydowali po dyskusji uczestnicy Rady Wydziału Lekarskiego. – Zawsze działałam zgodnie z prawem – broniła się dziekan prof. Jolanta Antonowicz-Juchniewicz, pytana, dlaczego dopuściła do utraty uprawnień

Burzliwa dyskusja na piątkowej Radzie Wydziału trwała trzy godziny. Było to pierwsze spotkanie pracowników naukowych wydziału po tym, jak 30 września Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów zawiesiła jej uprawnienia do habilitacji i prowadzenia procedur profesorskich. To kara za przeciągające się wyjaśnienia sprawy obwinianego o plagiat rektora uczelni Ryszarda Andrzejaka. 

Dziekan wydziału zaprosiła na posiedzenie radcę prawnego, który koordynuje wymianę pism z Komisją. Część profesorów skrytykowała jego obecność. – Jestem przerażona tym, że pani dziekan nie podejmuje z nami dyskusji bez wsparcia prawników – komentowała prof. Maria Sąsiadek…..

Ostatnim akordem dyskusji w sprawie decyzji CK była próba złożenia wniosku o głosowanie nad wotum zaufania dla prof. Antonowicz-Juchniewicz. Dziekan się na to nie zgodziła. Stwierdziła, że członkowie wydziału powinni po prostu przygotować wniosek o jej odwołanie. – Jeśli taki wniosek wpłynie, w ciągu siedmiu dni zostanie ogłoszony termin głosowania w tej sprawie – zapowiedziała dziekan.


Zakłócony spokój plagiatorów

 

Zakłócony spokój plagiatorów

Forum Akademickie 2,2010

Prezydium CK uważa, że nadal powinno się brać pod uwagę te artykuły KPA, które stwierdzają, że po 10 latach nie ma prawnej możliwości uchylenia decyzji w sprawie np. habilitacji, w której wykazano plagiat.

Krajewski bez habilitacji. Była nieuprawniona

Krajewski bez habilitacji. Była nieuprawniona

Joanna Bujakiewicz, Emilia Iwanciw

Gazeta Wyborcza  Bydgoszcz, 21.01.2010

Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów cofnęła habilitację prof. Mirosławowi Krajewskiemu, historykowi z UKW. Eksperci uznali, że uzyskanie przez niego tytułu naukowego było nieuprawnione.

Komisja działania profesora, któremu udowodniono plagiat, określiła jako „pogwałcenie fundamentalnych reguł życia naukowego”. W jej postanowieniu czytamy m.in.: „Opracowanie pana Mirosława Krajewskiego pt. »Powstanie Styczniowe między Skrwą a Drwęcą «, będące podstawą do uzyskania stopnia naukowego doktora habilitowanego nie jest publikacją oryginalną ani samodzielną pracą naukową. Autor dopuścił się naruszenia dobrych obyczajów obowiązujących w środowisku naukowym poprzez podanie nieprawdziwych informacji o przeprowadzonej przez siebie kwerendzie archiwalnej. Dlatego jego opracowanie nie mogło stanowić podstawy do uzyskania stopnia naukowego doktora habilitowanego”.

Decyzja CK nie jest prawomocna. Naukowiec może się odwołać do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jeśli sąd podtrzyma stanowisko Komisji, to historyk straci również profesurę nadaną mu przez prezydenta RP.

Przez ostatnie pół roku sprawą prof. Krajewskiego zajmowała się także komisja dyscyplinarna na UKW, która miała zdecydować, czy naukowiec, który dopuścił się plagiatu, może nadal pracować na uczelni. Miesiąc temu komisja dyscyplinarna UKW uznała, że nie ma podstaw, żeby zwolnić go z pracy.,

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

Historycy nie zostawili na profesorze suchej nitki

Express bydgoski Czwartek, 21 Stycznia 2010

Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych 21 grudnia uchyliła swoją decyzję sprzed 15 lat o nadaniu prof. Mirosławowi Krajewskiemu, dziś etatowemu pracownikowi UKW, stopnia doktora habilitowanego. Powód? Udowodniono mu oszustwo naukowe. Specjalna komisja historyków UMK (tam się bronił) wydała druzgocącą opinię – Mirosław Krajewski w swojej habilitacji przepisał obszerne fragmenty z pracy nieżyjącego ks. Czesława Lissowskiego. Powoływał się na te same źródła co ksiądz, choć nie mógł mieć do nich dostępu, bo już nie istnieją.

W uzasadnieniu do grudniowej decyzji CKSiTN nie przebierała w słowach, napisała m.in.: „Tego typu działania, polegające na pogwałceniu fundamentalnych reguł życia naukowego, należy uznać za etycznie naganne, a uzyskanie stopnia doktora habilitowanego za nieuprawnione”.

Sprawą nierzetelności naukowej Mirosława Krajewskiego zajęła się również Komisja Dyscyplinarna UKW. Finał sprawy jest zaskakujący. – Postępowanie umorzono – informuje rzecznik bydgoskiej uczelni. -…

Koniec zajęć prof. Krajewskiego na UKW?

TVP.PL > TVP BYDGOSZCZ piątek, 29 stycznia 2010

Profesor Mirosław Krajewski bez zajęć i możliwości prowadzenia badań? Rada Naukowa Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych UKW zajęła stanowisko w sprawie odebrania habilitacji naukowcowi. Stało się to po doniesieniach o plagiacie, którego miał dopuścić się profesor. Rada w oficjalnym piśmie potępiła wszelkie przejawy nieuczciwości i zadeklarowała odsunięcie profesora od zajęć, jeśli zostanie on zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego.