Podpis w indeksie profesora oszusta ma taką samą wagę jak prawdziwego

 

Dr kameleon

Polityka 24/2011, Marek Wroński

Profesorem wyższej uczelni w Polsce może dziś zostać osoba  bez żadnego  dorobku naukowego, w dodatku legitymująca się  kserokopiami fałszywych  dokumentów. I egzaminy przed nią  zdane są równie ważne jak przed prawdziwym profesorem.  Opisana przez nas (POLITYKA 20) sprawa Noaha  Rosenkranza, który na czterech prywatnych uczelniach na podstawie kserokopii fałszywych dyplomów został  zatrudniony jako profesor doktor habilitowany, wzbudziła  żywe zainteresowanie czytelników.. …Zdziwiło ją jednak, że „tak utytułowana osoba nie istnieje  w sieci”. Co prawda znalazła spis publikacji Noaha  Rosenkranza  na stronie Uniwersytetu Przyrodniczo- Humanistycznego  w Siedlcach, ale nie mogła do nich  dotrzeć.  Dzięki nim natrafiła jednak na stronę Wyższej  Szkoły Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej  w Warszawie, gdzie widniało zdjęcie prof. Rosenkranza!  Tylko że tutaj nazywał się  Mariusz Korniłowicz;  też był doktorem habilitowanym prawa  i profesorem  uczelnianym! Podzieliła się swoim odkryciem  z koleżankami. Studentki jednak przemilczały ten fakt  w obawie przed ewentualnymi nieprzyjemnościami,  wychodząc z założenia,  że z profesorami nie warto zadzierać….

…Nie profesura, lecz chęć szczera…

Ze względu na zaniepokojenie studentów, którzy na pięciu uczelniach  słuchali wykładów, otrzymywali zaliczenia i zdawali egzaminy u fałszywego profesora, zwróciłem się do prof. Marka Rockiego, przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej, oraz do minister Barbary Kudryckiej, z prośbą o oficjalną wykładnię, czy są one ważne. Logika podpowiada, że nie powinny być. Prof. Rocki uchylił się od jednoznacznej odpowiedzi. „Sprawa jest wysoce bulwersująca i może świadczyć, że nie wszystkie uczelnie, uzyskawszy daleko idącą autonomię i niezależność, potrafiły stworzyć efektywne procedury zabezpieczające przed oszustwami tego rodzaju”. Dodał, że ma nadzieję, iż minister nauki i szkolnictwa wyższego przeprowadzi działania kontrolne i zapobiegawcze, mając większe uprawnienia niż komisja, której przewodniczy.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego pismem swojego rzecznika prasowego Bartosza Loby odpowiedziało, że „(…) żaden powszechnie obowiązujący przepis prawa nie uzależnia wykonywania tych czynności [przyjmowania zaliczeń i egzaminowania] od posiadania stopnia naukowego (…).

Są to zawsze autonomiczne decyzje uczelni i jej podstawowych jednostek organizacyjnych. Przypadki powierzania wykładów oraz egzaminowania studentów przez nauczycieli akademickich nieposiadających nawet doktoratu nie należą do rzadkości; nie są one podważane przez Państwową Komisję Akredytacyjną, o ile zajęcia takie prowadzą nauczyciele posiadający znaczący dorobek praktyczny oraz poparcie Rady Wydziału. (…) Zatrudnienie w formie stosunku pracy nie jest koniecznym warunkiem powierzenia zajęć, a zatem nawet rażące błędy w nawiązaniu stosunku pracy z N. Rosenkranzem nie mają wpływu na ważność jego działań jako nauczyciela akademickiego. Brak jest podstaw prawnych do nakazania studentom zwłaszcza przez ministra – powtarzania zajęć zaliczonych w trybie dopuszczonym przez daną uczelnię. (…) Ministerstwo ze swej strony skieruje do uczelni, których sprawa dotyczy, rekomendację – szanując zasadę autonomii – uwzględnienia zaistniałych bardzo poważnych wątpliwości i nieprawidłowości w weryfikacji dotychczasowego procesu kształcenia z udziałem p. N. Rosenkranza”.

Zatem podpis w indeksie profesora oszusta ma taką samą wagę jak prawdziwego. Tak w praktyce wygląda dziś troska o jakość nauczania w szkolnictwie wyższym.

Reklamy

Prokuratorzy mówią: 1 X 2009 Huciński nie był rektorem

Prokuratorzy mówią: 1 X 2009 Huciński nie był rektorem

Dziennik Bałtycki, 15.10.2010

Kiedy 2 sierpnia minister Barbara Kudrycka odwoływała Tadeusza Hucińskiego ze stanowiska rektora Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, ten nie był już nim od 10 miesięcy – tak stwierdzili śledczy z Prokuratury Rejonowej w Gdańsku Oliwie.

Oznacza to, że wszystkie decyzje Tadeusza Hucińskiego, które podejmował między październikiem 2009 a sierpniem 2010 mogą okazać się bezprawne. W tym czasie uczelnia zaciągnęła szereg zobowiązań finansowych, kredytów na kilkumilionowe kwoty….

Sprawa jest skomplikowana, dlatego konieczne jest przywołanie kilku przepisów prawa.
Najważniejsze, że rektor szkoły wyższej, jeśli chce być zatrudniony w więcej niż jednej uczelni, musi mieć na to zgodę Senatu uczelni. 30 września „wygasła” zgoda Senatu AWFiS na tzw. podwójne zatrudnienie Tadeusza Hucińskiego. Dzień później, 1 października 2009 roku, jak ustalili śledczy, Tadeusz Huciński pracował na dwóch uczelniach, na co nie miał zgody Senatu gdańskiej AWFiS. Co dzieje się w takiej sytuacji? Przepisy mówią, że taka osoba przestaje być rektorem. Dlatego prokurator uznał, że tego właśnie dnia Tadeusz Huciński przestał być rektorem gdańskiej AWFiS…..

Poza tym Tadeusz Huciński między 1 października 2009 roku a 2 sierpnia 2010 roku pobierał wynagrodzenie, korzystał z „rektorskich” przywilejów. Jeśli przyjąć wersję prokuratury, że przez 10 miesięcy był „tylko pracownikiem naukowym” – wówczas logicznym wnioskiem jest stwierdzenie, że czynił to bezprawnie.

Ministerstwo Nauki nie potwierdza, że mandat rektora wygasł w dniu 1.10.2009. W związku z toczącym się postępowaniem sądowym w sprawie odwołania rektora ministerstwo powstrzymuje się od komentarzy w tej sprawie. Sam Tadeusz Huciński nie odbiera telefonu, nie odpowiada na maile.

 

 

Proceder zgodny z prawem ?

Plagiat? Podobno się opłaca

Express Bydgoski,27.04.2010

W Internecie można zamówić napisanie pracy inżynierskiej, licencjackiej, magisterskiej, a nawet doktoratu. Przyciągają niskie ceny, gdyż gotową pracę można kupić nawet za 500 zł.

Duża część prac dyplomowych trafia w Polsce do nielegalnego obiegu. Następnie są one nieznacznie zmieniane, i ponownie trafiają na sprzedaż. – Ten sam tekst czy też identyczny w obszernych fragmentach obroniono w Małopolsce dwadzieścia razy – mówi wp.pl dr Sebastian Kawczyński, prezes Plagiat.pl.

Praca dostarczana jest do zleceniodawcy w częściach, tak jakby robił to samodzielnie. Najpierw plan, potem pierwszy rozdział, drugi itd. (dokładnie tak, jakby sobie tego życzył promotor). Nieraz w ofercie jest zapewnienie, że do pracy dołączany jest raport systemu antyplagiatowego, czy też – że tworzona jest pod nadzorem wykładowców akademickich….

Problemem jest to, że proceder ten działa zgodnie z prawem. – W Polsce jest wolność prowadzenia badań naukowych i działalności gospodarczej. Każdy może zamówić u kogoś opracowanie naukowe na jakiś temat, co w świetle prawa jest legalne. Firmy piszące prace na zamówienie żądają poświadczenia od kupujących gotowe opracowanie, że nie wykorzystają go niezgodnie z prawem. Jest ono oczywiście podpisywane w złej wierze, ale bardzo utrudnia skuteczne przeciwdziałanie takim praktykom. Skutkuje tym, że z punktu widzenia prawa, takie firmy czy osoby wykonują opracowania naukowe na zlecenie, ale nie jest już ich problemem to, że ktoś się dzięki nim obronił – mówił dr Sebastian Kawczyński….

Kto może odebrać w Polsce habilitację i belwederską profesurę ?

 

Rozpruta toga profesora- Grażyna Ostropolska,

Nowości, 29.01.2010

Nie ma w Polsce klarownego prawa, pozwalającego zabrać nieuczciwym naukowcom habilitację i belwederską profesurę. Profesor dr hab. Mirosław Krajewski dobrze o tym wie…

Grudniowa decyzja Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych dotyczyła naukowca związanego z włocławskim, toruńskim i bydgoskim środowiskiem akademickim. – Komisja uchyliła swoją decyzję z 1995 r., zatwierdzającą nadanie Mirosławowi Krajewskiemu stopnia doktora habilitowanego – wyjaśnia Korczala. – Nasi profesorowie potwierdzili, że sprawa nie jest wyssana z palca, a zarzuty, jakie wysunęła pod adresem tego naukowca komisja powołana przez Radę Wydziału Nauk Historycznych UMK w Toruniu, są zasadne.

Zaczęły się spekulacje, czy historyk prof. Krajewski nadal jest doktorem habilitowanym, czy już nie? Sprawa wcale nie jest jednoznaczna. – My powiemy, że nie jest, on powie, że jest i każdy będzie miał rację – słyszymy w CKSiTN. …

– Rzeczywiście, jest prawny dylemat: kto ma odebrać habilitację temu, którego praca narusza dobre obyczaje w nauce – przyznaje Piotr Korczala z CKSiNT. – Wprawdzie znowelizowana w marcu 2003 r. ustawa o stopniach naukowych wprowadza zapis (art 29a) przyznający centralnej komisji prawo do stwierdzenia nieważności postępowania habilitacyjnego, ale nie ma wytycznych, kto ma tę habilitację odebrać. Podobnie jest z belwederską profesurą. Konstytucja stanowi, że nadaje ją prezydent RP, ale nie ma w niej zapisu, że ją odbiera. Jeśli prezydent to zrobi, stanie przed Trybunałem. O nadanie Krajewskiemu profesury wystąpił Uniwersytet Warszawski i to on ma prawo wystąpić o jej zabranie.