Wszelkie największe absurdy wychodzą zawsze ze środowisk akademickich

Dwa niemieckie uniwersytety podjęły decyzję, że obowiązujący w odniesieniu do „profesora” będzie rodzaj żeński. Feminizm w stadium skrajnego zidiocenia?

wpolityce.pl – R. Legutko

Dwa niemieckie uniwersytety – w Lipsku i w Poczdamie – podjęły wewnętrzną decyzję, że obowiązującym słowem w odniesieniu do profesora będzie rodzaj żeński. Nie będzie więc odtąd na tych uniwersytetach „profesorów”, lecz wyłącznie „profesorki”. Będzie się więc zwracało do mężczyzny „panie profesorko” (Herr Professorin).

Feminizm w stadium skrajnego zidiocenia? Oczywiście. Wszyscy wkoło rechoczą, ale, jak u Gogola, nie wiedzą, że rechoczą z samych siebie. W ciągu ostatnich dziesięcioleci mieliśmy już takich idiotyzmów mnóstwo. Wszyscy też się na początku śmiali, a w końcu to, z czego się śmiano stało się prawem surowo i bezwzględnie wymaganym……

……Jest zresztą skądinąd ciekawe, że wszelkie największe absurdy wychodzą zawsze ze środowisk akademickich. Co owi ludzie uczeni mają w sobie takiego, że nie tylko nie potrafią zidentyfikować idiotyzmu, oczywistego dla prostego elementarnie inteligentnego człowieka, ale nadto te idiotyzmy wymyślają, propagują i sami się w nich ogłupiają?

Jest to szczególnie przygnębiające w takim kraju jak Polska, który przeżył kilka dziesięcioleci w komunizmie, a kadry akademickie popełniały masowo przez lata najbardziej obrzydliwe grzechy intelektualnego tchórzostwa, brnąc w uzasadnianie i analizowanie czegoś, o czym wiadomo było, że jest wstrętne i niemądre. Wielu z nich z własnej inicjatywy budowało nowe szczeble ideologicznych głupot i chętnie pilnowało, by inni robili to samo, a opornym uprzykrzano życie.

Akademicy, a także intelektualiści i artyści to w ostatnim stuleciu grupy podwyższonego ryzyka. Chyba w żadnych innych środowiskach nie było tak wysokiego odsetka egzekucji na ludzkim rozumie.

Klonowane doktoraty

Klonowane doktoraty w sądzie


Marek Wroński, FA 1/2014

W ciągu 10 lat spod promotorskiej ręki prof. Janiszewskiego wyszło 37 dysertacji doktorskich. Co więcej, ów tytan pracy był równocześnie zatrudniony w pięciu uczelniach oraz pracował jako szef klinicznego centrum rehabilitacji.


Osiem lat temu, w czerwcu 2005 r., zasygnalizowałem sprawę tzw. klonowanych doktoratów, które odkrył prof. Radzisław Kordek, ówczesny prodziekan ds. nauki Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (patrz: Fabrykant doktoratów , FA 6/2005, Wiadomości z sal sądowych – Nierzetelne doktoraty , FA 3/2008, Inne zakończone sprawy , FA 11/2012). W sześciu dysertacjach doktorskich, których promotorem był ówczesny kierownik Kliniki Rehabilitacji, dr hab. Mirosław Janiszewski, prof. UM w Łodzi, stwierdzono liczne zapożyczenia (sięgające nawet kilkudziesięciu stron!) tożsame z tekstem i sporadycznie z danymi pochodzącymi z wcześniej obronionych prac, które prowadził i nadzorował. Okazało się też, że w ciągu 10 lat (od grudnia 1994 do czerwca 2004 r.) spod promotorskiej ręki prof. Janiszewskiego wyszło 37 dysertacji doktorskich. Co więcej, ów tytan pracy był równocześnie zatrudniony w pięciu uczelniach oraz pracował jako szef klinicznego centrum rehabilitacji. Rektorem UM w Łodzi był wtedy prof. Andrzej Lewiński, który wspólnie z prorektorem ds. nauki, prof. Pawłem Liberskim oraz prof. Radzisławem Kordkiem doprowadzili do wznowienia przez Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów sześciu przewodów doktorskich (Barbary Dróżdż, Marcina Dobrowolskiego, Ewy Gaczkowskiej, Małgorzaty Kronenberg, Witolda Rezmera oraz Tadeusza Wojdyniaka). Po powtórnej ocenie przez recenzentów (którym przedstawiono dowody na splagiatowanie tekstu), dysertacje doktorskie uznano za niesamodzielne i unieważniono nadane stopnie. Dr Gaczkowska, dr Kronenberg oraz dr Wojdyniak odwołali się najpierw do Wojewódzkiego, a później do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który oddalił ich odwołania.

Z kolei prof. Janiszewski szybko zrezygnował z pracy na uczelni. Rzecznik dyscyplinarny zawiesił postępowanie wyjaśniające pod pretekstem, że rektor Lewiński zawiadomił prokuraturę, która 7 marca 2005 roku wszczęła śledztwo. Po dalszych kilku latach postępowanie dyscyplinarne umarło śmiercią naturalną z powodu przedawnienia. Z kolei Prokuratura Okręgowa sama przez kilka lat miała kłopoty, ponieważ nie można było znaleźć biegłych, którzy poddaliby analizie pozostałe dysertacje na okoliczność naruszenia praw autorskich, stąd śledztwo zostało zawieszone i o sprawie w zasadzie na jakiś czas zapomniano. Jednak parę lat temu prokuratura wznowiła wysiłki, zmieniając ewentualne zarzuty z naruszenia praw autorskich (które się przedawniły) na zarzut poświadczenia nieprawdy i w końcu ukończyła wieloletnie śledztwo……

Straszne skutki poczynań fałszywch profesorów

Fałszywy profesor? Egzamin do poprawki

Dziennik Gazeta Prawna – Urszula Mirowska-Łoskot 28.01.2014

Uczelnia może anulować zaliczenia, jeśli okaże się, że osobę egzaminował wykładowca, który miał podrobione uprawnienia.

…..– Osoby kształcące się w szkole wyższej nie powinny być ukarane za to, że zaliczenia przyjmowała osoba nieposiadająca określonych kwalifikacji – zauważa Adam Szot, rzecznik praw studenta.

Wskazuje na wątpliwości dotyczące podobnych przypadków, gdy np. po kilku latach okaże się, iż promotorem absolwenta była osoba, która nie posiadała uprawnień, bo popełniła plagiat i odebrano jej habilitację, albo egzaminy w trakcie studiów powinny być anulowane, bo wykładowca miał fałszywe dyplomy.

…..Marcin Chałupka zaznacza, że z ustawy z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. z 2012 r. poz. 572 z późn. zm.) wynika, że organem właściwym do wznowienia postępowania w sprawie nadania tytułu zawodowego i wydania dyplomu oraz do stwierdzenia nieważności tej decyzji jest rektor uczelni.

 

Pozytywne skutki kontroli medialnej

Instytut Nauk Ekonomicznych PAN zwraca pieniądze za social media

Klara Klinger 22.01.2014, Dziennik Gazeta Prawna

Studenci niezrealizowanych studiów podyplomowych w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN mają szansę na odzyskanie pieniędzy. Taką deklarację otrzymali po publikacji DGP, w której opisaliśmy zamieszanie wokół kierunku social media. Został zawieszony po I semestrze przez nowego dyrektora instytutu. Przy jego organizowaniu dopatrzono się nieprawidłowości.

– Jeszcze na spotkaniu w sobotę jeden z profesorów mówił, że każde podanie będzie rozpatrywane indywidualnie. Po nagłośnieniu sprawy otrzymaliśmy natychmiastową deklarację zwrotu całości dla wszystkich: czesnego i wpisowego – mówi słuchaczka…..

Ogólna formacja umysłowa nie jest już celem polskich uczelni.

Zabijanie filozofii

Rz- Ryszard Legutko 21-01-2014,

Ogólna formacja umysłowa nie jest już celem polskich uczelni. Jest nim natomiast 
po pierwsze, produkowanie możliwie licznej rzeszy kiepskich absolwentów. 
A po drugie, produkowanie pewnej liczby specjalistów 
o dużych kompetencjach 
– pisze filozof.

….. Uniwersytety zaczęły upodabniać się do szkół zawodowych, a szkoły zawodowe stały się uniwersytetami. W nowej formule szkoły wyższe spełniały dwie podstawowe funkcje. Jedną z nich było kształcenie specjalistów w konkretnych dziedzinach, drugą – rozdawanie, najczęściej odpłatne, dyplomów szerokim rzeszom studenckim bez względu na ich wykształcenie. W żadnej z tej funkcji filozofia się nie mieściła…..

…..Ostatnia reforma szkolnictwa wyższego przypieczętowała powyższe tendencje, zarówno dla filozofii, jak i dla wszystkich uczelni. Wprowadzona regulacja mówiąca o tym, że kto chce studiować filozofię jako drugi kierunek, ten musi zapłacić, jest logicznym następstwem ukrytego, ale kluczowego założenia dla całego systemu kształcenia. Założenie to mówi, że ogólna formacja umysłowa nie jest już celem polskich uczelni. A co jest tym celem? Cel – powtórzmy, bo nigdy dość tego powtarzać – jest podwójny. Po pierwsze, produkowanie możliwie licznej rzeszy kiepskich absolwentów, ponieważ ich możliwie wielka ilość zapewnia uczelni przetrwanie, a  możliwie wysoka jakość temu przetrwaniu zagraża. Po drugie, produkowanie pewnej ilości specjalistów o dużych kompetencjach. Na razie pierwszy cel został osiągnięty. Co do drugiego, to przyjdzie poczekać jeszcze na polskie Noble, ale na razie wszystko wskazuje, że ilość wybitnych akademików to mniej więcej stała proporcja niezależnie od desperackich ruchów kolejnych ministrów….

Dla resortu ważna będzie walka z patologiami

Minister nauki przedstawiła swoje zadania na rok 2014

serwis MNiSW

…..

Dla resortu ważna będzie walka z patologiami, która z jednej strony poprawi jakość kształcenia, a z drugiej wzmocni nadzór nad uczelniami. – Ma pomóc nam w tym nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, która w czerwcu powinna zostać przyjęta przez Sejm – powiedziała prof. Lena Kolarska-Bobińska. – Umożliwi ona nadawanie i cofanie uprawnień do prowadzenia kierunków studiów, skuteczne przeciwdziałanie plagiatom, dbałość o zatrudnienie przez uczelnie odpowiedniej kadry dydaktycznej.

Ministerstwo chce zadbać też o transparentny system informacji o kondycji uczelni. Chodzi o to, by studenci wybierali takie uczelnie, które są w stanie zapewnić im odpowiednią jakość kształcenia. W decyzji wyboru szkoły wyższej pomoże przyszłym studentom strona internetowa, która powstanie do końca tego roku. Kandydaci na studia będą mogli znaleźć na niej niezbędne szczegółowe informacje o szkołach publicznych i niepublicznych.

PAN śladami Amber Gold ?

Komercjalizacja PAN, czyli mini Amber Gold w nauce

Dziennik Gazeta Prawna, Klara Klinger20.01.2014,

Polska Akademia Nauk oddała prywatnej firmie studia w outsourcing. Efekt: studenci niewyedukowani, z nieodzyskanymi pieniędzmi, a instytucja naukowa umywa ręce.

Zawieszenie kierunku, niejasny los studentów, zmarnowane pieniądze za czesne, zawiadomienie do prokuratury. Wydawałoby się, że taka sekwencja wydarzeń zarezerwowana jest dla prywatnych Sorbon z prowincji i nijak nie dotyczy renomowanych instytutów. Ale okazuje się, że elita też nie jest wolna od chałtury.

W 2012 r. w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN pojawił się pomysł powołania nowego kierunku: social media. Jego program napisał absolwent INE Przemysław Kołak, a wykładowcy spoza PAN zawierali umowy z akademią. Sam Kołak miał otrzymać wynagrodzenie proporcjonalne do zysku PAN. Przy pierwszym podejściu kierunek nie wypalił – nie było chętnych. Kołak znalazł jednak firmę, która zajęła się reklamą, a w zamian została współudziałowcem kursu (miała mieć udział w zyskach). Nowo zrekrutowani studenci płacili po 6 tys. zł za dwa semestry. PAN zarabiała. Zarabiał też pomysłodawca Przemysław Kołak.

W maju 2013 r. instytutem zaczął kierować nowy dyrektor prof. Cezary Wójcik. Dopatrzył się nadużyć, rozwiązał kierunek, a sprawa trafiła do prokuratury. Ze strony internetowej INE zniknęły dane o kierunku. Studentów nie poinformowano, dlaczego zajęcia zostały zawieszone. Dziś dyrektor INE twierdzi, że jego instytut… w ogóle nie otwierał kierunku. Studentom do tej pory nie zwrócono pieniędzy……….