Rektorska krytyka modelu sprawdzania plagiatów

Sprawdzanie plagiatów musi być zgodne z ustawą

Dziennik Gazeta Prawna

Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich krytykuje zaproponowany przez resort nauki model sprawdzania plagiatów. W jej ocenie spowoduje on, że programy antyplagiatowe nie będą wskazały fragmentów zapożyczeń w kontekście. W efekcie ich sprawdzanie w ten sposób stanie się bezużyteczne. Czy jest szansa, że model ten zostanie zmodyfikowany?

Reklamy

Wzmacnianie potencjału uczelni

Prawie 35 mln zł dla polskich uczelni na wdrażanie rozwiązań antyplagiatowych

PAP Nauka w Polsce

„Na wdrożenie kompleksowych rozwiązań antyplagiatowych dofinansowanie w wysokości prawie 35 mln zł otrzyma 50 szkół wyższych – zarówno publicznych jak i niepublicznych” – informuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Wsparcie z NCBR umożliwi im stworzenie nowego systemu, modyfikację systemu funkcjonującego obecnie na uczelni albo zakup licencji.

„Wykorzystując środki unijne, którymi dysponuje Centrum w ramach PO WER wspieramy polskie uczelnie, dążąc do podnoszenia jakości kształcenia oraz zapewnienia im jak najlepszych warunków do prowadzenia działalności dydaktycznej i naukowej. W pierwszym z rozstrzygniętych przez nas konkursów wzmacniamy potencjał uczelni w zakresie wdrażania i obsługi tzw. systemów antyplagiatowych” – mówi zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju prof. Jerzy Kątcki.

Apolityczny uniwersytet w ogniu walki politycznej

Polityka dzieli wspólnotę uczelni

Rz

Na Uniwersytecie Warszawskim wrze. Powód? Stanowisko władz uczelni wobec sporu rządu i opozycji o Trybunał Konstytucyjny.

– To skandal – mówią rozżaleni studenci i wskazują, że przez działania Rady Wydziału postawiono ich po jednej ze stron konfliktu o Trybunał Konstytucyjny….

Brak wynalazków w szufladach naukowców

Miała być rewolucja, ale w szufladach naukowców hula wiatr

Dziennik Gazeta Prawna

Albo ich nie ma, albo nie nadają się do sprzedaży. Rewolucja, która miała zwiększyć zyski z wynalazków naukowców pracujących na uczelniach, na razie przynosi marne efekty zarówno badaczom, jak i szkołom wyższym…Uwolnić wynalazki z szuflad naukowców – taki cel miała nowelizacja z 11 lipca 2014 r. ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. poz. 1198), która obowiązuje od 1 października 2014 r. Po ponad roku obowiązywania nowych przepisów sprawdzamy, jaki efekt przyniosła.

Jak wygląda dzisiaj strona etyczna ludzi polskiej nauki prawniczej

Profesor do wynajęcia. Znany konstytucjonalista promotorem doktoratu oszusta

Gazeta Finansowa

Kariera profesora Marka Chmaja pokazuje jak faktycznie wygląda dzisiaj etyka polskich prawników. Współautor niezgodnej z Konstytucją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym uchwalonej przez PSL i PO wypromował na doktora prawa znanego oszusta Józefa Jędrucha, który dopuścił się malwersacji na około 430 mln zł……Chmaj to postać nietypowa jak na profesora prawa i konstytucjonalistę. Lubi blichtr, drogie rzeczy, ładne kobiety i szybkie samochody. Kreuje się na światowca pełną gębą. Lubi też otaczać się czołowymi postaciami warszawskiej society. Zawodowo związany jest z warszawskim uniwersytetem Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, gdzie ma własną katedrę. Ale ma również własną kancelarię w Warszawie, która ma oddziały w kilku innych miastach. Jego kancelaria świadczy usługi praktycznie we wszystkich dziedzinach prawa, począwszy od konstytucyjnego, administracyjnego, cywilnego, po wiele innych prawniczych dziedzin……jest on absolwentem Wydziału Politologii (1993) i Wydziału Prawa i Administracji (1994) UMCS w Lublinie, gdzie w 1994 r. uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych….Po odejściu z UMCS w Lublinie Chmaj wykładał na wielu uczelniach prywatnych, które powstawały wówczas w Polsce jak „grzyby po deszczu”. W 2001 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego na Wydziale Prawa w Białymstoku, zaś w 2009 r. został już profesorem „belwederskim”. W życiorysie Chmaja możemy również wyczytać, że w międzyczasie był wykładowcą na wielu uczelniach zagranicznych, wśród których były m.in. Uniwersytety w Castellon i Sewilli (Hiszpania), w Bari (Włochy), Barcelos (Portugalia), Rydze (Łotwa), Bańskiej Bystrzycy (Słowacja)….

Józef Jędruch – w przeszłości szef KFI Colloseum – hybrydy finansowej, której działalność była przyczyną ogromnej afery finansowej na Górnym Śląsku…..w 2013 r. sąd skazał prawomocnie Jędrucha na 6 lat więzienia i 400 tys. zł grzywny…. W przerwie między instancjami, gdy wyszedł na wolność zapragnął zostać naukowcem – prawnikiem. I właśnie wtedy poznał Marka Chmaja, z którym się zaprzyjaźnił. Razem spędzali nawet sylwestra (prof. Chmaj twierdzi, że to z kim spędza sylwestra jest „absolutnie prywatna sprawą”). W końcu Chmaj spełnił pragnienia Jędrucha i wypromował oszusta na doktora prawa. Cała obrona poszła bardzo gładko. Jednym z recenzentów pracy Jędrucha była prof. Teresa Gardocka – prorektor SWPS, a prywatnie żona byłego Prezesa Sądu Najwyższego Lecha Gardockiego, obecnego dziekana Wydziału Prawa SWPS. Sam Chmaj twierdzi, że gdy wszczęty został doktorat Jędrucha „nie był on jeszcze skazany prawomocnym wyrokiem”. Gdy natomiast zapytaliśmy go o to, jak się ma doktorat Jędrucha do etycznych standardów, jakie winny obowiązywać w nauce odpowiedział nam jedynie krótkim pytaniem: „Uprzejmie proszę o wskazanie standardów jakie naruszyłem”.

Tak czy inaczej osoba profesora Marka Chmaja to dobry przykład tego, jak wygląda dzisiaj strona etyczna ludzi polskiej nauki prawniczej.

Doktoranci narzekają na mobbing i nepotyzm

Patologie doktoranckie: Mobbing, nepotyzm i niepewność

Dziennik Gazeta Prawna

Krajowa Reprezentacja Doktorantów przeprowadziła ankietę dotyczącą patologii występujących na studiach doktoranckich. Przyszli naukowcy narzekają na liczbę doktorantów w Polsce, statusu prawny doktoranta, warunki socjalne i mobbing…Z danych OECD wynika, że w 1990 r. doktorantów było ok. 2,7 tys., podczas gdy w 2013 r. ich liczebność zdecydowanie przewyższała już 43 tys. Nijak to się jednak ma do liczby obronionych dyplomów: zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w rankingu pod względem liczby obronionych doktoratów… doktoranci to żyła złota dla uczelni. – Kiedy spada liczba studentów,uczelnie przyjmują coraz więcej osób na studia trzeciego stopnia, by w ten sposób podreperować swój budżet – mówi Marcin Dokowicz, Rzecznik Praw Doktoranta. Liczba doktorantów nie jest tożsama z liczbą doktoratów. Mimo boomu na studia trzeciego stopnia, zbyt wysoki poziom wykształcenia społeczeństwa nam póki co nie grozi.

 

Chamstwo pracowników nauki i szkolnictwa wyższego

Chamstwo pracowników nauki i szkolnictwa wyższego

Waldemar Korczyński

Ciekawe przykłady chamstwa znaleźć można wśród – będących w Polsce opłacanymi przez Państwo – pracowników nauki i szkolnictwa wyższego. Jak na elitę elit przystało chamstwo to jest na ogół bardziej subtelne niż wśród przedstawicieli, innych, mniej elitarnych profesji. I bardzo często jest ono mylone ze zwykłą pazernością czy walką o stołki co trudno uznać za działalność bezinteresowną.

Generalnie chodzi o to, że klasa uczonych dba o to, by nikt nie mógł się dowiedzieć za co konkretnie bierze raczej grubą (warto zajrzeć do artykułu „Ile zarabia profesor?” w Forum Akademickim z grudnia 2009) forsę. Wartość normalnego pracownika ocenia się na ogół po jakości tego co produkuje. Piekarz jest więc dobry, gdy robi chleb bez zakalca, a budowlaniec gdy postawiony przezeń most się nie wali. Naukowcy produkować mają odkrycia i artykułować je w możliwy do przetwarzania sposób.

Pytanie „Co Pan odkrył, Panie profesorze” uznane będzie jednak prawdopodobnie za nietakt, bo tak bezpośrednio się uczonych nie ocenia. Można wprawdzie zapytać „Co Pan opublikował”, ale odpowiedź niekoniecznie musi mieć związek z pierwszym pytaniem, bo może się okazać, że wymienione w długiej liście publikacje są „przyczynkowe” i nie zawierają opisu żadnego odkrycia. Zdobywanie stopni i tytułów bez wytworzenia jakiegokolwiek produktu naukowego (odkrycia) może i jest np. oszustwem, ale chamstwem już nie, bo nie ma waloru bezinteresowności.

Chcę więc jasno powiedzieć, że tak ostatnio popularne wynalazki uczonych jak:

  • Ukrywanie rzeczywistych dokonań naukowych pod tzw. wykazem publikacji. Niektórzy uczeni nawet nie mają się za co schować i powiadają, że są uczonymi nie na podstawie jakichś tam „wyników”, ale łaski stosownej grupy innych uczonych (np. Rady Wydziału), która ich za uczonych uznała. Podobnie bywało w średniowieczu, gdzie można było zostać kimś ważnym z łaski np., króla. W przypadku naukowców może się jednak zdarzyć, że łaskodawcy nie są dużo lepsi od łaskobiorcy.
  • Kradzież dorobku kolegów po fachu czyli tzw. plagiaty.
  • Minima kadrowe. Jest to przepis warunkujący istnienie tzw. kierunku studiów zatrudnieniem przez uczelnię określonej liczby tzw. pracowników samodzielnych. Płaci się więc często nierobom, którzy wykorzystują swe stopnie i tytuły do pobierania ca 8 – 10 tys/mies za ok. 4 – 6 godzin pracy tygodniowo. Opowieści o rzekomej pracy naukowej całej ogromnej rzeszy wykładowców można skonfrontować z ilością polskich Nobli, a gadanie o pracy organizacyjnej uczonych ze stanem naszych uczelni, koordynacją nauczanych przedmiotów czy innymi „duperelami”. Ubaw gwarantowany.
  • Praca na wielu etatach. Rekordzista pracował podobno na kilkunastu, ja znam takich co mieli po kilka.
  • Nauczanie przedmiotów, o których ma się pojęcie raczej mętne lub nie ma się kwalifikacji formalnych do ich nauczania. Mimo podobieństwa do chamstwa polityka wciskającego ludziom brednie nie jest to chamstwo, bo za godzinę wykładu uczony bierze od 100 do 1000 PLN, więc bezinteresownie bzdur nie gada.
  • Spanie wykładowcy na zajęciach ze studentami.
  • Fałszowanie dyplomów.
  • Przepracowywanie jednego dnia więcej niż 24 godzin dydaktycznych.
  • Bredzenie o „bezpłatnej” edukacji, gdzie Państwo płaci wykładowcom, którzy mogą zupełnie nie odpowiadać zainteresowanym, tj. studentom. Za to płacimy wszyscy. Bezpłatnej edukacji nie ma, ale zamiast uczelniom można dać forsę (np. poprzez stosownie skonstruowany bon edukacyjny) studentowi, który wybierze komu i ile zachce zapłacić. A ewentualnie zaoszczędzone pieniążki z bonu wyda np., na piwo.

Są to typowe przykłady pomawiania uczonych o chamstwo. I te i wiele innych, powszechnie uważanych za nietypowe, zachowań elity narodu chamstwem nie są, bo nie są bezinteresowne, a korzyści z nich nie są w stosunku do strat studenta małe. Najczęstszym w tym środowisku typem chamstwa są rozmaite formy zarozumialstwa, przecenianie swojej wartości, „parcie na szkło” i tytuły i – co też się zdarza – nadwrażliwość na najmniejsze nawet przejawy krytyki czy pytania o bardziej lub mniej naukową przeszłość.

Tę ostatnią cechę łatwo jednak pomylić z obawą o to, że ujawnienie rzeczywistej wartości uczonego może narazić go na utratę części lub wszystkich (np., w przypadku plagiatu) dochodów. Nie wiadomo więc, czy taki „wrażliwiec” to matołowaty chamciuch czy ostrożny cwaniak.

A może też być i tak, że jest to człowiek uczciwy, który po prostu zna swoją wartość. Tu trzeba mieć naprawdę sporą wiedzę o człowieku, by orzec czy jest on naukowym chamem czy nie.

Dlatego też chamstwo naukowe ma charakter bardziej statystyczny niż indywidualny. Trudno jest orzec czy profesor X jest czy nie jest chamem, ale można stwierdzić, że klasa ludzi wciskających nam kit pt. wyższość realnego socjalizmu nad kapitalizmem, która do dziś za ten kit nie przeprosiła chamowata jednak jest. Nie oznacza to, że wiemy kto jest konkretnie „winny”, ale faktem pozostaje to, że robiono nas w bolo i nie przeproszono.

A ponieważ wspomniana klasa niczego by na tych przeprosinach nie straciła, więc jest to zaniechanie bezinteresowne, czyli chamstwo.

Zainteresowanych opisami naukowych chamów-indywidualistów odsyłam do poświęconych kondycji nauki i szkolnictwa wyższego portali, gdzie znajdą sporo zabawnych często przykładów. Zarówno w przypadku naukowego chamstwa indywidualnego jak i statystycznego akceptacja społeczna jest znacznie większa niż w jakimkolwiek innym przypadku. Być może jest to konsekwencją przerośniętego nad miarę wyobrażenia przeciętnego Polaka o wkładzie naukowców w życie gospodarcze i (a może przede wszystkim) kulturalne naszej Ojczyzny.