Carthaginem delendam esse – Robert Kościelny

 Rzecz o deprawacji środowiska akademickiego, pod uwagę rządzących i zamierzających rządzić.

Robert Kościelny

Carthaginem delendam esse

Na jednym z portali trafiłem na informację o patologii w służbach mundurowych. Chodziło mniej więcej o to, że „bramkarze” w jednej z knajp ostro potraktowali posła-pijaczka. I okazało się, że funkcję wykidajłów pełnili, po godzinach, BOR-owcy. Przez pewien czas wszystkie media w Polsce informowały sytych i szczęśliwych obywateli naszego kraju o tym wydarzeniu. Co oczywiście nie może budzić specjalnego zdziwienia. Wiadomo, że w państwie prawa, które powstało na bazie historycznego porozumienia ponad podziałami, czyli III RP, nie ma poważniejszych spraw nad roztrząsanie, który poseł i w jaki sposób łajdaczy się za nasze pieniądze i od kogo bierze później po twarzy.

Były szef BOR stwierdził: „sygnały dotyczące nielegalnego dorabiania funkcjonariuszy BOR czy innych służb mundurowych nie są nowe. Ten proceder trwa od wielu lat. To jest ogromny problem dla służb”.

Ludzie służby

Przypomniały się mi słowa innego, obecnie również byłego, szefa z pozoru jakżeż odmiennej instytucji państwowej – notabene przez służby (SB) współzakładanej – przewodniczącego CK, dotyczące patologii w zawiadywanych przez niego strukturach „niestety, w naszych polskich warunkach – i jest to znane zjawisko – istnieją tendencje wpływania na opinie recenzentów”. Chodzi o recenzentów CK, opiniujących wnioski o przyznawanie stopni naukowych. A polegają ona na tym, że „są telefony, żeby recenzent znalazł haka i napisał negatywną recenzję”. Okazuje się, iż rola słuchawki telefonicznej w polskim systemie awansu naukowego jest olbrzymia, a jej siła perswazji wielka. Z całości wywodu zawartego w rozmowie z przewodniczącym CK zamieszczonej w Sprawach Nauki (8/9 2007), wynika to jednoznacznie.

Co zrobił z wiedzą na temat patologii w służbach mundurowych ich szef? „Gdy docierały do mnie takie wiadomości, wszczynałem czynności zmierzające do weryfikacji tych doniesień. Gdy to się potwierdzało, wyciągane były daleko idące konsekwencje służbowe w stosunku do tych funkcjonariuszy. Takie osoby były karane, odebraniem dodatków, brakiem awansów, czy wręcz wydaleniem ze służby”.

Co zrobił przewodniczący CK? Nic! Tak przynajmniej wynika ze wspomnianego wywiadu, z którego zacytowano wypowiedź ówczesnego szefa CK. A jeżeli ktoś ma inne informacje na ten temat, jeżeli wie, iż profesor pogubił zęby na walce z takim patologiami, o jakich tu mowa, niech się swą wiedzą podzieli. Wówczas chętnie przeproszę pana profesora.

Bazując na wiedzy jaką mam, muszę stwierdzić jedno: już samo zestawienie tych dwu cytatów pokazuje jak zdeprawowane jest środowisko polskich akademików, a zwłaszcza decydentów. Szef służby ochrony rządu reagował, bo wiedział, (pomijając aspekt moralny), że za niewyciąganie konsekwencji i za brak woli walki z patologią muszą go spotkać konsekwencje za niedopatrzenie obowiązków służbowych. A może nawet podpadłby pod oskarżenie o „współudział po fakcie”?

Szef instytucji, którą służby ochrony PZPR i jej interesów w Polsce współtworzyły, nic nie robi. Wie, że jest absolutnie bezkarny. A to, z kolei, sprawia, że w swej niebotycznej pysze, mówi rzeczy tyleż prawdziwe co zupełnie skandaliczne, nie bojąc się konsekwencji. Bo niby co mu kto zrobi? A gdzie etyka i sumienie? O to taktownie nie zapytam.

Bez odpowiedzialności za czyny i słowa

Już siedem lat mija, jak do opinii publicznej przedostała się, z najbardziej wiarygodnego źródła jakie można sobie wyobrazić, wiedza o przestępstwach, jeśli nie w dosłownym to potocznym rozumienia tego słowa, popełnianych w państwowej instytucji, winnej, jak mało która, cieszyć się nieposzlakowaną opinią. I co? I śmo!

Najgorzej, że te wszystkie dziadki, które tyle nasmrodziły w systemie nauki, odpowiadają za jego wady, patologie, wręcz załamanie systemu, cynizm i służalczość ludzi nauki, dziś użalają się na odór czasów współczesnych; na niskiej jakości doktoraty, habilitacje, na profesorów, którym nikt będący przy zdrowych zmysłach nie powinien nadawać stopnia naukowego. Żadnego, nie mówiąc już o „dożywotniej” profesurze. Bo gdzieś znalazłem w sieci i taką opinię starego (a jakże!) akademika. Jedynym, dla nich, pocieszeniem jest to, że zdążyli usadzić na stołkach decydentów ludzi sobie podobnych. Mentalnych dresiarzy.

Jakże pasują tu słowa Pani Redaktor Wandy Zwinogrodzkiej: „Wskutek powojennej wymiany elit środowisko akademickie stopniowo zmieniło się w królestwo oportunizmu, tchórzostwa i szablonowych poglądów. W takim świecie ruch myśli zamiera. Nic dziwnego, że udział polskiej nauki w dorobku światowym jest śladowy, a polskie uczelnie wloką się w ogonie międzynarodowych rankingów. Na gruncie moralnej mizerii trudno o intelektualny urodzaj. Zdeprawowany umysł wikła się w sprzecznościach samousprawiedliwień, umyka przed odpowiedzialnością za słowo. Konformizm przynosi uczonym doraźne korzyści, ale nauce – wymierne straty”.

Z jednym się zgodzić nie mogę. Bo czy kto widział akademickiego decydenta, który się samousprawiedliwiał? Oni nie widzą w sobie winy: robią to co przez całe swoje zakłamane życie – oskarżają innych.

Ten system ma autorów

Środowisko dziennikarzy oburza fakt cenzury stosowanej w polskich mediach. Pani Ewa Stankiewicz, przewodnicząca Solidarnych 2010 , przypominała słusznie, że „Ten system ma swoich autorów”. System nauki ma również swych autorów. Znanych z imienia i nazwiska. Jak już kiedyś pisałem, akurat w tym wypadku, fakt, iż był/jest tak scentralizowany ma swoją dobrą stronę. I że decydenci pełnili swe funkcje najczęściej przez lata, a nawet dziesięciolecia, także ma swój plus. Podobnie jak ich przekonanie o bezkarności. Wiele przewał, zwłaszcza dotyczących śmieciowych recenzji: na plus czy minus, robionych było/jest otwarcie.

Tak więc wystarczy wola polityczna, aby w tej stajni Augiasza zrobić porządek. Od czego należy zacząć? Też już o tym wspominałem – od autorów śmieciowych recenzji oraz ludzi weryfikujących kadry w stanie wojennym. Tu są twarde dowody – pokrzywdzeni przez dresiarzy poprzebieranych za naukowców, mają chyba w domowych archiwach śmieciowe recenzje? A jeżeli nie to winny być w archiwach CK. A jeżeli i tam ich nie ma to wtedy, tym gorzej dla decydentów. Przeczyszczenie powinno być radykalne, bolesne, ale krótkie. Bo inaczej zrobi się z tego biegunka, również legislacyjna. Później pozostanie tylko wietrzenie, po tych, excusez le mot, zafajdańcach. Bez tego, żadnych rzeczywistych zmian nie będzie.

Pytania naiwne (?)

Czy naprawdę tak trudno sobie wyobrazić, że w Polsce może jednak zmienić się coś na lepsze? Że polska nauka może się rozwijać bez tych wszystkich komisji, komitetów, rad, ram, systemów? Tych narośli będących żerowiskiem dla różnych podleców? Bez tych obłudników gomułkowsko-gierkowskiego miotu? I pozostawionych przez nich, niczym pocałunek Almanzora, następców? W najlepszym wypadku, europejskich średniaków, najczęściej jednak przeciętniaków, a czasami, po prostu: miernot. Agresywnych, w dodatku.

Czyżby pomysł, żeby z tymi, którzy krzywdzili, łamali kariery, wyrzucali z pracy za bezdurno, postąpić dokładnie tak jak na to zasłużyli, jakby zrobiono to z nimi w każdym przeciętnie cywilizowanym kraju, miał być snem idioty śnionym nieprzytomnie?

Przypomnijmy co dzielny oficer robił z funkcjonariuszami, którzy dopuszczali się czynów nagannych, a przecież poza tym, mogli to być dobrzy, a nawet bardzo dobrzy, specjaliści w swym fachu: „Takie osoby były karane, odebraniem dodatków, brakiem awansów, czy wręcz wydaleniem ze służby”.

Dla ludzi, którzy stworzyli patologiczny system, są jego beneficjentami i kontynuatorami, nie może być miejsca w środowisku akademickim. Niezależnie ile mają cytowań i gdzie, kogo znają, kogo mają zamiar poznać i gdzie już zdołali się zapisać albo załapać (np. do partii antysystemowej). Bo dla kraju i środowiska naukowego nic z tego nie wynika i wynikać nie będzie. Natomiast ich nieobecność w środowisku, może wzbudzić wiele dobrego.

Tylko, żeby doszło do zmian trzeba politycznej woli, a o nią z kolei trzeba się samemu postarać, bo na posłów antysystemowych liczyć nie można. Zresztą – jacy tam oni antysystemowi! Kto nie wierzy niech wejdzie na stronę sejmu i wyszuka tych „antysystemowych” przedstawicieli narodu, zasiadających w podkomisji ds. nauki i szkolnictwa wyższego. Tam też znajdzie ich wypowiedzi. Jeżeli któraś z nich piętnuje to, o czym jest mowa na stronie NFA to proszę o informację. Choć jestem pewien, że takiej nie otrzymam, bo trudno informować o czymś co nie miało i nie ma miejsca.

Jedni piszą to, drudzy robią tamto, a trzeci myślą owamto

Dziwne to wszystko, bo gdy człowiek zapozna się z tym co publicyści, trzeźwo oceniający stan interesującego nas środowiska, piszą o akademikach i mechanizmach awansu naukowego, to widzi, że tenor tych wypowiedzi nie odbiega od cytowanych wyżej słów Wandy Zwinogrodzkiej. Wielu z nich sympatyzuje z PiS-em, albo wręcz – wywodzi się, z tego środowiska. I co ? I nic. Nic z tego nie wynika. Bo jak przyjdzie co do czego, to mamy wypowiedzi panów posłów z PiS, nieróżniące się niczym od wypowiedzi tych, którzy uważają, że III RP to najlepsze co wydarzyło się nam w ciągu ostatniego tysiąca lat.

Albo mamy program PiS-u, a w nim zapowiedź takich „rewolucyjnych” zmian, jak odejście od systemu bolońskiego, zamiast dwustopniowych studiów, powrót do systemu pięcioletniego. „Bezpłatny” drugi kierunek studiów. No dobrze, ale czy partię antysystemową stać tylko na tyle, żeby tworząc taką górę zarzutów wobec postpeerelowskiej rzeczywistości, zrodzić w rezultacie jedynie mysz? Bo przecież zmiany jakie obiecują w systemie akademickim pisowscy doradcy i eksperci, to w gruncie rzeczy powrót do … Peerelu. Wtedy nie było, ani systemu bolońskiego, ani dwustopniowych studiów. A za drugi kierunek się nie płaciło. Rzeczywiście, jest w czym i kim pokładać nadzieję na lepsze jutro!

Ciekawe czy Prezes o tym wie?

Podczas wystąpienia przed Pałacem Prezydenckim w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej, 10 kwietnia 2011 r. Jarosław Kaczyński powiedział, jaka według niego i jego formacji powinna być Polska:Po pierwsze, musi to być Polska sprawiedliwa. Polska życzliwa, życzliwa jako państwo dla swoich obywateli. Musi zwracać się ku najsłabszym, ku tym, którym źle. Musi potrafić wyciągnąć do nich rękę”.

Ciekawe czy Pan Prezes wie do kogo wyciągają rękę jego posłowie? No i po co? jeden z nich np. po socjał z kasy sejmu. Czyje interesy zdają się tam reprezentować: czy wspólnotę, a zwłaszcza tych „którym źle” czy kolesiów i akademicką sitwę?

 

Przegląd patologii akademickich we wrześniu 2012 roku

Przegląd patologii akademickich we wrześniu 2012 roku

(Józef Wieczorek)

Władze w uczelniach od września obejmują nowi rektorzy. Nowy rektor UJ zdaje sobie sprawę, że uniwersytet to największy w regionie zakład pracy – dla około 60 tysięcy osób , który ma bazę aby robić badania naukowe ‚ na kampusie są nowoczesne laboratoria, żaden z naszych pracowników nie musi wyjeżdżać za granicę, żeby napisać ciekawą pracę… ‚ ( Nowy rektor UJ: przyjazna prostota i najwyższa jakość .Iwona Hajnosz – Gazeta Wyborcza Kraków, 01.09.2012). No to zobaczymy, czy te dobre warunki pracy przełożą się na poprawę pozycji UJ w nauce światowej. Póki co nie jest dobrze i w nauce i w edukacji. Podobno uniwersytet ‚na poważnie bierze oceny studentów kierowane pod adresem wykładowców,’ ale skoro UJ pozbywał się tych wykładowców co przez studentów byli najwyżej oceniani to zawsze istnieje obawa, czy wysokie oceny studentów wykładowcom nie zaszkodzą . Trudno będzie wyjść z zapaści.

Na stronie MNiSW pojawiły się wreszcie informacje o działaniach Zespołu do Spraw Dobrych Praktyk Akademickich ( Zadania Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich w pierwszym półroczu –serwis MNiSW 3.09.2012, Półroczne sprawozdanie z działalności Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich –serwis MNiSW) ale nie są to działania imponujące i można wątpić czy zespół zlikwiduje, czy chociaż ograniczy niedobre praktyki stosowane w naszym systemie akademickim. Do tej pory Zespół nie wydal opinii w żadnej ze spraw, które do zespołu skierowałem,  więc nie ma pewności czy zespół sam może być wzorem dla stosowania dobrych praktyk akademickich.

Podobno osiągnęliśmy najwyższy poziom na świecie w ‚utytułowieniu’ absolwentów uczelni (Andrysiak: Czy każdy nadaje się do studiowania Andrzej Andrysiak – Dziennik Gazeta Prawna, 5.08.2012). Powinniśmy mądrzeć, niestety jest na odwrót,  no i w nauce ciągniemy się w ogonie Europy ( Naukowy ogon Europy. Piotr Cieśliński – Gazeta Wyborcza, 11.09.2012) . W tym roku Unia Europejska rozdała 536 grantów, ale tylko 1 grant trafił do Polski. Albo UE dyskryminuje polskich naukowców, ale nasi są słabi bo ‚tylko niewielka grupa entuzjastów prowadzi badania na najwyższym poziomie, stara się o granty, ogłasza wyniki na międzynarodowych konferencjach,publikuje w dobrych periodykach. Często bez wsparcia swego instytutu, nierzadko przy akompaniamencie kąśliwych uwag kolegów i dyrekcji .’

Inni upatrują mizerii nauki w Polsce w jej niedofinansowaniu (Skąd się bierze mizeria polskiej nauki? Piotr Cieśliński – Gazeta Wyborcza, 12.09.2012) a prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego podnosi szkodliwe dla nauki skutki reformy szkolnictwa wyższego “Teraz przeżywamy reformę szkolnictwa wyższego. Została ona wprowadzona przy akompaniamencie głośnych fanfar, ale przy sprzeciwie większości naszego środowiska, które uważa ją za nieudaną i w tej formie zbędną. Zapewne przyszli historycy także nazwą ją reformą niesławną, ponieważ skupia się na sprawach drugorzędnych, nie rozwiązuje natomiast naprawdę istotnych problemów polskich uczelni. Utrzymuje ona i utrwala dewaluację i deprecjację szkolnictwa wyższego – a tym jest przecież traktowanie na równych prawach Politechniki Warszawskiej i np. Wyższej Szkoły Pieczenia Ziemniaków W Ognisku – formalnie ich dyplomy mają według prawa jednakową rangę”. Szkoda, że rektorzy nie przygotowali lepszej reformy, a w 2004 roku oddali reformowanie nauki w ręce prezydenta, choć nie-magistra.

Jak najbardziej zasadna jest opinia prof. W. Pluskiewicza (O polskiej nauce-blog prof. W. Pluskiewicza 13.09.2012), że ‚bez kompleksowych, fundamentalnych zmian nic się nie zmieni, ‚

Zdaniem profesora dla przeprowadzenia rzeczywistych zmian trzeba spełnienia paru warunków:

  • ‚Klasa polityczna, jako dysponent środków finansowych musi wreszcie pojąć, że bez nowoczesnej nauki i dobrego poziomu szkolnictwa wyższego nie mamy szans na prawdziwy rozwój cywilizacyjny,
  • Środowiska uniwersyteckie muszą zgodzić się na prawdziwe, nie tylko kosmetyczne zmiany,
  • Musimy przyciągnąć do nauki młodych ludzi, bez których ambicji i zaangażowania nic nie zrobimy,
  • Musimy zapewnić odpowiedni klimat społeczny, tak by taka reforma była do zaakceptowana przez polską opinię publiczną,
  • Na końcu musimy wysupłać na ten cel niemałe środki finansowe i zadbać by były one właściwie wydatkowane. ‚

Zdumiewające jest, że mimo tylu uczelni ‚nie ma fachowych badań nad rozwojem polskiej nauki, nie specjalizuje się w tym żaden ośrodek nauk społecznych. To skąd mamy wiedzieć, czy obecny system się sprawdza? Mamy pojedyncze analizy, często przeprowadzane przez naukowców z innych dziedzin, a potrzeba koherentnego systemu oceny i porównań… ‚( Skąd się bierze mizeria polskiej nauki? Badacze boją się oceny. Nie walczą o pieniądze Rozmawiał Piotr Cieśliński- Gazeta Wyborcza,14.09.2012) .

Prof. Krzysztof Rybiński twierdzi, żeedukacja wyższa pozostała bastionem socjalizmu.. ‚ (Jak wyrugować socjalizm z polskich uczelni?prof. Krzysztof Rybiński|- biznes.pl 14.09.2012) z czym nie można się nie zgodzić. Analizuje jak działa socjalizm nas państwowych uczelniach Ustala się parametry, na przykład liczbę punktów z publikacji naukowych. W odpowiedzi socjalistyczne uczelnie publiczne uczelnie tworzą tony bezwartościowych publikacji, publikując nawzajem w swoich uczelnianych wydawnictwach które nic nie wnoszą i których nikt nie czyta, ale punkty mają i mogą udawać że cel został osiągnięty..podtrzymujemy socjalistyczną fikcję na wyższych uczelniach publicznych, produkujemy makulaturę którą nazywa się badaniami naukowymi. Szkoda lasów. Bo prace naukowe wysokiej jakości publikuje się w prestiżowym międzynarodowych pismach naukowych, albo nie publikuje się wcale, tylko wdraża wyniki i zarabia na tym duże pieniądze….’

I to jest znana, ale niewygodna prawda .Jak najbardziej trafne jest spostrzeżenie ‚Na wielu uczelniach wyższych wiele przedmiotów wstawia się do programu zajęć nie dlatego, że będą potrzebne młodym ludziom, ale dlatego żeby dany profesor miał czego uczyć.’ Tak tak, i są tego skutki – profesorowie mają dożywotnie etaty, a studenci dyplomy, tyle że bez wartości i nie dające wiele szans na pracę po studiach.

Dalej wskazuje, że obecne zasady finansowania uczelni są przyczyną ich degrengolady ‚ Pieniądze idą nie na te uczelnie które mają najlepsze wyniki kształcenia, mierzone sukcesami absolwentów, ale tam gdzie jest najsilniejszy lobbing grup nacisku. I dopóki nie zmienimy zasad finansowania uczelni wyższych, degrengolada będzie postępowała…’

Niestety ten stan może trwać długo bo ‚podjęcie takich decyzji przez rząd i Sejm wymaga odwagi przeciwstawienia się silnemu lobby uczelni publicznych, które bronią swoich przywilejów w jednym z ostatnich bastionów socjalizmu w Polsce. ‚

Fikcją w Polsce są także bezpłatne studia (Czy wprowadzenie powszechnego czesnego poprawiłoby poziom kształcenia?Prof. Stefan Jackowski – biznes.pl 14.09.2012).‚Z przywileju w pełni bezpłatnej nauki korzysta więc zapewne około 25% najpilniejszych studentów ‚ ale ‚Nie widać przełożenia odpłatności za studia na ich jakość – jakości nie wymusza ani rynek, ani system zarządzania sektorem szkolnictwa wyższego.’ a ‚Dalsza komercjalizacja szkolnictwa wyższego niesie w tych warunkach zagrożenie pokusą zwiększania dochodów uczelni przez obniżanie jakości kształcenia.’ 

Natomiast ministerstwo nauki deklaruje wspieranie studentów (Nie ma zgody ministra nauki na łamanie praw studentów serwis MNiSW, 14.09.2012). ‚ Ustawa „Prawo o szkolnictwie wyższym” gwarantuje studentom od 1 stycznia 2012 r. bezpłatne egzaminy dyplomowe, poprawkowe i komisyjne, wpis na kolejny rok i semestr studiów, złożenie pracy dyplomowej, wydanie suplementu do dyplomu i dziennika praktyk. – Niestety zdarzały się przypadki, iż niektóre uczelnie mimo tych zapisów prawnych nadal pobierały od studentów opłaty, zmieniając nazwę tych usług – przyznała minister nauki. Zapewniła, że resort prowadził na ten temat rozmowy z rektorami i wzywał uczelnie do zaniechania niedozwolonych praktyk. ‚ A jeśli nie zaniechają ?

Minister nauki deklaruje walkę z nepotyzmem, ale walka jak na razie nie jest skuteczna. Okazuje się, że córka premiera, przełożonego minister nauki, w ramach promocji jednej z uczelni zostaje na niej wykładowcą, bo okazała się dobrą blogerką. (Córka premiera wykładowcą Janina Blikowska – Rzeczpospolita 16.09.2012, Kasia Tusk wykładowcą na uczelni. Kiedy czas na Dodę Elektrodę? wpolityce.pl 17.09.2012). Inni też dobrze blogują, a nawet mają kwalifikacje i osiągnięcia w nauce, ale wykładowcami nie mogą być. No cóż – nie każdy może być córką premiera.

Andrzej K. Wróblewski, fizyk, były rektor Uniwersytetu Warszewskiego odniósł wrażenie, że ‚poruszając się w obłędnym kręgu wskaźników, procentów, impaktów i rankingów, niemal wszyscy zapomnieli już, jaki jest cel nauki. Warto zatem przypomnieć, że celem nauki jest po pierwsze, poszukiwanie prawdy o otaczającym świecie, inaczej mówiąc odkrywanie nowych, nieznanych przedtem rzeczy, a po drugie, wykorzystywanie tych poznanych już spraw do odkrywania nowych ich zastosowań ‚ ( Nauka w Polsce: Czas wrócić do rozsądku! Andrzej Kajetan Wróblewski, fizyk, były rektor UW – Gazeta Wyborcza. 17.09.2012) . Słuszne uwagi Pana profesora, który był znany jako entuzjasta impaktów . Obecnie argumentuje ‚ O odchodzącym z tego świata uczonym piszemy, wspominając jego osiągnięcia, czyli odkrycia i propozycje zastosowań, podajemy, co konkretnego zrobił, w jakim stopniu jego badania posunęły naprzód naukę. Nikogo nie interesuje, jaki miał wskaźnik cytowań. ‚ Dobrze, że profesor wrócił do rozsądku.

Nauczyciele akademiccy w Polsce są dyskryminowani ze względu na wiek co nie jest zgodne z konstytucją i także z Europejską Kartą Naukowca – I tak ‚z pracy będą musieli odejść mianowani nauczyciele akademiccy zatrudnieni w uczelniach państwowych. Ich stosunek pracy wygaśnie z końcem roku akademickiego, w którym ukończyli 65. rok życia’. ( Nauczyciel akademicki gorszy od urzędnika. Po ukończeniu 65. roku życia straci etat Dziennik Gazeta Prawna 11.09.2012), mimo że od 1 stycznia 2013 roku powszechny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn będzie stopniowo wydłużany do 67. roku życia . Jedni się buntują, że wiek jest emerytalny jest wydłużany, inni – jak naukowcy- by chcieli aby tak było, ale tym prawo nie zezwala. Brak konsekwencji, bo i problem jest chyba źle ustawiany, bo chodzi realnie o wydłużanie nie tyle okresu pracy, co odkładanie w czasie świadczeń emerytalnych. Ci którzy mają etaty chcieliby często dalej być na etatach, bo świadczenia emerytalne będą mniejsze.

‚Na prodziekanie wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego ciążą dwa zarzuty karne. – Do czasu wyjaśnienia sprawy powinien on zrezygnować z funkcji – twierdzą prawnicze autorytety. Ale uczelnia nie może nic poradzić na jego upór’ .( Podejrzany dziekan prawa

Rzeczpospolita,20.09.2012) .’ Prof. Andrzej Zoll, były Rzecznik Praw Obywatelskich i wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim, przypomina, że postawienie zarzutu to jeszcze nie skazanie.

A zgodnie z Kartą nauczyciela dopiero osoba skazana za przestępstwa umyślne nie może być wykładowcą akademickim – tłumaczy prof. Zoll.’ Warto przypomnieć , że ten sam profesor jako RPO nie miał żadnych zastrzeżeń do usunięcia w PRL wykładowcy akademickiego z jego (tj. UJ) uniwersytetu po postawieniu fałszywych zarzutów i bez skazania sądowego (Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłata -http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/).

Funkcjonowanie w Polsce systemu tytularnego, w którym liczą się głównie najrozmaitsze dyplomy a nie to co człowiek sobą reprezentuje ma swoje skutki – aby być dyplomowanym wszerz, wzdłuż i w poprzek ludzie sobie kupują najrozmaitsze prace. które do tego utytułowienia są potrzebne a producenci tych prac ( czasem już z tytułami) mogą sobie nieźle budżety domowe poprawić .‚…Firm ogłaszających się w sieci oferuje tzw.”pomoc w pisaniu pracy magisterskiej”. Co to oznacza w praktyce? Z jednej strony chwalą się zazwyczaj “kilkuletnim doświadczenie w pisaniu prac” i pełną oryginalnością oferowanych “produktów”. Z drugiej zaznaczają, że praca wykonana w całości przez nich ma być jedynie “wzorem” i że nie biorą konsekwencji za jej niewłaściwe wykorzystani. Oferta obejmuje często sprawdzanie systemem antyplagiatowym. W internecie (za 200-400 złotych) można też nabyć gotowe prace. Niektóre z nich były już wcześniej obronione po kilkanaście razy……Zamówić można nawet doktorat czy habilitację. Firmy współpracują z całymi zespołami specjalistów z różnych dziedzin. To często ludzie zdolni i dobrze wykształceni, którzy po studiach mają problem ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy….. ‚(Kup sobie “magisterkę”L. Zielińska – onet.pl 21.09.2012) . Nic się jednak nie zanosi aby obecny system akademicki został zmieniony, aby tworzyli go głównie ludzie uczciwi i na poziomie naukowym. Obecnie system takich często dyskryminuje, spycha na margines, a nawet wyklucza.

Czytamy opinie : ‚..Dziennikarze są jedną z najbardziej zdeprawowanych grup zawodowych w Polsce. Są grupą, która w sposób drastyczny zerwała ze swoją misją, tak istotną dla państwa demokratycznego i społeczeństwa. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich mediów i ich pracowników, ale, z racji przewagi mediów liberalnych i lewicowych dziennikarze jako grupa społeczna jawią się jako siedlisko ogromnych patologii. (Dziennikarze są jedną z najbardziej zdeprawowanych grup zawodowych w Polsce –Stanisław Żaryn -wpolityce.pl 22.09.2012). Ale niemal to samo można napisać o akademickiej grupie zawodowej, kształcącej także dziennikarzy.

Coraz większe bezrobocie wśród absolwentów tzw. szkół wyższych niepokoi ministerstwa. ‚Ministrowie nauki i pracy mają dość tego, że o uczelniach mówi się “fabryki bezrobotnych”, a pracodawcy narzekają, że nie mają rąk do pracy, bo wykształceni absolwenci niewiele umieją….już niedługo co drugi Polak przed trzydziestką będzie miał dyplom magistra – wynika z najnowszego raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).(Uczelnie, szukajcie roboty dla absolwentów! List ministrów nauki i pracy- Katarzyna Pawłowska-Salińska – Gazeta Wyborcza, 24.09.2012) i stąd List Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Ministra Pracy i Polityki Społecznej Barbara Kudrycka, Władysław Kosiniak-Kamysz -Gazeta Wyborcza , 23.09.2012, w którym m.in. czytamy:’ W trudnym dla europejskiej gospodarki czasie, wspieranie studentów i absolwentów w ich zawodowych wyborach jest wspólnym zobowiązaniem nauczycieli akademickich i władz uczelni, służb zatrudnienia, pracodawców, władz samorządowych i krajowych. Tylko efektywna współpraca na wszystkich tych poziomach sprawi, że wsparcie dla rozpoczynającej zawodową drogę młodzieży będzie skuteczne. Komisja Europejska w strategii “Europa 2020″, poprawę szans młodych na rynku pracy uznaje za jedno z priorytetowych zadań krajów członkowskich. Rekomenduje działania na rzecz poprawy jakości kształcenia, skuteczniejsze powiązanie uczelni z rynkiem pracy, rozwijanie umiejętności studentów ważnych w pracy zawodowej, wspieranie pierwszych doświadczeń zawodowych czy przyjęcie programów ułatwiających młodzieży wchodzenie na rynek pracy. ….’

Ale czy obecny system edukacji wyższej w Polsce jest w stanie takie działania skutecznie przeprowadzić ?

Skutecznie w tym systemie znajdują się natomiast politycy ( Wykładowca z ulicy Wiejskiej Marek Kozubal, Janina Blikowska -Rzeczpospolita, 23.09.2012) – „Światy polityki i wyższych uczelni coraz częściej się przenikają. Wykładowcy chętniej zajmują się polityką na różnych szczeblach, a i same i uczelnie o takich nauczycieli zabiegają…’ I jakie są tego rezultaty ? Skoro politycy nie mają problemu z bezrobociem i mają pracę także na uczelniach, to chyba nie rozumieją problemów tych,  którzy pracy nie mają, nawet na jednym etacie. Może są też przeciążeni wieloetatową pracą, stąd szwankuje ich praca i w parlamencie i na uczelniach – fabrykach bezrobotnych.

Tyle razy czytaliśmy że nauka, edukacja nie znosi rewolucji a tu –Rewolucja na uczelniach. 12 godzin nauki dziennie (Ada Chojnowska, Gabriela Łazarczyk – Gazeta Wyborcza, 25.09.2012).

‚Krajowe Ramy Kwalifikacji dla Szkolnictwa Wyższego likwidują odgórnie ustalane podstawy programowe. Uczelnie mają skupić się na studencie i uzyskiwanych przez niego kompetencjach. Nowe zasady oznaczają też, że student powinien spędzać….…. 12 godzin dziennie na nauce!

Już od października polskie uczelnie wyższe uczyć będą w nowym systemie (w skrócie KRK), który ma zapewnić porównywalność dyplomów uzyskiwanych w różnych systemach szkolnictwa wyższego w Unii Europejskiej, a także innych krajach, takich jak USA, Australia czy RPA. Tym samym podstawy programowe narzucane odgórnie przez ministerstwo odchodzą do lamusa, a uczelnie uzyskują niemal pełną dowolność w sposobie nauczania i tworzenia nowych kierunków. ‚

Póki co ‚coraz częściej do Europejskiej Fundacji Praw Człowieka napływają prośby osób proszących o pomoc prawną w sprawie nostryfikacji dyplomów uzyskanych w Unii Europejskiej. Często dyplom uzyskany w państwie członkowskim nie jest uznawany za równoważny z jego litewskim odpowiednikiem z powodu przyczyn formalnych, nawet nie uwzględniając różnic w programie nauczania oraz innych istotnych kryteriów. ‚ Właśnie w takiej sytuacji znalazło się kilkoro absolwentów Akademii Podlaskiej z Polski, którzy odbyli studia na kierunku pedagogiki w zakresie opiekuńczo-wychowawczym i zdobyli stopień magistra. Dyplom ich jednak nie został uznany z przyczyn formalnych, nawet bez porównywania programów wykładów. Fundacja uważa, że osoby, które skorzystały z gwarantowanego przez Unię Europejską swobodnego przepływu osób, mają prawo do uzasadnionego uznania dyplomu. ‚ ( Uzyskane dyplomy w Unii Europejskiej – na Litwie bezwartościowe-serwis Europejskiej Fundacji Praw Człowieka, 11 września 2012).

Ciekawe czy po tej rewolucji coś się zmieni.

A jeśli uczelnie nadal będą wystawiać dyplomy bez wartości to czy będą musiały być uznawane poza tymi uczelniami ?

Tymczasem prezentowane są opinie, że Krajowe Ramy Kształcenia to nie jest szansa na podniesienie jakości kształcenia akademickiego, ale symbol jego upadku (Rewolucja na uczelniach czy raczej symbol upadku?-Pracownik naukowy -Gazeta Wyborcza – Kraków, 26.09.2012) – ‚KRK to przede wszystkim tworzenie fikcji. Tym właśnie jest założenie, że student każdego uniwersytetu na świecie osiągnie te same efekty kształcenia i będzie tyle samo czasu pracował na punkt ECTS. Jest to niezgodne z wielowiekową tradycją autonomii uniwersytetów, często burzy unikatowe programy studiów, budowane przez pokolenia w oparciu o doświadczenia dydaktyczne dziesiątków wykładowców, niszczy naturalną różnorodność lokalnych środowisk naukowych.

Fikcją jest przyjęty przez ministerstwo przelicznik tych punktów na godziny pracy przy zadekretowanej minimalnej liczbie punktów, koniecznej do uzyskania na każdym roku studiów. Skutkiem tej fikcji jest wymyślanie do niczego niepotrzebnych przedmiotów albo dopisywanie gigantycznej liczby godzin obowiązkowych konsultacji. Natomiast twierdzenie, że ta fikcja ma cokolwiek poprawić, jest w moim przekonaniu zwykłym oszustwem.’

I jest to opinia,  która winna dać wiele do myślenia, jak i to, że wypowiada ją pracownik nauki, ale anonimowo. Czyżby za wyrażanie takich opinii groziły konsekwencje w pracy akademickiej ? Są już jakieś procedury na okoliczność uciszania takich opinii ?

Nie ma natomiast procedur odbierania tytułów profesorom, którzy zdobyli habilitację poprzez plagiatowanie innych prac. Habilitację można im odebrać, ale tytuł profesora – nie ! ( Były rektor Ryszard Andrzejak stracił habilitację-Tomasz Wysocki- Gazeta Wyborcza Wrocław, 28.09.2012) .’- Unieważnienie habilitacji nie oznacza utraty tytułu profesora. Aby tak się stało, profesor Andrzejak musiałby zostać skazany za przestępstwo pospolite, na przykład, za kradzież – mówi przedstawiciel komisji. ‚ Ciekawe, bo wydawałoby się oczywiste, że plagiat to kradzież, ale widać wykładnia dla profesorów jest inna.

Rektorzy uczelni są zaniepokojeni, że stosowany od dawna ‚chów wsobny’ na uczelniach jest zagrożony i rozpoczynają prace nad stworzeniem mechanizmów pozwalających zatrzymać młodych naukowców na swoich macierzystych j uczelniach . ( Prof. Tukiendorf: “O politechnice ma być głośno”-Rozmawiała Beata Łabutin – Gazeta Wyborcza-Opole,28.09.2012). Niestety reformowane ustawy akademickie nie stworzyły zapisów zabraniających zatrudniania swoich absolwentów na okres 3-5 lat jak to bywa w krajach przodujących w nauce. Rektorzy zrobią wszystko, a może nawet więcej, aby chów wsobny – jedna z przyczyn zapaści nauki w Polsce nadal był kultywowany.

Rozbrajające są antynepotyczne wyznania rektora Politechniki Opolskiej ‚Jestem zdania, że na uczelnie wyższe przyjmowani są naprawdę najlepsi, i to w drodze konkursów, w drodze akceptacji przez rady wydziałów, a czasem geniusz rodzi geniusz, syn dziedziczy dobre geny rodziców i zajmują się tą samą tematyką ‚ . Czyżby rektor nigdy nie słyszał o ustawianych konkursów na konkretnego, często kiepskiego kandydata, dziedziczącego czasem kiepskie geny kiepskich rodziców zatrudnianych na naszych kiepskich uczelniach ?

Marek Wroński w kolejnym tekście na temat nierzetelności naukowej konkluduje ‚ważna jest ciągła prewencja i szerzenie wiedzy o naruszeniach etyki i patologiach naukowych.’ (Co nas nie zabije, to nas wzmocni
. Marek Wroński – Forum Akademickie, 9/2012).

Ta konkluzja pokrywa się z moimi opiniami i działaniami od lat, bo od lat staram się szerzyć wiedzę o naruszeniach etyki i patologiach naukowych i podejmować działania prewencyjne dokumentowane w licznych tekstach, w książkach i na wielu stronach internetowych mając nadzieje, że to nas wzmocni, a nie zabije.  I innych do prowadzenia podobnej/lepszej działalności zachęcam.

Bibliografia

Co nas nie zabije, to nas wzmocni


Marek Wroński – Forum Akademickie, 9/2012

1 września

Nowy rektor UJ: przyjazna prostota i najwyższa jakość

Iwona Hajnosz – Gazeta Wyborcza Kraków, 01.09.2012

3 września

Zadania Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich w pierwszym półroczu

Serwis MNiSW 3.09.2012

4 września

Profesor UO uniewinniony, sędzia gromi biegłego

Izabela Żbikowska- Gazeta Wyborcza – Opole, 4.09.2012

5 września

Andrysiak: Czy każdy nadaje się do studiowania

Andrzej Andrysiak – Dziennik Gazeta Prawna, 5.08.2012

7 września

Kolega z PO doradzi rektorowi UWM. “To nie polityka“

Marta Bełza- Gazeta WyborczaOlsztyn,7.09.2012

8 września

Bronisław Wildstein: “Jak długo jeszcze będziesz Katylino nadużywał cierpliwości naszej?”. Jak długo jeszcze. Bronisław Wildstein –wpolityce.pl, 8.09.2012

Rektor UWM bierze na doradcę kolegę z PO.Czy to upolitycznianie uczelni? wpolityce.pl, 8.09.2012

11 września

Naukowy ogon Europy. Piotr Cieśliński – Gazeta Wyborcza, 11.09.2012

Nauczyciel akademicki gorszy od urzędnika. Po ukończeniu 65. roku życia straci etat

Dziennik Gazeta Prawna 11.09.2012

Uzyskane dyplomy w Unii Europejskiej – na Litwie bezwartościowe. serwis Europejskiej Fundacji Praw Człowieka, 11 .10. 2012

12 września

Skąd się bierze mizeria polskiej nauki? Piotr Cieśliński – Gazeta Wyborcza, 12.09.2012

NIK o szpitalach-instytutach badawczych.Serwis NIK 12.09. 2012

13 września

O polskiej nauce. blog prof. W. Pluskiewicza 13.09.2012

14 września

Skąd się bierze mizeria polskiej nauki? Badacze boją się oceny. Nie walczą o pieniądze. Rozmawiał Piotr Cieśliński- Gazeta Wyborcza,14.09.2012

Jak wyrugować socjalizm z polskich uczelni?. prof. Krzysztof Rybiński. biznes.pl ,14.09.2012

Czy wprowadzenie powszechnego czesnego poprawiłoby poziom kształcenia? Prof. Stefan Jackowski –biznes.pl,14.09.2012

Nie ma zgody ministra nauki na łamanie praw studentów . serwis MNiSW, 14.09.2012

16 września

Córka premiera wykładowcą.Janina Blikowska – Rzeczpospolita 16.09.2012

17 września

Unia usunęła normy etyczne z dokumentów. Nasz Dziennik, 17 .09. 2012

Nauka w Polsce: Czas wrócić do rozsądku!.Andrzej Kajetan Wróblewski, fizyk, były rektor UW – Gazeta Wyborcza. 17.09.2012

18 września

Wykładowczyni z UJ skazana za pomówienie wygrała z Polską w Strasburgu.Gazeta Wyborcza, 18.09.2012

20 września

Podejrzany dziekan prawa.Rzeczpospolita,20.09.2012

Dochodzenie w sprawie plagiatów naukowca KUL

Paweł P. Reszka -Gazeta Wyborcza Lublin, 20.09.2012

21 września

Kup sobie “magisterkę”.L. Zielińska – onet.pl 21.09.2012

22 września

Dziennikarze są jedną z najbardziej zdeprawowanych grup zawodowych w Polsce. Stanisław Żaryn -wpolityce.pl 22.09.2012

23 września

List Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Ministra Pracy i Polityki Społecznej. Barbara Kudrycka, Władysław Kosiniak-Kamysz -Gazeta Wyborcza, 23.09.2012

Wykładowca z ulicy Wiejskiej. Marek Kozubal, Janina Blikowska -Rzeczpospolita, 23.09.2012

24 września

Uczelnie, szukajcie roboty dla absolwentów! List ministrów nauki i pracy.Katarzyna Pawłowska-Salińska – Gazeta Wyborcza, 24.09.2012

Miliony długów uczelni – rektor rezygnuje, rekrutacja trwa. Gazeta.pl 24.09.2012

25 września

Rewolucja na uczelniach. 12 godzin nauki dziennie. Ada Chojnowska, Gabriela Łazarczyk – Gazeta Wyborcza, 25.09.2012

Spóźniona reakcja Ministerstwa Nauki. “Możliwa likwidacja uczelniGazeta.pl 25.09.2012

26 września

Rewolucja na uczelniach czy raczej symbol upadku? Pracownik naukowy -Gazeta Wyborcza – Kraków, 26.09.2012

28 września

Prof. Tukiendorf: “O politechnice ma być głośno”.Rozmawiała Beata Łabutin – GazetaWyborcza-Opole, 28.09.2012

Były rektor Ryszard Andrzejak stracił habilitację.Tomasz Wysocki – Gazeta Wyborcza Wrocław, 28.09.2012

System odsłaniania patologii jest tak słaby, że wielu drażliwymi informacjami nie ma z kim się podzielić

Prof. Andrzej Zybertowicz: III RP w osnowie niewiedzy. „Sięgnięto już po rezerwy nieodnawialne”

wpolityce.pl 8.08.2012

System odsłaniania patologii jest tak słaby, że wielu zaniepokojonych obywateli, biznesmenów, pracowników administracji, ba, funkcjonariuszy policji, tajnych służb, uważa, iż drażliwymi informacjami nie ma z kim się podzielić. I w rezultacie wiele poważnych schorzeń staje się tajemnicą poliszynela, ale nie przecieka na zewnątrz klientelistycznych sieci. Badacze nie mają dostępu do wiarygodnych informacji, na bazie których można modelować pewne procesy.

Z prof. Andrzejem Zybertowiczem rozmawia Bartłomiej Radziejewski

Współpraca: Paweł Wojciechowski

….. w obliczu zadania zachowania władzy wszystko inne staje się trzeciorzędne – każda sfera może być niesprawna: infrastruktura, służba zdrowia, edukacja, armia, tajne służby – tak długo, jak nie wywołuje konwulsji zagrażających stabilności systemu…… Aby ktoś z zewnątrz, czyli bez układów, mógł odnieść taki sukces, rynek musi być przejrzysty, z dobrym oprzyrządowaniem prawnym, bez grup mafijnych, którym trzeba płacić haracz za przyzwolenie za sam udział w grze……Trzeba mobilizować poparcie dla tych podmiotów, które mają potencjał reformatorski. Trzeba rozprzestrzeniać wśród ludzi zdolnych do myślenia strategicznego patrzenie w kategoriach szczelinowych. Postrzeganie systemów społecznych w kategoriach czysto deterministycznych jest błędne, bowiem gdy różne takie systemy się „zazębiają”, wyzwalają się nowe przestrzenie kreatywności instytucjonalnej……… reformowanie zawsze staje naprzeciw jakimś splotom nawyków i interesów. I jeśli do tego wstrząsu dojdzie, zanim ów archipelag polskości się skonsoliduje, zanim praca organiczna wytworzy podglebie, to po serii wstrząsów system wróci do wcześniejszego stanu. Trzeba tworzyć wielowymiarową przeciwwagę dla grup interesów i powiązań, które blokują rozwój Polski.

Jak bardzo chory jest nasz system akademicki

„Ogłaszam alarm dla uniwersyteckiej społeczności”. Poruszające, ale i przerażające wystąpienie prof. Ewy Nawrockiej

wPolityce.pl 4.05.2012

Prezentujemy spisane przez nas wystąpienie prof. dr hab. Ewy Nawrockiej – profesora Uniwersytetu Gdańskiego, Kierownika Katedry Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej, wygłoszone na konferencji „Wściekłość i oburzenie. Obrazy rewolty w kulturze współczesnej” na Uniwersytecie Gdańskim, 18 kwietnia 2012 roku.

Wystąpienie warte jest tak uważnej lektury jak i możliwie szerokiego rozpowszechnienia. Pokazuje bowiem jak bardzo chory jest nasz system kształcenia; jak wiele w nim patologii, udawania i fikcji.

W pewnym sensie – to metafora całej Polski.

To moje wystąpienie nie jest referatem, po którym można by bić brawa ani gwizdać, no chyba że z oburzenia. Bo ono jest wyrazem bólu, nawet nie oburzenia ani wściekłości, ale właśnie bólu. I chciałabym, żeby państwo wysłuchali tego wystąpienia właśnie w taki sposób. (…)

Wiele nas boli, wiele nas oburza, i jest ku temu wiele powodów, wiele i różnych. Wyczuwanych, odczuwanych, uświadamianych, rzeczywistych albo urojonych, obiektywnych i subiektywnych, w skali mikro naszej prywatnej egzystencji, całego uniwersytetu, wydziału filologicznego, polonistycznego podwórka, czy najszerzej – całego kraju.

Rozmawiamy o tym w domu, w rodzinach, w naszych uniwersyteckich pokojach, w bufecie, na korytarzach, na prywatnych spotkaniach, w kuluarach sesji i oficjalnie w konferencyjnych wystąpieniach, z głębokim bólem i płomiennym oburzeniem. Niektórzy piszą listy do koleżanek i kolegów z innych uczelni, do Rady Wydziału, do rektora Uniwersytetu, do prasy. Wszyscy mają poczucie, ba, pewność, że jest źle, bardzo źle. Z polonistyką, z humanistyką, z nauką, z uniwersytetami, z kondycją duchową społeczeństwa. Że będzie jeszcze gorzej. Wszystko toczy się po równi pochyłej. Jesteśmy obolali, oburzeni. Nawet najostrzejsze słowa nie są w stanie tego wyrazić.

Co z tego wynika? Nic. Wielkie, piramidalne, obezwładniające nic. Pracownicy Katedry Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej postanowili coś zrobić. To było w styczniu tego roku. Na początek wypowiedzieć, spisać nasze bóle i nasze oburzenie, spisać „czyny i rozmowy”, jak mówi poeta. Po to, by zdiagnozować stan rzeczy, opisać rzeczywistość i nasze jej rozpoznanie. Zwróciłam się drogą mailową, a także ustnie, osobiście, do wszystkich kierowników katedr Instytutu Filologii Polskiej, a także do niektórych zaprzyjaźnionych koleżanek i kolegów z innych filologicznych instytutów z prośbą, by odpowiedzieli pisemnie na pytanie: co nas boli, co nas oburza.

To było w styczniu. I co? I nic. Odpowiedziało 9 osób. 7 z naszej katedry, jeden językoznawca i jeden historyk literatury. 9 osób na przeszło 80 pracowników Instytutu Filologii Polskiej. 9 sprawiedliwych, czy 9 naiwnych? 9 frustratów, czy 9 anarchistów? Dlaczego nasza inicjatywa nie znalazła odzewu? Czy pytanie zostało źle sformułowane, nie w porę? Czy już tak długo i tak głęboko zanurzyliśmy się w szambie, że pokochaliśmy to swoje poniżenie i smród rozkładu? (…)

Ta sytuacja mówi coś o nas samych. Dał o sobie znać kompleks Stefka Marudy. Nie warto, na pewno się nie uda, żadne działanie i gadanie nie mają sensu. Nic od nas nie zależy, jakoś to będzie, jakoś się ułoży, najlepiej bez naszego udziału.

Może jest jeszcze gorzej. Obezwładniający konformizm czy wręcz zwykłe tchórzostwo, lęk przed wychyleniem się, odsłonięciem, narażeniem się, każdy ma coś do stracenia. Młodzi pracownicy stają pod ścianą i perspektywą gilotyny. Umowy o pracę adiunktów, zawarte na czas określony, krótki, bo trzyletni, mogą nie zostać przedłużone, i wtedy na bruk. Habilitacja niezrobiona w terminie – na bruk. Może być i tak, że pomimo wszystkich 4 pozytywnych recenzji, rektor zaangażuje się w naciski na Radę Wydziału, by uwaliła habilitanta. To przypadek z Wydziału Oceanografii. Albo recenzje habilitacji są po kumotersku zawsze bardzo pozytywne. Albo wprost przeciwnie – pryncypialnie negatywne, wychodząc z założenia jedynie słusznej, jedynie naukowej, jedynie obowiązującej metodologii. Jest więc czego się bać.

Wniosek o profesurę belwederską może zostać przez Radę Wydziału odrzucony z powodów ideologicznych. Kandydat na profesora jest zanadto religijny, czytaj: katolicki. To przypadek polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Albo światopoglądowo niewyrazisty, lub uformowany w minionej, niesłusznej, czytaj komunistycznej epoce.
Pasje lustracyjne, rozmaicie i przeciwstawnie motywowane są w środowisku naukowym w stanie wrzenia.  Jak wiadomo, nowa ustawa o szkolnictwie wyższym w sprawie profesury pozbawia Radę Wydziałów prawda decydowania. Wprowadza właściwie sądy kapturowe, których tajne wyroki muszą zostać zaakceptowane. Ale jest i druga strona medalu, równie obrzydliwa. Przedłużenie umowy o pracę adiunkta oraz awans na profesora uczelnianego musi odbywać się drogą konkursu. Tylko, że te konkursy są ustawione, są fikcją. Wszak chcemy przedłużyć umowę „naszemu” adiunktowi, bo jest dobry, ale także dlatego, że jest „nasz”, bez względu na to, jak dobrzy będą konkurenci stający do konkursu, i nieświadomi, że biorą udział w żenującej fikcji, upokarzającej wszystkich uczestników tej farsy.

Jest jeszcze gorzej. Są adiunkci nie do ruszenia, mimo że ich obecność na Uniwersytecie jest wielką pomyłką, o czym wszyscy wiedzą. Nie robią latami, i nie zrobią habilitacji. Albo robią ją na kompromitującym poziomie. Wykorzystali wszystkie możliwe urlopy, są stale na zwolnieniach lekarskich, potem wchodzą w wiek emerytalny i stają się nietykalni. Blokują etaty, demoralizują studentów, generują koszty edukacji, trzeba za nich organizować płatne zastępstwa, olewają swoje nauczycielskie obowiązki.

Profesorowie w zdecydowanej większości, jakby z zasady, w nic się nie angażują. Zamknięci w wieży słoniowej „nauki czystej” robią swoje. To znaczy piszą swoje kolejne książki, znane w wąskim gronie specjalistów, których nie czytają nawet ich studenci. Jeżdżą na kolejne konferencje krajowe i zagraniczne, zapraszani drogą półprywatną. Zresztą to tylko ich stać na zapłacenie wpisowego, 300-400 a nawet 500 złotych, opłacenie podróży i hotelu, w sumie 700 do 1000 złotych za wyjazd konferencyjny. Potem publikują w książkach konferencyjnych, które muszą udawać monografię, bo za monografię liczy się więcej punktów niż za referat wygłoszony na konferencji.

Piszą na prawo i lewo recenzje doktoratów i habilitacji, ktoś je musi pisać, ale często w wąskim kręgu wzajemnych usług: ty mojemu, ja twojemu. Pracują na paru etatach, chcą w spokoju dotrwać do emerytury. Już się nie wychylą, nie nadstawią głowy, nie zajmą stanowiska. Często znudzeni, wypaleni, zniechęceni, cyniczni, bez wiary w skuteczność jakiegokolwiek działania zmierzającego do zmiany status quo, albo dostosowujący się do każdej sytuacji.

Powszechny, zatrważający upadek etyki w nauce jest tajemnicą poliszynela. A wokół rozrasta się i umacnia Rzeczpospolita Urzędasów. Pracownicy naukowi – zwróćmy uwagę na tę nazwę: „pracownicy naukowi” – pełniący funkcje kierownicze w katedrach, instytutach, dziekanatach, zmieniają się w sterowanych odgórnie urzędników. Dniami i nocami, przez tygodnie i miesiące, kosztem zdrowia, snu, nerwów, własnej pracy naukowej i dydaktyki, piszą sprawozdania, wypełniają ankiety, liczą godziny, przecinają siatki, kombinują jak wyprowadzić władze zwierzchnie i ministerialne w pole, wymyślają nowe nazwy przedmiotów, zadrukowują tony papieru, co parę dni zmieniają wyliczenia i wykresy bo rektorat przysyła nowe wytyczne, coraz to spływające z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Urzędasy na wszystkich szczeblach władzy, oderwani od rzeczywistości, zanurzeni w papierach, sprawozdaniach, protokołach, projektach, notach, liczbach, punktach, grantach – obezwładniają, paraliżują, zatruwają, straszą, grożą. W imię fikcji, utopii, matriksu, iluzorycznej reformy w imię nowoczesności, innowacyjności, europejskości i mitycznej Ameryki jako wzoru.

Nikomu nie przychodzi do głowy elementarne pytanie: po co komu Uniwersytet?!I jaki powinien być. Czy kiedykolwiek na którejkolwiek Radzie Wydziału i na Senacie odbyła się dyskusja o istocie powinności, o duchu Uniwersytetu? Nigdy. W ciągu 45 lat mojej pracy, najpierw w Wyższej Szkole Pedagogicznej a potem na Uniwersytecie byłam członkiem różnych gremiów, Rady Wydziału i Senatu, i nigdy [nie było takich dyskusji].

Tak, wiem, teraz jest czas na weksle, nie na książki. Cytuję przenikliwe i prorocze słowa niegdysiejszego młodego i buńczucznego polityka Kongresu Liberałów, który dziś jest odpowiedzialny za kierunek zmian w kraju: „Gdański Uniwersytet jest największym deweloperem na Pomorzu. Buduje od lat coraz większe, coraz nowocześniejsze i coraz droższe budynki.” [Nie jesteśmy pewni, gdzie kończy się cytat, ale logicznie właśnie tu – red.] Daje zarobić niezliczonej ilości wykonawców i firm dostawczych, a one rewanżują się decydentom bynajmniej nie bukietami kwiatów. Pensje tzw. pracowników naukowych, już nawet nie uczonych, raczej wyrobników wyrabiających swoje ustawowo wymagane godziny stoją w miejscu na poziomie najniższym w ramach płacowych widełek. Aby zorganizować spotkanie studentów z naszym emerytowanym profesorem w jakiejkolwiek sali na wydziale musimy uzyskać pisemną zgodę kanclerza na bezpłatne jej wykorzystanie. Każdy sposób zarobienia pieniędzy jest dobrze widziany.

Rektor Uniwersytetu Gdańskiego, jako jedyny kandydat na stanowisko, wybrany po putinowsku na drugą kadencję przez stary Senat, w imię oszczędności wymusza redukcję godzin dydaktycznych. Nie tylko drastyczne ograniczenie ich ilości, ale i zamianę ćwiczeń na wykłady w proporcji 50 na 50 procent. Odmawia zgody na nowe etaty, nawet na wymianę emeryta-profesora na adiunkta. Wymusza likwidację nadgodzin obsadzaniem zajęć przez doktorantów. Nie daje sobie wytłumaczyć, że istotą edukacji w szkole wyższej, zresztą nie tylko  uniwersyteckiej, ale zwłaszcza w dziedzinie humanistyki, jest rozmowa, dialog, komunikacja. A to da się przeprowadzić przede wszystkim na ćwiczeniach i konwersatoriach. I nie w grupach ponad 30-o osobowych. Nie ma innej drogi skutecznej edukacji do życia w społeczeństwie niż żywy kontakt studenta z nauczycielem, adiunktem, profesorem, człowieka z człowiekiem. I to chciałabym napisać dużymi literami: CZŁOWIEKA Z CZŁOWIEKIEM. W rozmowie, dyskusji, sporze, polemice. Gdzie mamy się tego nauczyć jak nie tu, na Uniwersytecie.

Zarządzający nauką w tym kraju nie zdają sobie sprawy z tego, że Uniwersytet to nie tylko budynki, przeszklone hole, labirynty korytarzy, windy i najdroższa aparatura, martwa, kamienna, szklana pustynia. Bo Uniwersytet to przede wszystkim sprawa ducha, intelektu, bezinteresownej miłości do wiedzy i nauki, ciekawość i zapał, radość i odwaga myślenia, sztuka zadawania pytań i szukania odpowiedzi. To pasła tworzenia, umiejętność komunikacji i dialogu, to przestrzeń obcowania z wartościami, to uczenie. Ludzie z wiedza i pasją, odważni i etyczni, uczciwi i prawi, niezależni od urzędasów i politycznej koniunktury. Ich podstawową powinnością jest uczciwe, twórcze, niezależne, wolne, niezadekretowane myślenie, krytyczne myślenie. I tego mają uczyć studentów w procesie wzajemnie stymulowanej intelektualnej interakcji. Czy to jeszcze gdziekolwiek istnieje?

Bezmyślna i nieodpowiedzialna reforma szkolnictwa podstawowego i średniego doprowadziła do kompletnej zapaści edukacyjnej. Jej autorzy i orędownicy już gryzą siebie, a nauczyciele zmagają się z przeszkodami nie do przeskoczenia. A my dostajemy studentów niedouczonych, niemyślących, intelektualnie leniwych i biernych, do tego aroganckich i niezainteresowanych studiami poza zdobyciem papieru.

Ale czy mamy prawo narzekać? Bez sprzeciwu pogodziliśmy się z likwidacją egzaminów wstępnych i regułami nowej, ogłupiającej, testowej matury.

A właściwie co Uniwersytet oferuje swoim studentom? Coraz to nowe kierunki – bo za to są punkty. Kierunki, na których wciskami im iluzoryczną, nikomu do niczego niepotrzebną, pozorną wiedzę, której oni i tak nie przyswajają, bo już wiedzą, i już widzą, że to się im do niczego nie przyda. Uprawiamy wzajemne, obrzydliwe, oszukańcze praktyki. My ratujemy swoje etaty, kombinując skąd by tu jeszcze znaleźć godziny, które rektor i ministerstwo każą nam ograniczać.

Studenci nie uczą się i nie umieją się uczyć. Nie czytają literatury, nie myślą. Nie są w stanie zbudować dłuższej, spójnej merytorycznej wypowiedzi ustnej. Piszą z błędami stylistycznymi i ortograficznymi. Trudno się nawet temu dziwić. Język polski jest dyskryminowany jako język naukowy. Punktuje się publikacje w językach obcych.Kultura języka  w społeczeństwie jest na coraz niższym poziomie. Jego żenującą kalekość widać, słychać i czuć w atakujących nas zewsząd wypowiedziach polityków i dziennikarzy.

A studenci? Czy żądają, by od nich czegoś wymagano? By uczciwie rozliczano z tych wymagań? Czy skarżą się na olewanie zajęć, na niepunktualnych i nieprzygotowanych do zajęć wykładowców, nudne ćwiczenia i wykłady, powtarzane na pierwszym i drugim stopniu edukacji tematy, ćwiczenia, metody dydaktyczne? Nie chodzą na zajęcia i nieskończenie zaliczają ćwiczenia, wymuszają kolejne terminy egzaminów. Władze idą im na rękę. Egzaminatorzy kapitulują ze zmęczenia, zniechęcenia, obrzydzenia. Mało kto odważa się oblać studenta – bo rozpadnie się grupa, bo zabraknie godzin, bo zagrożone będą nasze etaty.

Czy studenci oburzają się na praktyki łapówkarskie? Czy potępiają ściąganie i kupowanie prac licencjackich i magisterskich? Notorycznie zrzynają z internetu. Czy razi ich wulgarne słownictwo, rynsztokowy język kolegów i, niestety, koleżanek, rozbrzmiewający w tych murach?

Powszechnie daje znać o sobie syndrom kacetu. Jedni są ofiarami, drudzy katami, i to na zmianę. Jedni i drudzy są sobie potrzebni, podzielili się funkcjami i rolami, weszli w te wyznaczone role i jakoś dobrze im z tym.

A może nie należy obrażać się na rzeczywistość? Może prorocze hasło prymatu weksla nad książką należy obrócić na swoją korzyść? Może należy zlikwidować państwowe uczelnie w obecnym kształcie? Rozwiązać anachroniczne, skostniałe uniwersytety, rozpędzić na cztery wiatry ministerstwo nauki. Skoro państwo nie ma pieniędzy na naukę, na nic nie ma pieniędzy, niech się odczepi. Niech zapanuje wszechwładne, zdrowe prawo rynku. Wiedza jest towarem, trzeba ją dobrze sprzedać i drogo kupić. Żadnych etatowych pracowników naukowych, żadnych ministerialnych programów, żadnych państwowych dotacji, nominacji i kontroli.

„Rób co możesz” – mówi anioł we śnie do Czesława Miłosza. Zawsze coś możesz zrobić. Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębin. Organizujmy się w uniwersyteckie korporacje lokalne, skrzyknijmy się i stwórzmy atrakcyjne programy nauczania, własne zasady finansowania. Papiery i dyplomy nieważne, bo i tak w praktyce liczą się umiejętności, nie papiery. Niech rynek weryfikuje naszą przydatność na uniwersytetach nowego typu. Wymyślmy sobie takie uniwersytety.

I spójrzmy prawdzie w oczy: w obecnej formie i w obecnej kondycji nie jesteśmy społeczeństwu do niczego potrzebni. Sfrustrowani, wypaleni, bezwolni, zastraszeni, narzekający, niezdolni do solidarności, na pewno nie jesteśmy potrzebni. Wyobraźmy sobie, że sfrustrowany rzeźnik nie jest w stanie rozebrać tuszy wołu, a wypalony rolnik zaorze pół pola i nie posieje, a depresyjny dróżnik nie przestawi zwrotnicy.

„Z wiosną idą chmury, z chmury piorun uderza”. Niech uderzy. Zbliża się maj. Pamiętajmy o paryskim maju 1968.

Ogłaszam alarm dla uniwersyteckiej społeczności. Niech trwa.

Alarm dla Uniwersytetu Gdańskiego ! Sensacyjne wystąpienie prof. Ewy Nawrockiej

Gazeta Świętojańska, 28.04.2012r.

Najważniejsze wydarzenie na Uniwersytecie Gdańskim od wielu lat.

Patologie akademickie w styczniu 2012 r.

Patologie akademickie w styczniu 2012 r. ( w mediach)

Studentów mamy ok. dwóch milionów, ale większość z nich nie bardzo się orientuje jakie ma prawa i obowiązki, a nawet nie wie do kogo się zwrócić ze swoimi problemami. Nieraz zwracają się do mnie, nie wiedząc o tym, że właściwą dla nich instancją jest Rzecznik Praw Studenta. Bardzo dobrze, że ‚Od 1 października każda uczelnia musi zapewnić studentom rozpoczynającym naukę możliwość odbycia szkolenia na temat praw i obowiązków studenta. Będzie je organizował Parlament Studentów RP w porozumieniu z samorządem studenckim uczelni….. ( W 2012 r. pierwsze opłaty za studia dziennePAP-Nauka w Polsce 2.01.2012) To powinno podnieść świadomość studentów, nieraz wykorzystywanych przez uczelnie zainteresowane jak największymi dochodami, a nie zawsze świadczącymi edukację na wysokim poziomie. ‚Ponadto Krajowa Reprezentacja Doktorantów (odpowiednik Parlamentu Studentów RP) otrzyma na swoją działalność dotację z budżetu.’ co winno polepszyć sytuację kiepsko stojących materialnie i wykorzystywanych doktorantów.

Natomiast pogorszy się sytuacja studentów dwukierunkowych bo ‚ od 1 stycznia uczelnie publiczne mogą pobierać od studentów opłaty za drugi kierunek studiów, ponieważ z początkiem nowego roku wchodzi w życie przepis znowelizowanej w 2011 r. ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, który to umożliwia.’Co prawda Część studentów, kształcących się na dwóch kierunkach, zostanie z tej opłaty zwolnionych ale czy państwo zidentyfikuje bezbłędnie tych najlepszych, którzy na zwolnienie z opłat mogą liczyć ?

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach i jak wykazali studenci przez błąd w przepisach przejściowych znowelizowane ustawy drugi kierunek studiów winien być bezpłatny jeszcze przez rok ( Zamach na pieniądze studentów opóźniony. Prosty błąd w ustawie przełoży wprowadzenie opłat za drugi kierunek 

wpolityce,28.01.2012, Drugi kierunek studiów bezpłatny jeszcze rok?blog –PiotrMuller,19.01.2012)

Art.29 
ust. 2 Studenci przyjęci na studia przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy oraz w roku akademickim 2011/2012:
1) studiujący bez opłat za kształcenie na więcej niż jednym kierunku studiów nie wnoszą opłat, o których mowa w art. 99 ust. 1 pkt 1a ustawy, o której mowa w art. 1, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, do końca okresu studiów przewidzianego w programie i planie studiów (..)”

Wykładnia literalna jest klarowna – skoro zrekrutowani „w roku akademickim 2011/2012” a nie „na rok akademicki 2011/2012”, to oczywistym jest, że w praktyce mamy przedłużony okres bezpłatności drugiego kierunku studiów, ponieważ podczas tegorocznej rekrutacji trwać będzie jeszcze rok akademicki 2011/2012.’

Skoro potrafią takie błędy wychwycić w ministerialnej ustawie, to niewątpliwie należy im się nagroda w postaci bezpłatnych studiów, może nawet dłużej niż jeden rok.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o szkolnictwie wyższym od 1 stycznia 2012 r. student nie musi płacić m.in. za: rejestrację na kolejny semestr lub rok akademicki; egzamin, w tym egzamin poprawkowy, egzamin komisyjny czy dyplomowy…’ (Student nie zapłaci za egzamin poprawkowyJolanta Ojczyk, Rzeczpospolita, 2.01.2011). To dobre rozwiązanie bo nie będzie zarzutów, że studentów się oblewa tylko po to aby uczelnia na nich więcej zarobiła.

Natomiast ‚ od tego roku studenci nie mogą już bezkarnie zmieniać kierunku studiów. Osoba, która w trakcie nauki zmieni zainteresowania lub plany zawodowe i rozpocznie naukę na innym kierunku, musi się liczyć z kosztami.’ (Dłuższe studia będą płatneJolanta Ojczyk, Rzeczpospolita, 5.01.2012). Takie działanie ma w założeniu zlikwidować zjawisko ‚wiecznych studentów ‚. ale ‚ zmiany mogą jednak uderzyć w tych, którzy rozczarowali się poziomem nauki, jaki świadczy uczelnia, lub uznali, że po skończeniu danego kierunku nie znajdą pracy i zamiast dołączyć do rzeszy bezrobotnych magistrów prawa, marketingu czy politologii, lepiej zmienić studia np. na inżynierskie….’ . Taka obawa spowodowała zaskarżenie przez PiS nowych przepisów do Trybunału Konstytucyjnego.

Ale MNiSW argumentuje ‚Każdy student ma gwarancję bezpłatnego ukończenia pełnych studiów, także w przypadku zmiany kierunku po pierwszym zaliczonym semestrze” – podkreśla rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Bartosz Loba….Państwo gwarantuje każdemu studentowi dostęp do całkowicie bezpłatnych studiów, których ukończenie wymaga zdobycia przewidzianej liczby punktów ECTS’ – podkreśla podsekretarz stanu w MNiSW Zbigniew Marciniak….. ‚ (MNiSW: można bezpłatnie zmienić kierunek po pierwszym semestrzePAP – Nauka w Polsce, 6.01.2012) .

Faktem jest, że ‚ ustawodawca zmusił studentów studiów stacjonarnych do przywiązywania wagi do zaliczonych punktów ECTS – mówi Aleksander Maziarz(Studencie, licz punktyRzeczpospolita, Aleksander Maziarz 17.01.2012). bowiem ‚ Znowelizowana ustawa z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym daje każdemu studentowi studiów stacjonarnych na uczelni publicznej, który rozpocznie naukę w roku akademickim 2011/2012 i później, prawo do bezpłatnego korzystania z zajęć przez cały okres studiów, ale zarazem limituje liczbę darmowych punktów ECTS.’…Konsekwencją wprowadzonych regulacji może być zmiana preferencji studentów. Skalkulują oni bowiem, że zamiast wnosić opłaty za punkty spoza bezpłatnego limitu, bardziej opłaca się wybrać studia płatne – w formie niestacjonarnej na uczelni publicznej albo stacjonarne na uczelni niepublicznej.

‚Były wykładowca krakowskiej wyższej uczelni, który sprzedawał studentom skrypty niezbędne do zdania egzaminu, odpowie przed sądem za korupcję – poinformowała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska. Zebrał w ten sposób co najmniej 25 tys. zł. Grozi mu do 10 lat więzienia.’ (Kazał studentom kupować skrypty.Wykładowca oskarżony o korupcjętvn.24, 4.01.2012, Skryptowa afera w AGH. Wykładowcy grozi 10 lat więzieniaMarta Paluch, Gazeta Krakowska, 4.01.2012).

No cóż, negatywnie wpływał na studentów, a nie można go ukarać wydaleniem z zawodu, bo jest już na emeryturze. Groźba 10 lat więzienia wydaje się jednak drakońska, skoro członek grupy przestępczej wprowadzającej stan wojenny dla własnych korzyści dostał po latach tylko 2 lata więzienia i w to w zawieszeniu. Trzeba przy tym pamiętać, że wskutek tych działań wielu studentów a także pracowników uczelni poniosło straty, które nawet w milionach trzeba by liczyć, a nawet na pieniądze nie dałyby się przeliczyć.

Unia Polityki Realnej wydała oświadczenie w którym ‚popiera zmianę w ustawie o szkolnictwie wyższym, wprowadzającą opłaty za studiowanie dłuższe niż pięć lat. Naszym zdaniem jest to dobry przyczynek do rozpoczęcia zmian w systemie opłat za studia oraz krok uczący odpowiedzialności (Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie zmian w ustawie o szkolnictwie wyższymserwis UPR, 6.01.2012)...Unia Polityki Realnej od lat głosi potrzebę skończenia z mitem darmowych studiów oraz spersonalizowania kosztów studiowania (płacisz, wymagasz, doceniasz, chcesz maksymalnie na tym skorzystać). Przy jednoczesnym wprowadzeniu systemu stypendialnego oraz bonu edukacyjnego (przynajmniej w okresie przejściowym) pozwoli to na poprawę sytuacji, uczelni, wzrost poziomu nauczania oraz zdecydowanie poprawi odpowiedzialność studentów za kształtowanie swoich karier (nie zagrodzi zaś drogi na studia uboższym) ‚.

Nie jest to punkt widzenia zbyt popularny w Polsce, a nawet budzący sprzeciw, ale jednak winien pobudzić myślenie nad uzdrowieniem sektora edukacji wyższej w Polsce.

Także sektor PAN nie jest zdrowy i po Zgromadzeniu Ogólnym Polskiej Akademii Nauk nasuwają się pytania:‚Czy PAN jest zdolna do zreformowania siebie? Obserwując porządek tego (ale i wszystkich poprzednich) zebrania, prowadzonego przez szefa instytucji, można w to wątpić…..Czym zatem leczy się Akademia? Ano, leczy się odrabianiem lekcji zadanych przez władzę. Formalnym.’( Problemy akademików – Anna Leszkowska – Sprawy Nauki, nr 1(166) 2012 r.)

Akademicy uważają, że Podniesienie kapitału intelektualnego powinno być jednym z głównych priorytetów Polski. Przede wszystkim, należy poprawić poziom szkolnictwa wyższego oraz zwiększyć jego (i w ogóle nauki) powiązanie z gospodarką. Nie będzie to możliwe bez umiędzynarodowienia najlepszych uczelni oraz zwiększenia ogólnego poziomu wydatków na badania i rozwój, dzisiaj w Polsce procentowo trzy razy mniejszego od średniej dla Unii Europejskiej. Samo jednak zwiększenie finansowania czy otwarcie, bez zmiany polityki naukowej i edukacyjnej, nie przyniesie zadowalających rezultatów.’( Polska w perspektywie 2050Leszek Kuźnicki, Marek Chlebuś ,   Sprawy Nauki, nr 1(166) 2012 r.).

Dobrze, ze akademiccy czasem zaczynają się w sprawach dobra wspólnego i zauważają, ze ‚największe i potencjalnie krytyczne zagrożenie dla Polski stwarzają degradujące się i trudne do odbudowania potencjały, szczególnie intelektualny…’ 

Rzecz w tym czy nie za późno, bo degradacja potencjału intelektualnego trwa już dziesiątki lat a akademiccy nadal w większości tylko medytują nad tym jak robić reformy, ale tak aby wszystko pozostało po staremu. Pojedyncze głosy pokazujące stan degradacji elit wiosny nie czynią.

Szanse na zatrzymanie degradacji elit chyba nie są wielkie, skoro plagiatorzy mogą być nadal zatrudniani na uczelniach (. O tempora, o mores! Praca plagiatem, a on wciąż wykłada na UJKKrzysztof  Łakwa, Janusz Kędracki, – Gazeta Wyborcza – Kielce, 09.01.2012) a rektorzy argumentują ‚.Prof. Renz z kolei twierdzi, że do prowadzenia wykładów na kieleckiej uczelni Koziróg nie potrzebuje habilitacji ani nawet doktoratu. – Profesor Koziróg prowadzi u nas zajęcia „usługowo”. Wykłada filozofię, nawet jakby był magistrem, to mógłby pracować na tym stanowisku – uważa rektor UJK. ‚.

No cóż, gorzej jest z tymi, którzy plagiatów nie popełniali, lecz je wykrywali – tych do prowadzenia wykładów, a tym bardziej do recenzowania prac nikt nie chce ! Więc w jaki sposób można odbudować potencjał intelektualny ?

Co więcej, idzie niż demograficzny a rektorzy nie biją się o pracowników o dużym potencjale intelektualnym i moralnym, potrafiących formować studentów, lecz biją się o studentów chińskich, aby na nich zarobić na uczelniach (Chiński dyplom za studia na polskiej uczelni. I na odwrótArtur Grabek-Dziennik Gazeta  Prawna, 10.01.2011).

Mimo licznych od lat wyjazdów rektorów do Chin niewielu mamy studentów tego kraju. Widać poziom naszych uczelni nie jest dla nich atrakcyjny. Współpraca z tak szybko rozwijającym się krajem i tak liczebnym jest zasadna, ale czemu nie ma skutecznych opcji na rzecz wzmocnienia potencjału intelektualnego Polski poprzez powroty z zagranicy polskich naukowców i studentów ? Wielu nadal emigruje w czasie niżu demograficznego a niewielu wraca, bo jakoś nie są mile widziani i natrafiają na bariery.

Akademia Medyczna we Wrocławiu nadal ponosi konsekwencje plagiatu d. rektora R. Andrzejaka. Po kilku nieudanych próbach ze stanowiska dziekana Wydziału Lekarskiego AM została odwołana Prof. Jolanta Antonowicz-Juchniewicz, która chroniła b. Rektora narażając uczelnię na utratę niektórych uprawnień ( AM: Dziekan odwołana za ochranianie byłego rektoraGazeta Wyborcza – Wrocław, 10.01.2012).

Związkowcy z uczelnianej Solidarności ’80, którzy pierwsi zdemaskowali plagiaty b. rektora uważają, że ‚ rektor Akademii Medycznej powinien jak najszybciej zwolnić dyscyplinarnie Ryszarda Andrzejaka, aby odsunąć go od zajęć ze studentami ‚ …’ Moim zdaniem plagiator nie może być nauczycielem akademickim, bo to niewychowawcze – przekonuje dr Jarosław Pająk z Solidarności ’80..‚(.Solidarność ’80: Rektor powinien zwolnić AndrzejakaGazeta Wyborcza – Wrocław 18.01.2012).

Oczywiście tak być powinno, ale póki co to chyba częściej usuwa się z uczelni tych co plagiaty wykrywają, niż tych co jej popełniają. I jest to wychowawcze, tylko że negatywnie.

W tej uczelni została powołana Rektorska Komisja ds. Przeciwdziałania Plagiatom (Zarządzenie Rektora nr 2 /XV R/2012 z dnia 11 stycznia 2012 r (Przeciwdziałanie nierzetelności naukowej serwis Akademii Medycznej we Wrocławiu , 13.01.2012) . Są zatem jakieś pozytywne skutki sprawy. b. rektora. Szkoda, że środowisko tak długo broniło złej sprawy.

Uczelnie chcą zaktywizować studentów do wystawiania opinii wykładowcom ( Studenci nie ryby. Muszą mieć głos.Dziennik Polski, 14.01.2012). Nie ulega wątpliwości, że studenci winni odgrywać pozytywną rolę w podnoszeniu jakości studiów i winno im na tym zależeć. Dlaczego tak nie jest ? Może dlatego, że w przeszłości z uczelni wyrzucano najwyżej przez nich ocenianych a jednocześnie najbardziej wymagających i najskuteczniej formujących studentów ! Haniebna przeszłość potrafi się mścić latami, szczególnie jeśli nie zostanie rozliczona.

Coraz częściej dziennikarze i naukowcy wypowiadają się na temat obecnych elit i ich formowania , także w odniesieniu do wprowadzania w życie nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Zdaniem Prof. Jadwigi Staniszkis ‚to będzie produkcja oportunistycznych wykonawców.’ gdyż nastąpi ‚uzawodowienie nauk społecznych, bez filozofii, bez etyki, bez historii’…’ na czoło wybija się taki półinteligencki pragmatyzm, czyli że umiejętnością jest rozpoznać swój interes, swój własny, i trzymać się tego.‚ (Prof. Jadwiga Staniszkis o kierunku zmian w szkolnictwie wyższym: „to będzie produkcja oportunistycznych wykonawców”wpolityce.pl,  14,01. 2012 ).

W innym wywiadzie prof. Staniszkis ‚zwróciła uwagę na dezorganizację tego, co utrzymywało społeczeństwa w całości. A przesądzi to o szansach konsolidacji i refleksji społeczeństw nad samymi sobą. Posłużyła się przykładem działań minister Kudryckiej, która oddzieliła nauki humanistyczne od nauk społecznych: „Filozofia, historia filozofii, historia już według jej wizji nie powinny być na socjologii, na prawie, na ekonomii. To oczywiście utrudnia refleksję nad samym sobą”. Pani profesor uznała, że szkoły wyższe, który będą realizowały te zalecenia, będą produkowały półgłówków…’  ( Jadwiga Staniszkis o dyktacie mocy, formy i ideiblogpress.pl 18.01.2012)

No cóż, założenia reformy budziły nadzieje, ale nadzieje ostygły po okrojeniu reform, a po wprowadzaniu zarządzeń niektórzy odkładają je do zamrażarki. Oby tylko dało się je kiedyś odmrozić.

Studiowanie na więcej niż na jednym kierunku jest dość częstym zjawiskiem i raczej pozytywnym. Zdobywanie wiedzy za młodu winno się przydać w życiu. Absolwenci uczelni niestety powiększają populację bezrobotnych. Można by sądzić, że ukończenie 2, czy 3 kierunków zwiększy ich szanse na znalezienie pracy. Otóż nie jest to takie pewne. (Badanie UW: po kilku kierunkach studiów wcale nie jest łatwiej o pracęPAP – Nauka w Polsce, 16.01.2012) . ‚Z badań wynikło, że liczba otrzymanych dyplomów nie była czynnikiem istotnie wpływającym na status edukacyjny, czy zawodowy respondentów. ‚ a ‚zdaniem ankietowanych najważniejsze w zdobyciu zatrudnienia są umiejętności interpersonalne.’

Co więcejPilotażowe  Badanie Absolwentów UW (Barbara Jancewicz – Pracownia Ewaluacji Jakości Kształcenia UW) wykazało,że ‚ wysoka średnia ocen ze studiów zwiększa szanse na  kontynuowanie edukacji, a zmniejsza prawdopodobieństwo regularnej pracy.’. Po prostu strach się dobrze uczyć ! Niestety to zjawisko ma długą historię – wystarczy zanalizować losy swoich kolegów ze studiów.

Polskie placówki naukowe na ogół mają trudności z zarabianiem na swoich badaniach. Zwykle utrzymują się ze środków budżetowych i wynajmu nieruchomości, uczelnie – także ze studentów.

Ale są informacje o placówkach odbiegających od tej reguły – np.Budżet Wojskowej Akademii Technicznej w prawie 60 proc. składa się ze środków wypracowanych przez zespoły naukowo-badawcze. Uczelnia zarabia poprzez badania i wdrożenia realizowane zarówno na potrzeby odbiorców krajowych, jak i w ramach grantów międzynarodowych’(Rektor WAT o zarządzaniu własnością intelektualnąKarolina Olszewska -PAP – Nauka w Polsce, 16.01.2012). Kiedy takie zarządzanie własnością intelektualną stanie się standardem a nie wyjątkiem ?

Problem ten podejmuje też Rzeczpospolita (Nauka i biznes w parzeRenata Czeladko, Rzeczpospolita, 17.01.2012) :’ Naukowcy powinni częściej myśleć, jak zastosować wyniki badań w przemyśle, niż tylko przedstawiać je w swoim gronie – uważają eksperci. Efektem badań naukowych prowadzonych na uczelniach najczęściej jest jedynie prezentacja na konferencji naukowej. Naukowcy słabo radzą sobie z komercjalizacją badań, czyli wykorzystaniem ich wyników przez przemysł. Z kolei przedsiębiorcy skarżą się, że potrzeby firm nie leżą w kręgu zainteresowań naukowców, a instytucje naukowe nie są w stanie realizować badań służących nowoczesnej gospodarce…’. A gdyby tak postarać się aby na uczelnie wracali naukowcy, których badania wykorzystywano z powodzeniem w przemyśle a odeszli z uczelni bo intelektem przewyższali tych co zostali ?

Trwa nadal tzw. sprawa b. rektora gdańskiej AWFiS – prof. Tadeusza Hucińskiego odwołanego w sierpniu 2010 roku z funkcji rektora przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego Barbarę Kudrycką. ‚ Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił kasację złożoną przez minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbarę Kudrycką po wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie odwołania Tadeusza Hucińskiego z funkcji rektora gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu. Huciński chce wrócić na uczelnię. Werdykt NSA oznacza, że forma odwołania Hucińskiego ze stanowiska rektora AWFiS w Gdańsku naruszała zasady demokratycznego państwa prawa (Były rektor AWFiS kontra minister Kudrycka 2:0wybrzeże24, 20.01.2012). Tym niemniej obecne władze nie chcą przywrócić b. Rektora na uczelnie, uznając go za ‚persona non grata’ ( Afera w gdańskiej AWFiS. Kto jest rektorem uczelni?Dziennik Bałtycki – Tomasz Słomczyński, 23.01.2012 , NSA oddalił skargę ministerstwa ws. Hucińskiego

Dziennik Bałtycki -Łukasz Kłos,22.01.2012)

Natomiast MNiSW nie daje za wygraną informując ‚ Rektor AWFiS prof. Tadeusz Huciński zostanie odwołany raz jeszcze – Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego po raz kolejny zabrało głos w trwającej od kilkunastu miesięcy awanturze wokół rektorskiego fotela na gdańskiej uczelni….- Ministerstwo rozpatrzy sprawę dotyczącą odwołania prof. Tadeusza Hucińskiego ze stanowiska rektora w trybie prowadzącym do wydania decyzji administracyjnej – poinformowała wczoraj Magdalena Kula, doradca Barbary Kudryckiej. Jednocześnie przypomniała, że w 2010 roku w AWFiS dokonano wyboru nowego rektora, został nim prof. Waldemar Moska, który obecnie pełni swoją funkcję. – Brak jest formalnych przesłanek, które pozwalałyby przyjąć, iż orzeczenie NSA wpływa na ważność tego wyboru – poinformowała Magdalena Kula.’( Gdańsk: Batalia o rektora AWFiS rusza od początku Tomasz Słomczyński – Dziennik Bałtycki , 24.01.2012, Minister Kudrycka nie przywroci byłego rektora AWFiS nastanowiskowybrzeze24, 24.01.2012)

Głośna sprawa ACTA poruszyła także środowiska naukowe ‚Środowiska uczonych skupione w Koalicji Otwartej Edukacji zrzeszającej organizacje pozarządowe związane z obszarem edukacji krytykuje ACTA jako zagrażające nauce. I proponuje alternatywne rozwiązania…… Koalicja chce, by rząd przyjął rozwiązania, które np. w przypadku otrzymania grantu naukowego oznaczałyby obowiązek udostępnienia rezultatów badań w otwartym dostępie, a także by publicznie dostępne były artykuły publikowane w finansowanych przez państwo czasopismach tradycyjnych. Takie rozwiązania mogłyby np. znaleźć się w przygotowywanej przez rząd ustawie o otwartych zasobach. ( Naukowcy chcą dostępu do badańWojciech Wybranowski – Rzeczpospolita,  26-01-2012).

‚….Również za otwartą publikacją badań naukowych, które zostały uzyskane za państwowe pieniądze opowiadają się twórcy niedawnego raportu o otwartej nauce, przygotowanego przez Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Jak powiedziała przedstawicielka tej instytucji Dominika Czerniawska najlepiej byłoby, gdyby na uczelniach działały internetowe repozytoria, gdzie udostępniane byłyby publikacje uczonych zatrudnionych na danej uczelni oraz doktoraty tam obronione. Autorzy raportu proponują, aby od sprawności funkcjonowania takiego repozytorium zależała wysokość dotacji państwowej dla uczelni. Według nich należałoby również nałożyć obowiązek publikowania w repozytoriach lub w otwartych internetowych czasopismach na autorów badań wykonanych za pieniądze pochodzące z Narodowego Centrum Nauki oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.’ ( Debata: dostęp w internecie do wyników badań – nie za darmoUrszula Rybicka – PAP – Nauka w Polsce, 27.01.2012).

W końcu takie stanowiska cieszą skoro podążają w kierunku wytyczonym przed laty przez środowisko NFA . Niestety póki co nawet wykazy publikacji naukowców nie zawsze są dostępne w internecie a co dopiero mówić o samych publikacjach. Od postulatów do ich realizacji droga daleka, ale dobrze, że sprawa jest podnoszona nie tylko przez NFA.

Priorytety MNiSW to:’ Dalszy stopniowy wzrost finansowania nauki i szkolnictwa wyższego, poprawa jakości polskiej nauki i wzmocnienie jej międzynarodowej pozycji, wspieranie transferu efektów badań do gospodarki czyli przyspieszenie drogi od pomysłu do przemysłu, zmiana struktury kształcenia, umiędzynarodowienie uczelni oraz odbudowa prestiżu i jakości kształcenia zawodowego. ( Wyższa jakość, efektywne finansowanie, więcej innowacjiserwis MNiSW, 26.01.2012).

Trzeba monitorować jak będą one realizowane, bo ich wdrożenie w życie łatwe nie będzie, a na obiecankach nie powinno się skończyć. Od lat wszyscy zapowiadają poprawę jakości nauki polskiej a ta jakość ciągle spada, tak jak droga od pomysłu do przemysłu staje się coraz dłuższa ( a przy tym drogi coraz gorsze).

Znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym wprowadza możliwość wyłaniania rektora na drodze wyborów ( tak jak to było dotychczas) lub w otwartym konkursie. Jak można się było spodziewać uczelnie jednak wolą aby mimo reform wszystko pozostało po staremu. ( Krakowskie uczelnie nie wybiorą rektorów w konkursachTkacz E., Korbut P.- Gazeta Krakowska, 28.01.2012). Wzorcowy do tej pory model kariery uczelnianej – od studenta do rektora na tej samej uczelni – ma szanse przetrwać jeszcze kolejne pokolenia, nawet jeśli same uczelnie poupadają .

To, że uczelnie umierają zauważył nawet prof. Majcherek (Prof. Majcherek: Na uczelniach umarł duch rywalizacjiGabriela Łazarczyk, Gazeta Wyborcza – Kraków, 28.01.2012) .’ Nie widzę szlachetnego ducha rywalizacji o to, kto więcej wie, kto jest lepszy. Działa raczej instynkt stadny. Studenci dążą do osiągnięcia czysto formalnego celu – zdania egzaminu, uzyskania zaliczenia. Brak im poczucia dumy z posiadanej wiedzy – mówi prof. Janusz A. Majcherek.. ‚…- To trochę wina nas, wykładowców, bo nie potrafimy stworzyć atmosfery sprzyjającej dążeniu do wiedzy. Studenci nie uważają jej za ważną. ‚

Nawet można się z tym zgodzić, poza tym, że ta wina wykładowców nie jest ‚trochę’, tylko zasadnicza i wielka.

Te problemy drąży Roman Maciej Kalina ( Podhalańska PWSZ diamentem Podtatrza, czy … w popieleETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO, 20.01.2012)

‚Mądry człowiek wie, że o uczelni nie świadczą mury, ale profesorowie i biblioteka. W dobie Internetu marką uczelni pozostają wyłącznie profesorowie i ich wytwory:bezpośrednie (dzieła, które publikują w najbardziej prestiżowych czasopismach, książki nazywane bestsellerami, patenty etc.), ale także, powiedzmy umownie, pośrednie(poziom naukowy, kwalifikacje zawodowe i kultura osobista absolwentów). Infrastruktura i inne rzeczy, to tylko dodatki, choć niezbędne (!). ‚Dzisiaj uczelnie przyjmują każdego, byle zapłacił czesne. Uczelnie nagminnie kupczą dyplomami. Godziny rektorskie, możność nieuczestniczenia w wykładach (które powinni prowadzić przede wszystkim profesorowie), jeżeli przedmiot uwzględnia ćwiczenia (domena magistrów i doktorów) i inne „demokratyczne prawa” studentów są polską specjalnością.  ‚

I nie jest to optymistyczne, choć kropla drąży skałę, więc może w murze akademickim da się w końcu coś wydrążyć.

Za taką kroplę ‚robi’ od lat Marek Wroński ( Jak prezentować swoją wiedzę
 -Marek Wroński
 – Forum Akademickie, 1, 2012 (Z archiwum nieuczciwości naukowej ) ujawniając rozliczne plagiaty naszej kadry akademickiej, stąd jego archiwum nierzetelności naukowej rośnie, ale nierzetelnych naukowców nie ubywa. Widocznie system jednak jest przyjazny nierzetelnościom – niestety.

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka trafnie zauważa, że ‚Ryba psuje się od głowy’ (Tajemnica znikających przypisów – Adam Leszczyński, Magazyn Gazety Wyborczej 28- 29.01. 2012) więc jest nadzieja, że popsute ‚głowy’ akademickie częściej niż dotychczas polecą, aby uchronić od zepsucia pozostałe części populacji akademickiej.


Bibliografia

styczeń 

Problemy akademików

Anna Leszkowska – Sprawy Nauki, nr 1(166) 2012 r.

Polska w perspektywie 2050 – Leszek Kuźnicki, Marek Chlebuś ,  Sprawy Nauki, nr 1(166) 2012 r.

Jak prezentować swoją wiedzę
 -Marek Wroński
 – Forum Akademickie, 1,2012 (Z archiwum nieuczciwości naukowej )

2 stycznia

W 2012 r. pierwsze opłaty za studia dzienne

PAP-Nauka w Polsce 2.01.2012

Student nie zapłaci za egzamin poprawkowy

Jolanta Ojczyk, Rzeczpospolita, 2.01.2011

4 stycznia

Skryptowa afera w AGH. Wykładowcy grozi 10 lat więzienia 

Marta Paluch, Gazeta Krakowska, 4.01.2012

5 stycznia

Dłuższe studia będą płatne

Jolanta Ojczyk, Rzeczpospolita, 5.01.2012

6 stycznia

Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym

serwis UPR, 6.01.2012

MNiSW: można bezpłatnie zmienić kierunek po pierwszym semestrze

PAP – Nauka w Polsce, 6.01.2012

9 stycznia

O tempora, o mores! Praca plagiatem, a on wciąż wykłada na UJK

Krzysztof  Łakwa, Janusz Kędracki, – Gazeta Wyborcza – Kielce, 09.01.2012

10 stycznia

Chiński dyplom za studia na polskiej uczelni. I na odwrót

Artur Grabek-Dziennik Gazeta  Prawna, 10.01.2011

Recenzenci habilitacji rektora: przepisał całe strony

Tomasz Wysocki – Gazeta Wyborcza – Wrocław,  10.01.2012

AM: Dziekan odwołana za ochranianie byłego rektora

Gazeta Wyborcza – Wrocław, 10.01.2012

11 stycznia

Powołano Obywatelską Komisję Etyki Mediów. „Reakcja na ignorowanie w mediach idei pracy dla dobra publicznego”

wpolityce,  11.01.2012 r.

12 stycznia

Powstała Obywatelska Komisja Etyki Mediów

Rzeczpospolita,12.01.2012

13 stycznia

Przeciwdziałanie nierzetelności naukowej 

serwis Akademii Medycznej we Wrocławiu , 13.01.2012

14 stycznia

Studenci nie ryby. Muszą mieć głos.

Dziennik Polski, 14.01.2012

Prof. Jadwiga Staniszkis o kierunku zmian w szkolnictwie wyższym: „to będzie produkcja oportunistycznych wykonawców”

wpolityce.pl,  14,01. 2012

16 stycznia

Badanie UW: po kilku kierunkach studiów wcale nie jest łatwiej o pracę

PAP – Nauka w Polsce, 16.01.2012

Rektor WAT o zarządzaniu własnością intelektualną

Karolina Olszewska -PAP – Nauka w Polsce, 16.01.2012

17 stycznia

Nauka i biznes w parze

Renata Czeladko, Rzeczpospolita, 17.01.2012

Studencie, licz punkty

Rzeczpospolita, Aleksander Maziarz 17.01.2012

18 stycznia

Jadwiga Staniszkis o dyktacie mocy, formy i idei

blogpress.pl 18.01.2012

Radni piszą do Minister Kudryckiej ws konwecji SLD na UO

Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu–   Łukasz Żygadło, 18.01.2012

Solidarność ’80: Rektor powinien zwolnić Andrzejaka

Gazeta Wyborcza – Wrocław 18.01.2012

19 stycznia

Drugi kierunek studiów bezpłatny jeszcze rok?

blog –PiotrMuller, 19 stycznia 2012

20 stycznia

Zdrowie na sprzedaż. Podhalańska PWSZ diamentem Podtatrza, czy … w popiele

– Roman Maciej Kalina, – Etyka i patologie polskiego srodowiska akademickiego,  20.01.2012

Były rektor AWFiS kontra minister Kudrycka 2:0

Wybrzeże24, 20.01.2012

22 stycznia

NSA oddalił skargę ministerstwa ws. Hucińskiego

Dziennik Bałtycki -Łukasz Kłos,22.01.2012

23 stycznia

Afera w gdańskiej AWFiS. Kto jest rektorem uczelni?

Dziennik Bałtycki – Tomasz Słomczyński, 23.01.2012 

24 stycznia

Kompromitujący list pracowników Uniwersytetu Gdańskiego w obronie „Krytyki Politycznej”

Artur Bazak, wpolityce.pl, 24.01.2012

Gdańsk: Batalia o rektora AWFiS rusza od początku

 Tomasz Słomczyński – Dziennik Bałtycki , 24.01.2012

Minister Kudrycka nie przywroci byłego rektora AWFiS nastanowisko

wybrzeze24, 24.01.2012

26 stycznia

Naukowcy chcą dostępu do badań

Wojciech Wybranowski – Rzeczpospolita,  26-01-2012

Wyższa jakość, efektywne finansowanie, więcej innowacji

serwis MNiSW, 26.01.2012

27 stycznia

Debata: dostęp w internecie do wyników badań – nie za darmo

Urszula Rybicka – PAP – Nauka w Polsce, 27.01.2012

28 stycznia

Zamach na pieniądze studentów opóźniony. Prosty błąd w ustawie przełoży wprowadzenie opłat za drugi kierunek 

wpolityce, 28.01.2012

Krakowskie uczelnie nie wybiorą rektorów w konkursach

 E. Tkacz ,  P. Korbut – Gazeta Krakowska, 28.01.2012

Prof. Majcherek: Na uczelniach umarł duch rywalizacji

Gabriela Łazarczyk, Gazeta Wyborcza – Kraków, 28.01.2012

Studenci wysyłają dublerów na egzaminy

Gabriela Łazarczyk, Gazeta Wyborcza – Kraków,28.01.2012

Prof. Pacholski: Polskie uczelnie nie są jak firmy 

 Beata Maciejewska – Gazeta Wyborcza – Wrocław, 28.01.2012 

Tajemnica znikających przypisów –Adam Leszczyński, Magazyn Gazety Wyborczej 28- 29.01. 2012

31 stycznia

Co dziewiąty bezrobotny w Polsce ma wyższe wykształcenie

 Kowalski,Janusz K. – Dziennik Gazeta Prawna, 31.01.2012 

Larum grają, a wodzów brak – Z prof. Leszkiem Kuźnickim, byłym prezesem Polskiej Akademii Nauk i przewodniczącym Komitetu Prognoz PAN Polska 2000 Plus, rozmawia Anna Leszkowska

Sprawy Nauki, 31.01. 2012

Patologie akademickie w listopadzie 2011 r.

 

Patologie akademickie w listopadzie 2011 r. (w mediach)

Nierzetelności dotyczą nie tylko studentów, ale i rektorów. Kolejnym tego przykładem jest dr. hab. Bernard Koziróg – były rektor Wyższej Szkoły Teologiczno-Humanistycznej (WSTH) w Podkowie Leśnej, którego jak się po latach okazało, rozprawa doktorska ‚jest dziełem niesamodzielnym, napisanym niezgodnie z zasadami warsztatu naukowego, z licznymi błędami rzeczowymi. Pod względem metodologicznym, merytorycznym i etycznym nie spełnia warunków stawianych rozprawom doktorskim”. (Odebrany doktorat
 – Marek Wroński
 – Forum Akademickie 11/2011). Nowi recenzenci pracy doktorskiej orzekli m.in. :” „zapisy bibliograficzne są sprzeczne ze wszystkimi zasadami warsztatu naukowego. Gdyby student I roku przyniósł taką pracę semestralną, to przypuszczam, że zaliczenia by nie dostał’. No cóż, mimo żerozprawa doktorska B. Koziroga jest dziełem niesamodzielnym, napisanym niezgodnie z zasadami warsztatu naukowego, z licznymi błędami rzeczowymi. Pod względem metodologicznym, merytorycznym i etycznym nie spełnia warunków stawianych rozprawom doktorskim”. B. Koziróg jednak przez lata był doktorem, potem nawet habilitowanym, a okresowo także rektorem. Widać jak dziurawy jest nasz system kadrowy, że takich nierzetelnych i kiepskich tak wysoko może zaprowadzić. Po latach trzeba te dziury łatać, ale tacy ‚naukowcy’ wyrządzają przez lata moc szkód i na pewno odebranie doktoratu ( czy innych stopni, tytułów) bynajmniej ich nie zmniejsza, a jedynie zapobiega ( być może) szkodom ‚przyszłościowym’.

Jan Filip Staniłko twierdzi, że ‚największym błędem polskiej transformacji z punktu widzenia potencjału rozwoju w najbliższych dekadach był brak reform szkolnictwa zawodowego i wyższego. Błąd ten jest o tyle niewybaczalny, że w jego skutek największy kapitał narodowy polski – ostatnie pokolenie wyżu demograficznego w Europie – nie uzyskał kwalifikacji adekwatnych do swoich możliwości, aspiracji oraz potrzeb gospodarczych kraju. Zrozumienie przyczyn i natury tego błędu może pomóc nam przynajmniej złagodzić jego długotrwałe, szkodliwe konsekwencje…..‚( Polski kapitalizm nie przejdzie na wyższy etap bez zasadniczej reformy szkolnictwa zawodowego i wyższego 2 Listopada 2011  wpolityce.pl, Jan Filip Staniłko) I jeszcze ; Boom biznesu edukacyjnego dał nam radykalny skok w statystykach wykształcenia, ale nie był to nigdy świadomie koordynowany system formowania kwalifikacji, a jedynie ułomny rynek kształtowany przez rynkową władzę (market power) profesury i asymetrię informacji..’ I są to gorzkie, ale oparte na rzeczywistych faktach konstatacje. System nauki i szkolnictwa wyższego odziedziczony po czasach PRL nie został gruntowanie zmieniony u zarania III RP. Gwałtownie wzrosła ilość ludzi z ‚wyższym wykształceniem’ ale często jest ono niższe od wyższego z czasów PRL. Nie ma pozytywnego przełożenia ilości wydanych dyplomów na poziom kadr stąd państwo kuleje a bardziej ambitni szukają miejsca na realizacje swoich aspiracji poza granicami kraju.

Problem jest zauważony iCoraz częściej w mediach pojawiają się informacje o tym, że uczelnie produkują nic nie wartych, niczego nie potrafiących magistrów. Z roku na rok jest podobno coraz gorzej.’ To gorzej polega też na tym , że uczelnie ‚ uczą, i to doskonale. Czego? Kombinowania’ ( Studia uczą kombinowania onet.pl. 3.11.2011) a ‚czasem inicjatywa wychodzi wprost od wykładowcy czy promotora’ czyli mamy do czynienia z negatywnym oddziaływaniem kadry akademickiej na młodzież akademicką. ‚ ‚Z jednej strony uczelnie trąbią o programach antyplagiatowych, z drugiej, wykładowcy często przekonują o tym, że praca magisterska to jedynie czysta formalność i nie należy przywiązywać do niej tak dużej wagi.‚ No właśnie, studentów mamy zdolnych, mają duży potencjał intelektualny, znakomicie się zwykle sprawdzają na uczelniach zagranicznych, ale jak zostają w kraju chcąc osiągnąć sukces dostosowują się do patologicznego systemu. Nic dobrego to na dziś, ani na przyszłość nie wróży.

Prof. Zdzisław Krasnodębski został zwolniony z UKSW Sam mówi o niedobrej atmosferze na uczelni po katastrofie smoleńskiej (Zaczęło się po katastrofie smoleńskiejNasz Dziennik, 5-6.11.2011) a gdy odkrył, ‚że że studenci dokonują masowych plagiatów, kopiując z internetu, atmosfera jeszcze się pogroszyła ‚(Prof. Krasnodębski usunięty z UKSWfronda.pl, 4.11.2011). Niestety, jak wielokrotnie to podkreślałem, los walczących z patologiami akademickimi najczęściej jest łatwy do przewidzenia – wcześniej czy później, z takiego czy innego uzasadnienia – odchodzą z uczelni. Prof. mówi zasadnie ‚ …wydaje się, że państwu i uczelniom powinno zależeć na udziale w polskim życiu naukowym osób wykładających na uniwersytetach zachodnich. ‚ Tak być powinno, ale niestety tak nie jest. Polacy pracujący na zachodnich uczelniach na ogół nie są mile widziani na uczelniach polskich (chyba, że na chwilę) . Etatowi pracownicy nie lubią takich kontrastów, a ponadto wolą narzekać, że muszą pracować na wielu etatach bo wykładowców jest za mało i nikt nie chce za takie małe pieniądze na uczelniach się zatrudniać. A co robią z tymi, którzy mimo wszystko chcieliby na polskich uczelniach pracować ?

Władze UKSW twierdzą, że to co mówi Prof. Z.Krasnodębski nie jest prawdą (Oświadczenie UKSW ws. prof. Zdzisława Krasnodębskiegowpolityce.pl,8 Listopada 2011). Pozostaje zatem poczekać na odszukanie prawdy o ile będzie taka wola. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że na uczelniach statutowo zobowiązanych do poszukiwania prawdy bardzo rzadko prawdę daje się odszukać.

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej opracowała raport 'Zainteresowanie pracą badawczą w Polsce wśród naukowców pracujących za granicą'  i okazało się, że  'Polscy naukowcy, którzy odnoszą sukcesy za granicą, nie chcą wracać do środowiska, w którym – z uwagi np. na brak habilitacji i, 'zagnieżdżenia' – będą skazani na podrzędną rolę. Obawiają się utrudnionego finansowania, niejasnych warunków awansu, skostniałej struktury.' ( Zagraniczni uczeni: rozpoznawalność słabym punktem polskich badańPAP – Nauka w Polsce, 2011-11-10). Uważają, że w Polsce jest fatalna etyka pracy, panuje nepotyzm, nie ma czytelnych kryteriów awansu. Można powiedzieć, że nieźle się orientują jaki system panuje w nauce polskiej. 
Wniosek z tych badań jest jasny 'Pieniądze nie wystarczą, by zachęcić zagranicznych naukowców do prowadzenia badań w Polsce. Trzeba zmienić obraz polskiej nauki, która kojarzy się z przestarzałą aparaturą w laboratoriach i ludźmi niepotrafiącymi współpracować z innymi. Bez tego trudno będzie sprawić, tak jak zakłada reforma nauki, by na naszych uczelniach pracowały międzynarodowe zespoły, a efekty polskich badań były częściej opisywane w prestiżowych czasopismach ...' (To nie jest kraj dla naukowców?Renata Czeladko , Rzeczpospolita 17-11-2011)
Ciekawie wypowiada się w tej kwestii Prof. Janusz Żmija, rektor Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie ( Polska nie kusi uczonych z Zachodu-Anna Kolet-Iciek, Dziennik Polski 18.11.2011) ' U nas – jak podkreśla prof. Żmija – pracownicy naukowi z tytułem profesora zarabiają około 5 tys. zł brutto i od kilku lat nie mieli żadnych podwyżek. – Dlatego zamiast poświęcać się badaniom naukowym muszą biegać w poszukiwaniu dodatkowego zatrudnienia – mówi prof. Żmija. Zaznacza, że w ostatnich latach badania naukowe były zaniedbywane w polskich uczelniach również dlatego, że główny nacisk kładło się na kształcenie studentów...' No tak, skoro zarabiający 5 tys (za etat) nie mają czasu na badania a prowadzą je zarabiający 0 zł ( bez etatu). http://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/. to może zatem takich profesorów wyrejestrować z systemu, aby mogli się poświęcić badaniom ? Zdumiewające jest też to, że efektem tego ' że główny nacisk kładło się na kształcenie studentów' jest katastrofalne wykształcenie studentów. Może nacisk jest źle rozłożony ? 

‚Nie doszło do procesu o zniesławienie prof. Mirosława Piotrowskiego, historyka i eurodeputowanego, przez dr. Sławomira Poleszaka, historyka IPN. Lubelski sąd na niejawnym posiedzeniu umorzył sprawę.’ ( Decyzja przed rozprawąAdam Kruczek, Nasz Dziennik, 10-11 . 11. 2011) ..’sąd uwzględnił wniosek wniesiony przez adwokata dr. Poleszaka, który argumentował, że polemiki o charakterze naukowym nie powinny być przedmiotem oceny sąd ‚

 Media opisują sytuację w Wyższej Szkole Organizacji Turystyki i Hotelarstwa gdzie ‚nie ma rektora, kanclerza i senatu, wykładowcy składają wypowiedzenia z powodu niewypłaconych wynagrodzeń, a uczniowie żądają zwrotu czesnego ‚ (Uczelnia ma problem. I właścicielkę w Bangladeszu17.11.2011 – konakt24) Dobrze, że ‚Rzecznik resortu Bartosz Loba zapowiedział, że pracownicy ministerstwa przeprowadzą kontrolę w placówce.’

Członkowie rady Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego orzekli, ze ‚w habilitacji profesora Ryszarda Andrzejaka doszło do naruszenia praw autorskich innych osób i do nierzetelności naukowej ‚ (Były rektor AM plagiatorem – orzekli uczeni z KrakowaGazeta Wyborcza – Wrocław,  Tomasz Wysocki, 17.11.2011)

Ciekawe, czy dojdzie do odebrania  tytułu doktora habilitowanego i dyscyplinarnego zwolnienia z uczelni (Akademia Medyczna we Wrocławiu) byłego jej rektora, który dzisiaj jest jeszcze kierownikiem Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Zawodowych i Nadciśnienia Tętniczego.

‚Teraz powinni się wstydzić wszyscy ci, którzy w imię źle pojętej solidarności ze swoim szefem i uczelnią udawali, że sprawy plagiatu nie ma.’ ( Kto powinien się wstydzić za sprawę rektora AndrzejakaGazeta Wyborcza Wrocław, Tomasz Wysocki, 18.11.2011)

Jedną z patologii dotykającej również środowisko akademicki jest mobbing. „Co piąty Polak twierdzi, że w ostatnich kilku latach był szykanowany przez przełożonego. Co dwudziesty twierdzi, że były to częste przypadki..

Według ks. dr. Roberta Nęcka, specjalizującego się w teologii moralnej, „mobbing jest spiskiem, wymierzonym przeciwko kompetentnemu i uczciwemu pracownikowi, z różnych powodów niewygodnemu dla pracodawcy”….. (Mobbing jest spiskiemDziennik Polski, 16.11.2011). Specyficzną grupą są milczący świadkowie mobbingu. Nie angażują się w spór, bo albo nie wiedzą, co się dzieje albo nie mają odwagi stanąć po stronie słabszego” – mówił ks. Robert Nęcek. „Sama znajomość prawa nie wystarczy. Ofiary przemocy w pracy powinny rozmawiać z jak największą liczbą osób, aby mobber nie mógł się ukryć za parawanem spokoju i ciszy” – podkreślił. ..Mobbingowi sprzyja – zdaniem specjalistów – bezrobocie, bo pracodawcy straszą wówczas wyrzuceniem niewygodnej, choć często kompetentnej osoby, wiedząc, że na miejsce zwolnionego znajdą kolejnych kandydatów.” ( Mobbing w białych rękawiczkach”15.11.2011| PAP).

Te opinie odnoszą się też do środowiska akademickiego, a serwis Mediator akademicki kontra mobbing http://nfamob.wordpress.com/ stara się te problemy objaśniać i nagłaśniać.

Mediatorzy podnieśli ostatnio problem ‚nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, zmienionego przez Sejm RP u schyłku poprzedniej kadencji w dniu 16.09.2011 roku – wprowadzającego zapis art. 183 § 3 wskazującego że: „uczelnie mogą prowadzić listy stałych mediatorów oraz tworzyć ośrodki mediacyjne”. ( Apel mediatorówserwis mediacje.org.pl  2011-11-23). Mediatorzy proszą ‚ organizacje mediacyjne o listy popierające konieczność usunięcia zapisów uprawniających uczelnie do prowadzenia list mediatorów stałych (sądowych). ‚ mając na względzie ‚ brak wasztatowego przygotowania absolwentów uczelni oraz brak odbywania staży zawodowych,- brak wymogów wobec wykładowców posiadania kwalifikacji w zakresie mediacji, a tym samym brak możliwości weryfikowania nabywanych przez absolwentów uczelni kwalifikacji, – brak wymogów etycznych mediatorów po stronie uczelni.’ Trudno odmówić racji mediatorom i problem trzeba nagłaśniać. Szkoda jednak , że do tej pory mediatorzy nie zainteresowali się sprawą wprowadzenia instancji mediatora do systemu akademickiego.

Istnieją uzasadnione podejrzenia, że – Na uczelniach publicznych studenci dzienni utrzymują zaocznych?

(Grażyna Zawadka, Renata Czeladko – Rzeczpospolita,  23-11-2011). bo ‚uczelnie publiczne mogą wykorzystywać dotacje z budżetu państwa na studentów dziennych, by pokryć koszty prowadzenia studiów zaocznych i wieczorowych. Dzięki temu mogą zaniżać czesne i w ten sposób przyciągać chętnych.Wyniki kontroli NIK wykazały, ‚że jest bardzo prawdopodobne, iż podejrzenia uczelni niepublicznych mają podstawy ‚ Dobrze, że ‚ Minister nauki prof. Barbara Kudrycka przyznaje, że dotychczasowe przepisy ustawy prawo o szkolnictwie wyższym nie były precyzyjne i „mogło to prowadzić do niewłaściwego wykorzystania środków publicznych”. Dlatego szefowa resortu nauki przepisy zmieniła i od stycznia 2013 r. uczelnie będą musiały wykazać, na co wydają dotacje. ‚ (por, też NIK: na uczelniach brak kontroli dotacji na kształcenie studentówPAP – Nauka w Polsce, 2011-11-24).

W dwudniowej konferencji -na temat ‚ Nierzetelność naukowa w Polsce’ zorganizowanej wspólnie przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Politechnikę Opolską i miesięcznik „Forum Akademickie” – uczestniczyli przedstawiciele polskich uczelni wyższych i środowisk naukowych, dochodząc do wniosku że aby ‚zjawisko nierzetelności w nauce ograniczyć i wyeliminować, należy przede wszystkim głośno o nim mówić’ ( Nierzetelność naukowa – wstydliwy problem na polskich uczelniachPAP – Nauka w Polsce, 2011-11-25) . Taki jest też kierunek działań Niezależnego Forum Akademickiego od lat nagłaśniającego patologie i postulującego systemowe ograniczenia patologii w środowisku akademickim o czym uczestnicy konferencji zostali poinformowani. (Nierzetelność naukowa w Polsce – Konferencja, Opole 2011 – migawki) , Po konferencyjne refleksje o kierunku działań na rzecz zmniejszenia patologii akademickich – Józef Wieczorek,28.11.2011)

Obserwowane nieprawidłowości, manipulacje, dotyczące postępowań konkursowych na uczelniach winny być zlikwidowane poprzez wprowadzenie czytelnych i jasnych procedur prawnych. Konstruktywnie do tego problemu podszedł Prof. W. Pluskiewicz przedstawiając propozycje zmian w statucie uczelni w zakresie przeprowadzania konkursów na stanowiska kierownicze( O komisjach konkursowychblog prof. W.Pluskiewicza, 28.11.2011) .

Bibliografia

listopad  2011 

Odebrany doktorat


Marek Wroński
 – Forum Akademickie 11/2011

 2 listopada

Polski kapitalizm nie przejdzie na wyższy etap bez zasadniczej reformy szkolnictwa zawodowego i wyższego

 2.11. 2011  wpolityce.pl, Jan Filip Staniłko

 3 listopada

Studia uczą kombinowania

onet.pl. 3.11.2011

 4 listopada

Prof. Krasnodębski usunięty z UKSW

fronda.pl, 4.11.2011

Fedyszak: Niebezpieczne popieranie PiS

fronda.pl 4.11.2011 Barbara Fedyszak-Radziejowska

 5 listopada

Zaczęło się po katastrofie smoleńskiej

Nasz Dziennik, 5-6.11.2011

 8 listopada

Oświadczenie UKSW ws. prof. Zdzisława Krasnodębskiego

wpolityce.pl,8 Listopada 2011 1

9 listopada

Sąd umorzył sprawę Poleszaka z lubelskiego IPN

Kurier Lubelski, Ilona Leć, 2011-11-09

10 listopada

Decyzja przed rozprawą

Adam Kruczek, Nasz Dziennik, 10-11 . 11. 2011

Zagraniczni uczeni: rozpoznawalność słabym punktem polskich badań

PAP – Nauka w Polsce, 2011-11-10

14 listopada

Rektor AM popiera wniosek o odwołanie pani dziekan

Gazeta  Wyborcza Wrocław, 14.11.2011

15 listopada

Studenci z Wrocławia publicznie napiętnowani na Śląsku

Gazeta Wyborcza Wrocław , Tomasz Wysocki 15.11.2011

Mobbing w białych rękawiczkach”

15.11.2011| PAP

 

16 listopada

Mobbing jest spiskiem

Dziennik Polski, 16.11.2011

 

17 listopada

Uczelnia ma problem. I właścicielkę w Bangladeszu

17.11.2011 – konakt24

Od miesięcy nie ma pensji”. Wykładowcy mają dość i opuszczają uczelnię

17.11.2011 – konakt24

To nie jest kraj dla naukowców?

Renata Czeladko , Rzeczpospolita 17-11-2011

Ponownie złożę wnioski do TK w sprawie opłat za drugi kierunek studiów

Kazimierz Michał Ujazdowski, wpolitytce.pl,17 Listopada 2011

Były rektor AM plagiatorem – orzekli uczeni z Krakowa

Gazeta Wyborcza – Wrocław,  Tomasz Wysocki, 17.11.2011

Komisja Edukacji Nauki i Młodzieży (nr 1) Posiedzenie z dnia 17 listopada 2011 r.

orka.sejm

18 listopada

Polska nie kusi uczonych z Zachodu

Anna Kolet-Iciek, Dziennik Polski 18.11.2011

Kto powinien się wstydzić za sprawę rektora Andrzejaka

Gazeta Wyborcza Wrocław, Tomasz Wysocki, 18.11.2011

22 listopada

Kolejny etap zamilczania Smoleńska – lekceważenie wybitnych naukowców. Czy minister Kudrycka pokaże klasę?

Marek Pyza -wpolityce.pl, 22.11.2011

Stop plagiatom na uczelniach

Gazeta Wyborcza Opole, 22,11,2011

23 listopada

Na uczelniach publicznych studenci dzienni utrzymują zaocznych?

Grażyna Zawadka, Renata Czeladko – Rzeczpospolita,  23-11-2011

 

Apel mediatorów

serwis mediacje.org.pl  2011-11-23

 

24 listopada

NIK: na uczelniach brak kontroli dotacji na kształcenie studentów

PAP – Nauka w Polsce, 2011-11-24

25 listopada

Nierzetelność naukowa – wstydliwy problem na polskich uczelniach

PAP – Nauka w Polsce, 2011-11-25

28 listopada

Po konferencyjne refleksje o kierunku działań na rzecz zmniejszenia patologii akademickich

Józef Wieczorek,

O komisjach konkursowych

blog prof. W.Pluskiewicza, 28.11.2011

29 listopada

Prawo na UMCS: przełomu brak. Znów zabrakło elektorów

Gazeta Wyborcza Lublin, 29.11.2011

Feudalizm, blokowanie młodych i ambitnych, kolesiostwo przy recenzjach i publikacjach, nepotyzm, manipulacja wynikami badań….

 

Naukowiec pańszczyźniany

Słuzba Zdrowia  nr 43-50 z 13 czerwca 2011 r.

Feudalizm, blokowanie młodych i ambitnych, kolesiostwo przy recenzjach i publikacjach, nepotyzm, manipulacja wynikami badań. O patologiach w naukach medycznych i dziedzinach pokrewnych oraz o reformie, która częściowo ma to zmienić, z prof. Maciejem Banachem, wiceministrem nauki, rozmawia Krzysztof Boczek. 

…Poziom doktoratu zależy głównie od promotora, a także od osoby, która bezpośrednio pracuje z doktorantem – w nowej ustawie tę osobę nazywamy promotorem pomocniczym. Jeśli promotor jest ambitny, zadba o wysoki poziom pracy. Ale wielu naukowców potrafi promować po 3–4 doktoraty w ciągu roku, a znam przypadki, kiedy jedna osoba była promotorem 10 i więcej doktoratów jednocześnie. Nie ma mowy, by przy tak hurtowych ilościach doktoraty były dobrej jakości…..Od lat tak było, że jeden człowiek robił badania albo pisał pracę, zanosił ją do profesora, a ten – dopisywał siebie i 6 innych nazwisk znajomych. W medycynie panuje feudalizm. Młody człowiek, chcąc mieć dobre stosunki w katedrze, dopisuje asystentów, adiunktów, kierownika i jego zastępcę….Rada wydziału ma kryteria dopuszczania do doktoratów, habilitacji, ale często ich nie stosuje. Jeżeli takie zjawisko wykryje CKA, to powinna odebrać wydziałowi możliwość nadawania stopni naukowych. Ale często tak się nie dzieje. Jeden z bardzo znanych i cenionych profesorów powiedział mi ostatnio, że jakiś czas temu oceniał 5 kandydatów do tytułu prof. belwederskiego. Dwóch ocenił negatywnie. Od tego czasu – już prawie 2 lata – nie ma zaproszeń do recenzowania. W ten sposób pomija się ludzi, którzy mogą skrytykować kandydata.