Otwarty dostęp do treści naukowych i edukacyjnych

Otwarty dostęp do treści naukowych i edukacyjnych

serwis MNiSW 2.02.2012

W rezultacie sugestii z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz zaleceń Unii Europejskiej i organizacji międzynarodowych dotyczących otwartego dostępu do danych i publikacji Departament Strategii MNiSW zamówił ekspertyzę pn.

Wdrożenie otwartego dostępu do treści naukowych i edukacyjnych. Praktyki światowe a specyfika polska.

Raport został zrealizowany przez ICM UW pod kierunkiem prof. Marka Niezgódki…..

W opinii raportu cele te mogą zostać osiągnięte przez wprowadzenie następujących zmian:

  • włączenie polityki otwartego dostępu jako wymiaru oceny jednostek naukowych,
  • implementacja otwartego mandatu w Narodowym Centrum Nauki i Narodowym Centrum Badań i Rozwoju,
  • uzależnienie budżetowego finansowania czasopism naukowych od wprowadzenia przez nie polityki otwartego dostępu,
  • włączenie polityki otwartego dostępu jako wymiaru oceny czasopism naukowych,
  • rozszerzenie programów wspierających publikowanie przez polskich naukowców w zagranicznych otwartych czasopismach,
  • włączenie polityki otwartego dostępu do projektów MNiSW, m.in. Index Plus,
  • otwarty dostęp do prac doktorskich
Reklamy

Jak prezentować swoją wiedzę


Jak prezentować swoją wiedzę


Marek Wroński
 – Forum Akademickie, 1,2012

(Z archiwum nieuczciwości naukowej )

http://forumakademickie.pl/fa/2012/01/jak-prezentowac-swoja-wiedze/

 

 

Kiedy w połowie października ub.r. dr Robert Trypuz z Katedry Logiki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego kupił w księgarni książkę Ontologie jako systemy prezentacji wiedzy, wydaną właśnie w Warszawie przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, od razu sięgnął po nią z dużą ciekawością. Temat interesował go bardzo, bowiem w latach 2004–2007 był doktorantem Laboratory for Applied Ontology of Institute of Cognitive Science and Technology, finansowanego przez Italian National Research Council i swój doktorat Formal Ontology of Action: Unifying Approach otrzymał na Uniwersytecie w Trento (Włochy). Jednak już po krótkiej lekturze wiedział, że z książką napisaną przez dr. Wiesława Glińskiego z Zakładu Systemów Informacyjnych (kierownik: prof. dr hab. Barbara Sosińska-Kalata), coś jest nie tak, bowiem tekst był mu już znany. Szybko zorientował się, że olbrzymie fragmenty tekstu Glińskiego to po prostu tłumaczenie książki hiszpańskich autorów: prof. Asuncion Gomez-Perez, doc. dr Oscara Corcho oraz dr. Mariano Fernandez-Lopez, wydanej przez Wydawnictwo Springera w 2004 pod tytułem Ontological Engineering. Swoim zaskakującym odkryciem dr Trypuz podzielił się z kolegą, dr. Piotrem Kulickim z Katedry Podstaw Informatyki KUL i razem zaczęli sprawdzać obie książki strona po stronie. Niestety, okazało się, że prawie całe dzieło dr. Glińskiego to „żywcem” przetłumaczona książka hiszpańskich naukowców. Trudno było znaleźć pojedyncze kartki, które nie byłyby skażone zapożyczeniami. Obaj naukowcy byli zszokowani, że można tak bezczelnie przywłaszczyć sobie cudzy tekst.

Swoim oburzeniem podzielili się z Archiwum Nieuczciwości Naukowej, a następnie zdecydowali się powiadomić czynniki oficjalne. 24 października 2011 napisali e-mail do prof. dr. hab. Dariusza Kuźmina, dyrektora Instytutu Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych UW, którego pracownikiem był dr Wiesław Gliński, jak również do Dariusza Kozłowskiego, dyrektora Wydawnictwa Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. Poinformowano ich o rozległości zapożyczeń i przesłano kopię książki Ontological Engineering w postaci cyfrowej, tak aby sami mogli porównać wkład pracy intelektualnej W. Glińskiego.

Reakcje zainteresowanych

Obaj adresaci – po sprawdzeniu, że rzeczywiście 276-stronicowa książka Ontologie jako systemy prezentacji wiedzyjest niewątpliwym plagiatem naukowym i narusza prawa autorskie prof. A. Gomez-Perez – zareagowali błyskawicznie. Wydawnictwo z miejsca podjęło decyzję wycofania książki z rozpowszechniania i zatrzymania sprzedaży oraz zażądało od autora wyjaśnień.

Z kolei prof. Dariusz Kuźmin następnego dnia pisemnie powiadomił dziekana Wydziału Historycznego, prof. Elżbietę Barbarę Zybert, o podejrzeniu popełnienia plagiatu i poprosił o powołanie Komisji Wydziałowej, aby potwierdziła zarzuty. Domagał się też, aby dr Gliński został zawieszony w obowiązkach wykładowcy w Instytucie do czasu wyjaśnienia przez ową komisję sprawy podejrzenia o plagiat.

Warto wiedzieć, że 46-letni dr Wiesław Gliński nie był „młodym i niedoświadczonym” nauczycielem akademickim. W 1990 r. skończył studia na Akademii Teologii Katolickiej (dziś Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego) otrzymując magisterium z filozofii chrześcijańskiej w zakresie logiki. W 1996 doktoryzował się z bibliologii na Uniwersytecie Warszawskim. Zaraz potem otrzymał prestiżowe roczne stypendium Fulbrighta w Kent State University, Ohio, USA, co pozwoliło mu specjalizować się w systemach informacyjnych, sieciach komputerowych i multimediach. Przez ostatnie 10 lat był adiunktem Wydziału Historycznego UW, gdzie pracował w Instytucie Informacji Naukowej i Bibliologii.

Wydana ostatnio książka była jego monografią habilitacyjną i, co ciekawsze, już w 2009 r. została zaplanowana do druku w serii Nauka – Dydaktyka – Praktyka. Jej recenzentem wydawniczym został dr hab. Piotr Gawrysiak, prof. PW oraz wicedyrektor ds. naukowych Instytutu Informatyki Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej. „Przepuszczenie” tak masywnego plagiatu pochodzącego ze znanej książki, wydanej przed 5 laty w dużym wydawnictwie Springer Verlag sugeruje, że recenzent słabo znał temat, który podjął się zrecenzować, natomiast pewnie dobrze znał autora…

Mimo świadomości popełnienia przez dr. Glińskiego „masywnego” plagiatu w książce habilitacyjnej i wszczęcia wyjaśniającego postępowania dyscyplinarnego, władze rektorskie Uniwersytetu Warszawskiego i dziekan wydziału zgodzili się na odejście plagiatora „za porozumieniem stron” z dniem 30 listopada ub.r. Z kolei prośba prof. Dariusza Koźmina o zawieszenie nierzetelnego adiunkta nie została spełniona, jak również nie powołano komisji, która by formalnie potwierdziła zaistnienie plagiatu oraz nie powiadomiono (co jest obowiązkiem prawnym rektora) prokuratora rejonowego o podejrzeniu przestępstwa plagiatu, ściganego obecnie z oskarżenia publicznego.

Jak znam życie, rzecznik dyscyplinarny, dr hab. Zbigniew Jędrzejewski, zapewne teraz sprawę będzie musiał umorzyć (nie może przesłuchać obwinionego, który już nie pracuje na uczelni). Chciałbym jednak publicznie podziękować doktorom: Robertowi Trypuzowi i Piotrowi Kulickiemu z Lublina, jak również prof. Dariuszowi Kuźminowi i red. Dariuszowi Kozłowskiemu z Warszawy, że spełniając swój obowiązek utrzymali sztandar rzetelności naukowej wysoko w górze.

Nierzetelna habilitacja z hebraistyki

Inną sprawą, która wywołała i nadal wywołuje emocje na Uniwersytecie Warszawskim, a w szczególności na Wydziale Orientalistyki, jest nierzetelna habilitacja dr. Romana Marcinkowskiego, wieloletniego adiunkta Zakładu Hebraistyki. Doktorat Pamiętniki reba Dowa z Bolechowa. Rękopis z Jews’ College London nr 31 (wstęp, edycja, przekład z języka hebrajskiego, komentarz) obronił on w 1993 r. na UW (promotor: ks. prof. Wiesław Rosłon). W marcu 2004 otrzymał na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego stopień doktora habilitowanego na podstawie monografii Paradygmaty religijności w judaizmie rabinicznym. Miszna i inne teksty talmudyczne o szabacie, święcie, półświęcie i powszedniości.Recenzentami w tym przewodzie byli: ks. dr hab. Jerzy Chmiel (em. prof. PAT w Krakowie), prof. dr hab. Gideon Kouts (Universytet Sorbona VIII w Paryżu) oraz prof. dr hab. Krzysztof Pilarczyk (UJ w Krakowie).

Mimo upływu kolejnych lat dr hab. Roman Marcinkowski nadal pozostawał na stanowisku adiunkta, a na przełomie 2008/2009 r. podwoił wysiłki, aby dostać awans i promocję na stanowisko profesora uczelnianego, które w kilka lat po habilitacji dostaje większość habilitowanych osób na UW. Jego zdaniem, był niesprawiedliwie traktowany. Dziekan, prof. dr hab. Jolanta Sierakowska-Dyndo, poprosiła o opinię na temat jego dorobku naukowego prof. dr hab. Izabelę Jaruzelską–Ephal, która przeszła na wydział z UAM w Poznaniu, a od połowy 2008 r. jest na długookresowym stypendium w Izraelu. Swą dokładną analizę prac dr. Marcinkowskiego przysłała w lutym 2010 r.

Stwierdzono, że znaczna część (rozdział 2, 3, 4 części IV) monografii habilitacyjnej, liczącej 210 stron, została oparta (i prawie dosłownie przetłumaczona z angielskiego i hebrajskiego) na tekście dwujęzycznej Talmudic Encyclopedia, wydanej w 1991 r. Te przejęte, obszerne fragmenty liczą około 70 stron tekstu i nie mają odnośnika bibliograficznego. Prof. Ephal stwierdziła ponadto, że większość tekstu części II, III i IV habilitacji została już wcześniej opublikowana w innych czasopismach, monografia pozbawiona jest więc wymaganej prawem oryginalności. Poziom innych prac, składających się na dorobek dr. Marcinkowskiego, a publikowanych w lokalnych czasopismach, oceniła jako niski i cechujący się powtórzeniami, jej zdaniem wyklucza to powołanie na stanowisko profesorskie.

Działania uczelni

Po pewnej konsternacji i ochłonięciu z zaskoczenia, dziekan Jolanta Sierakowska-Dyndo na przełomie maja i czerwcu 2010 pisemnie powiadomiła rektor Katarzynę Chałasińską-Macukow. Jednocześnie sprawa stanęła na Radzie Wydziału, której członkowie zostali o zarzutach poinformowani. Pani Rektor do prowadzenia wyjaśniającego postępowania dyscyplinarnego wyznaczyła rzecznika dyscyplinarnego, dr. hab. Zbigniewa Jędrzejewskiego z Instytutu Prawa Karnego, zaś z dr. Marcinkowskim rozmawiał w czerwcu 2010 prorektor ds. kadrowych UW prof. dr hab. Tadeusz Tomaszewski.

I potem praktycznie przez półtora roku nic się nie działo… Nie powiadomiono o zarzutach władz dziekańskich na Wydziale Filozofii UJ, gdzie habilitacja została przyznana i nie podjęto kroków zmierzających do jej weryfikacji, co powinno mieć miejsce niezależnie od postępowania dyscyplinarnego. Nie zawiadomiono Centralnej Komisji, która nadzoruje przyznawanie stopni naukowych. Do chwili obecnej rzecznik dyscyplinarny nie zakończył postępowania wyjaśniającego, mimo że przepisy nakazują zamknąć je w ciągu 6 miesięcy. Podobno przyczyną jest to, że rzecznik poszukuje eksperta-hebraisty, aby potwierdził on plagiat. Postępowanie trwa nadal, mimo że każdy, kto zna angielski, może łatwo stwierdzić bezpośrednie tłumaczenie tekstu z Encyklopedii Talmudycznej. Do tego nie jest potrzebny hebraista.

Pod koniec listopada 2011, podczas kuluarowych rozmów na opolskiej konferencji Nierzetelność naukowa w Polsce, dowiedziałem się o zarzutach wobec habilitacji i „bezradności” uczelni. Okazało się, że sprawa ta budzi poruszenie wśród wielu osób, będąc obecnie tajemnicą poliszynela. Zarówno nauczyciele akademiccy, jak i studenci Wydziału Orientalistyki mają świadomość, że habilitacja została wyłudzona na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Narusza to rzetelność naukową środowiska akademickiego.

Rok 2012 jednak pewnie będzie przełomem w tej sprawie. Po moim zainteresowaniu się problemową habilitacją władze Wydziału Orientalistyki w połowie grudnia 2011 złożyły wniosek do Przewodniczącego Centralnej Komisji o wznowienie przewodu habilitacyjnego dr. Marcinkowskiego. Sprawa już teraz pójdzie swoim torem, szczególnie że dowiedziały się o niej – choćby z tego artykułu – także władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ta najstarsza polska uczelnia jednak dba o swój prestiż instytucjonalny, wierzę więc, że zarzuty wobec habilitacji zostaną szybko i obiektywnie rozpatrzone w postępaniu wznowieniowym, zainicjonowanym z urzędu przez CK.

Autoplagiat dziekana WAT

Do Biura Centralnej Komisji w połowie listopada ub.r. wpłynęły dokumenty przewodu profesorskiego dr. hab. inż. Zdzisława Bogdanowicza, dziekana Wydziału Mechanicznego Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Jego macierzysta Rada Wydziału oraz czterech powołanych przez nią recenzentów pozytywnie ocenili książkę profesorską oraz dorobek po otrzymaniu habilitacji. Jednocześnie do CK dotarł anonim (którego kopię otrzymało Archiwum Nieuczciwości Naukowej), w którym poinformowano, że tzw. książka profesorska dziekana Laserowe kształtowanie warstwy powierzchniowej elementów maszyn zawiera ponad połowę tekstu jego habilitacji z 1999 r. Trwałość zmęczeniowa, przebieg pękania i zużycie laserowo hartowanych elementów maszyn. Po dokładnym sprawdzeniu i porównaniu obydwu tekstów monografii okazało się, że ogółem 1/3 książki profesorskiej to autoplagiat habilitacji Zdzisława Bogdanowicza. Co więcej, dalsze 1/3 to doktorat K. Grzelaka Właściwości użytkowe stali zaworowych napawanych proszkiem stellitowym (WAT, Warszawa 2009; promotor – Z. Bogdanowicz, który zresztą figuruje jako współautor). Jednak w spisie literatury brak powołania się na obie monografie.

Obecnie zarówno w Polsce, jak i w literaturze anglosaskiej przyjęto, że autoplagiat wcześniej wydrukowanego tekstu pracy naukowej jest naruszeniem dobrej praktyki naukowej i traktuje się go jako nierzetelność naukową. Chciałbym podkreślić, że powtórne posłużenie się przez kandydata na profesora już raz „wykorzystanym” tekstem naukowym w procesie awansu naukowego jest poważnym naruszeniem etycznym. Jeśli robi to dziekan, który z urzędu ma przestrzegać i pilnować rzetelności naukowej na wydziale prestiżowej państwowej uczelni politechnicznej, to moim zdaniem, kompromituje się.

Takie metody „pisania” książki profesorskiej powinny być bezlitośnie tępione decyzjami Centralnej Komisji, odmawiającymi nominacji profesorskiej. Nieetyczni naukowcy nie mogą otrzymywać profesury tytularnej. Nie omieszkam poinformować Czytelników, jak w sprawie poparcia wniosku Rady Wydziału Mechanicznego WAT dla profesury tytularnej Zdzisława Bogdanowicza zakończyło się głosowanie Sekcji oraz Prezydium CK.

Odebrano po 21 latach

W dniu 15 grudnia 2011 r. Rada Wydziału Teologicznego ChAT w Warszawie podjęła uchwałę o stwierdzeniu nieważności postępowania w sprawie nadania w roku 1990 Bernardowi Kozirogowi stopnia naukowego doktora. Rada Wydziału, realizując czynności wznowionego 29 listopada 2010 r. przez Centralną Komisję przewodu doktorskiego B. Koziroga, uchwałą z dnia 11 października 2011 r. nie przyjęła rozprawy doktorskiej Bernarda Koziroga pt. Ksiądz Michał Belina Czechowski (1818–1876) prekursor adwentyzmu w Europie. Życie, działalność, poglądy i nie dopuściła jej do publicznej obrony. Rada Wydziału stwierdziła, iż w pracy, o której mowa, jej autor przypisał sobie autorstwo istotnego fragmentu i innych elementów cudzych utworów i ustaleń naukowych. Wobec faktu, iż wskazana praca była podstawą nadania stopnia naukowego, Rada Wydziału stwierdza nieważność postępowania w sprawie nadania dnia 29 maja 1990 roku Bernardowi Kozirogowi stopnia naukowego doktora teologii. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

Przewodniczący Rady Wydziału Teologicznego ChAT,

Dziekan, dr hab. Tadeusz J. Zieliński, prof. ChAT”.

 

Ze swej strony dodam, że proces unieważnienia stopnia zaczął się w czerwcu 2010 r. od mojego wniosku złożonego do Centralnej Komisji, która poprosiła Radę Wydziału o opinię. Rada powołała komisję, która potwierdziła zarzuty i w październiku 2010 opinia trafiła z powrotem do CK, która z urzędu wznowiła 29 listopada 2010 przewód doktorski. Do marca 2011 RW powołała nowych recenzentów, a w październiku 2011 odmówiła dopuszczenia doktoranta do obrony. I na tym posiedzeniu powinna też jednocześnie unieważnić swoją poprzednią decyzję z maja 1990 o nadaniu stopnia. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Bernard Koziróg był do 17 grudnia 2011 rektorem Wyższej Szkoły Teologiczno-Humanistycznej w Podkowie Leśnej, niepublicznej uczelni Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, która słynie z 7 punktów konsultacyjnych w Polsce. W nich „systemem indywidualnym” już po roku studiów można dostać państwowy dyplom licencjata teologii adwentystycznej (m.in. ze specjalnością: dziennikarstwo, turystyka biblijna, promocja zdrowia). Dyplom ten upoważnia do przyjęcia na studia magisterskie wszystkich innych polskich uczelni, dlatego WSTH nie narzeka na brak studentów. Uczelnia jest poza wszelką kontrolą Państwowej Komisji Akredytacyjnej i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego , nadawanie dyplomów idzie więc „pełną parą”. Dopiero teraz Rada Kościoła odwołała rektora z funkcji, dziękując za ofiarną pracę. Oczywiście na stanowisku profesora pozostaje, będąc kierownikiem Międzyinstytutowego Zakładu Historii Kościoła i Krajów Biblijnych.

Dr hab. mgr B. Koziróg ma też zaszczyt pracować w Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach na stanowisku profesora uczelnianego. Przy okazji dyrekcja Archiwum Nieuczciwości Naukowej chciałaby się dowiedzieć od prof. Reginy Renz, rektor UJK, jak zakończyło się wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne rozpoczęte jesienią 2010 r. w sprawie prof. Bernarda Koziroga oraz czy unieważnienie doktoratu z powodu plagiatu wpłynie na jego działalność pedagogiczną.

Przepychanki sądowe

Pół roku temu poinformowałem (patrz: FA 06/2011 Fałszywy profesor , część: Informacje sądowe ), że 17 maja 2011 r. NSA uchylił wcześniejszy wyrok WSA w Warszawie z 20 sierpnia 2010 oddalający skargę prof. Mirosława Krajewskiego na decyzję Centralnej Komisji anulującą zatwierdzenie jego habilitacji z czerwca 1995 r. Sąd uznał, że CK nie rozstrzygnęła o istocie sprawy i zwrócił skargę do ponownego rozpatrzenia. Pokłosiem tego był kolejny wyrok WSA z 14 września 2011, gdzie stwierdzono, że zaskarżona decyzja CK nie podlega wykonaniu, gdyż zabrakło w niej orzeczenia co do istoty sprawy (art. 151 §1 pkt 2 KPA). Dokumentacja wróciła z powrotem do CK.

28 listopada 2011 Prezydium CK ponownie podjęło decyzję o uchyleniu swojej uchwały z 26 czerwca 1995, która zatwierdzała uchwałę RW Nauk Historycznych UMK w Toruniu z 13 lutego 1995 o nadaniu M. Krajewskiemu stopnia doktora habilitowanego. CK umorzyła też dalsze postępowanie w sprawie habilitacji ze względu na jego bezprzedmiotowość.

W uzasadnieniu stwierdzono, że po wydaniu postanowienia o wznowieniu przewodu habilitacyjnego z 28 kwietnia 2008 cała procedura wznowieniowa odbyła się na Wydziale Nauk Historycznych. To jego rada miała rozstrzygnąć kwestię uchylenia poprzedniej uchwały o nadaniu stopnia dr. hab. wraz z odmową nadania stopnia we wznowionym postępowaniu bądź utrzymania tej uchwały w mocy.

16 czerwca 2009 RW w głosowaniu tajnym poparła wniosek Komisji Habilitacyjnej, aby nie wszczynać przewodu M. Krajewskiemu. Jego monografia habilitacyjna nie jest samodzielna, narusza dobre obyczaje naukowe, zaś autor nie wykonał deklarowanych badań archiwalnych, gdyż archiwa te podczas II wojny zniszczono. Od tej uchwały RW prof. Krajewski nie odwołał się oraz jej nie zaskarżył i dlatego jest ona prawomocna .

CK obecnie oceniła materiał dowodowy i sprawdziła czy przepisy zostały prawidłowo zinterpretowane i czy zachowano wymogi, jakie przewidują ustawy. W sytuacji prawomocnej odmowy wszczęcia przewodu przez RW – w wyniku wznowienia postępowania – z obiegu prawnego powinna być usunięta uchwała CK o zatwierdzeniu poprzedniej uchwały tejże rady.

I tak też zrobiono. Oznacza to, że Mirosław Krajewski stracił habilitację. Decyzja CK jest nieprawomocna i znów pewnie przejdzie przez dwie instancje sądowo-administracyjne. Wierzę, że z lepszym rezultatem. O postępach będę informował.

Marekwro@gmail.com

 

Uczelnie mogą mieć regulamin ochrony własności intelektualnej, ale nie muszą

Uczelnie nie zadbają o prawa autorskie żaków

Rzeczpospolita, Jolanta Ojczyk 05-08-2011

Od 1 października w każdej uczelni powinien obowiązywać uchwalony przez senat regulamin zarządzania prawami autorskimi. Obecnie uczelnie mogą mieć regulamin ochrony własności intelektualnej, ale nie muszą. Niektóre, np. Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski czy Politechnika Wrocławska, przyjęły je mimo braku ustawowego obowiązku. Wiele szkół jednak opracowało je lub pracuje nad ich wprowadzeniem dopiero wskutek ostatniej zmiany ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym.

….

Kto ma prawo do prac studenta

– Autorskie prawa majątkowe do pracy licencjackiej i magisterskiej, w tym np. programu komputerowego, przysługują ich twórcy. Przekazanie ich innym osobom musi określać umowa.

– Zadaniem promotora jest sugerowanie tematu prac i sposobu jego ujęcia, wskazanie odpowiedniej metodologii, sprawowanie nadzoru nad realizacją przyjętych założeń, co nie daje podstaw do bycia współautorem. Promotor może wykorzystać fragmenty pracy, jeśli wskaże autora.

– Uczelnia ma jedynie pierwszeństwo opublikowania pracy dyplomowej studenta w ciągu sześciu miesięcy od jej obrony, jeżeli autor wyrazi na to zgodę. Po upływie tego terminu student może samodzielnie opublikować pracę.

Czy w naukach paleontologicznych inne są zwyczaje etyczne ?

Spór o tetrapoda. Kto pierwszy zobaczył tropy?

Gazeta Wyborcza Kielce,Janusz Kędracki 2011-02-21

Spór wokół tropów pierwszych tetrapodów. Kielecki geolog uważa, że to jemu przysługuje miano odkrywcy. Autorzy artykułu w „Nature”, którzy przed rokiem podkreślali jego udział, twierdzą teraz, że nie odegrał praktycznie żadnej roli.

Przypomnijmy, że artykuł o odkryciu tropów tetrapodów sprzed około 395 mln lat w kamieniołomie w Zachełmiu koło Zagnańska, ukazał się w styczniu 2010 roku w prestiżowym piśmie „Nature”. Stał się sensacją naukową. Przesuwał bowiem pojawienie się pierwszych kręgowców na lądzie o 18 mln lat wcześniej niż sądzono. I zmieniał środowisko, z którego wyszły – z wód słodkowodnych na morze. 

Główni autorzy publikacji, Grzegorz Niedźwiedzki i Piotr Szrek, absolwenci kieleckiego technikum geologicznego kontynuujący teraz karierę naukową w Warszawie, w publicznych wystąpieniach podkreślali udział w odkryciu dr. Zbigniewa Złonkiewicza, ówczesnego wicedyrektora Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego. Deklarowali nawet, że tropy tych pierwszych czworonogów zostaną nazwane od jego nazwiska.

Minął rok i tak się nie stało….

Gazeta Wyborcza Kielce, pisze w liście do redakcji prof. dr hab. Józef K. Mościcki kierownik Zakładu Fizyki Materiałów Organicznych UJ, wykładowca Cornell University Ithaca (USA) 2011-02-23

Sprawa jest niesmaczna, bo wygląda na to, że to Niedźwiedzki i Szrek postąpili głęboko nieetycznie…Złonkiewicz zrobił zdjęcie? Zrobił. Wysłał to zdjęcie? Wysłał. Jako żart? OK, ale nawet jeśli to było zrobione jako żart, to był to żart z solidnym podtekstem naukowym…

………..Nawet gdyby takie zdjęcie zrobiła babcia na wycieczce z wnukiem i to zdjęcie byłoby podstawą zajęcia się tym przez Niedźwiedzkiego i Szreka, to babcia miałaby w tym niezbywalny udział (vide: Biskupin). Tylko tyle i aż tyle. Złonkiewicz jest współautorem tego odkrycia, bo zwrócił na nie uwagę – forma zwrócenia uwagi jest kompletnie nieistotna. Grzegorz Niedźwiedzki i Piotr Szrek są współautorami odkrycia, bo wytłumaczyli pochodzenie odcisków. Nie ma innej możliwości. Sprawa jest niesmaczna, bo wygląda na to, że to Niedźwiedzki i Szrek postąpili głęboko nieetycznie.

PS Gdy chemik lub fizyk X obserwuje jakieś dziwne zjawisko, którego nie potrafi wytłumaczyć, a teoretyk Y je tłumaczy, to nie wyobrażam sobie, aby Y opublikował swoją pracę bez co najmniej wspomnienia (cytowania) o doświadczalnej pracy X. I szedł w zaparte, że praca (udział) X była zupełnie nieistotna. Widocznie w naukach paleontologicznych inne są zwyczaje etyczne.

Kto pierwszy trop zobaczył. Ciąg dalszy sporu o tetrapoda

Gazeta Wyborcza Kielce, Janusz Kędracki 2011-02-25

Odkrywcą jest ten, kto nie tylko dostrzegł, ale opublikował i dowiódł (wiarygodnie zinterpretował) zjawisko naturalne – twierdzi zastępca dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie. I odmawia tego miana geologowi z Kielc, który się o to upomniał.

O sporze, jaki powstał wokół odkrycia w kamieniołomie w Zachełmiu tropów pierwszych czworonogów, które około 395 mln lat temu wyszły z morza, napisaliśmy w „Gazecie” we wtorek. Przypomnijmy, że o docenienie jego roli w tym wydarzeniu upomniał się dr Zbigniew Złonkiewicz, były wicedyrektor Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego. Na łamach „Przeglądu Geologicznego” napisał, że to on 1 września 2004 roku zobaczył te ślady, uznał, że mogły należeć tylko do zwierzęcia, sfotografował je i wysłał do konsultacji specjalizującemu się w poszukiwaniu tropów dinozaurów doc. dr hab. Grzegorzowi Pieńkowskiemu z PIG w Warszawie. W odpowiedzi Grzegorz Niedźwiedzki i Piotr Szrek, współautorzy artykułu w prestiżowym piśmie „Nature” zarzucili Złonkiewiczowi, że nie odegrał przy tym odkryciu praktycznie żadnej roli, bo jemu te tropy pokazali inni pracownicy Oddziału Świętokrzyskiego PIG….
…W czwartek na stronie internetowej Oddziału Świętokrzyskiego PIG ukazało się „stanowisko dyrekcji PIG-PIB [Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy] w sprawie odkrycia śladów pierwszych czworonogów w Zachełmiu i późniejszych kontrowersji dotyczących autorów odkrycia”…..
…Pod tym stanowiskiem podpisał się dr hab. Grzegorz Pieńkowski, profesor nadzwyczajny, zastępca dyrektora ds. naukowych i sekretarz naukowy PIG-PIB. 

O ustosunkowanie się do tego chcieliśmy poprosić dr. Złonkiewicza. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ jako pracownik PIG musi mieć zgodę przełożonych na kontakty z mediami.

Stanowisko dyrekcji PIG-PIB w sprawie odkrycia śladów  pierwszych czworonogów w Zachełmiu
i późniejszych kontrowersji dotyczących autorów odkrycia

strona PIG – Oddział Świętokrzyski

Zgodnie z przyjętymi w nauce obyczajami, właściwe łamy do dyskusji na tematy odkryć, własności intelektualnej i faktów naukowych to łamy czasopisma, w którym została opublikowana dana praca – w tym przypadku jest to „Nature”. Redakcja „Nature” otrzymała list w sprawie odkrycia w Zachełmiu od aspirującego do roli odkrywcy dr. inż. Zbigniewa Złonkiewicza, ale mimo szczególnego wyczulenia na najmniejsze wątpliwości dotyczące kwestii etycznych, po zbadaniu sprawy, odmówiła publikacji tego listu. W drodze wyjątku, branżowy miesięcznik „Przegląd Geologiczny” zamieścił w ostatnim  wydaniu polemikę dr. inż. Złonkiewicza z autorami odkrycia i współautorami pracy w „Nature”. Stwierdzamy, że fakty przedstawione przez mgr. Grzegorza Niedźwiedzkiego i dr. Piotra Szreka i potwierdzone przez kilku innych naukowców (w tym pracowników Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego) w pełni odpowiadają prawdzie i odsyłamy zainteresowanych do ich tekstu.

Dajmy głos tetrapodom

pisze Janusz Kędracki, dziennikarz „Gazety Wyborczej” 2011-02-25,

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, po czyjej stronie jest racja w sprawie odkrycia tropów tetrapodów z Zachełmia, bo w tym sporze mamy do czynienia ze słowem przeciw słowu. Gołym okiem widać jedynie, że siły spierających się nie są równe…

………….A stanowisko głównej dyrekcji Państwowego Instytutu Geologicznego w sprawie odkrycia śladów pierwszych czworonogów jest jednoznaczne. Odkrywcami są Niedźwiedzki ze Szrekiem oraz inni naukowcy, którzy je udokumentowali, zinterpretowali i opublikowali w prestiżowym magazynie „Nature”. Wyrażający je dr hab. Grzegorz Pieńkowski, któremu Złonkiewicz przed ponad sześciu laty wysłał zdjęcie tropów, jego roli już nie dostrzega. I autorytatywnie stwierdza, że tylko fakty przedstawione przez Niedźwiedzkiego i Szreka „w pełni odpowiadają prawdzie”. Apeluje też do mediów, aby „zachowywały ostrożność wobec prywatnych relacji, których zgodność z faktami pozostawia często wiele do życzenia”. Mało tego, Pieńkowski poucza, że „zgodnie z przyjętymi w nauce obyczajami właściwe łamy do dyskusji na temat odkryć, własności intelektualnej i faktów naukowych to łamy czasopisma, w którym została opublikowana dana praca – w tym przypadku jest to »Nature «”.

Jaka to jednak może być dyskusja, skoro magazyn „Nature” odmówił Złonkiewiczowi zaprezentowania jego stanowiska? Opublikowane zostało w „Przeglądzie Geologicznym”, ale wraz z zarzutami Niedźwiedzkiego i Szreka, że konfabuluje i postępuje nieetycznie. Kielecki geolog już do nich nie może się odnieść, bo redakcja „PG” oświadczyła, że nie będzie kontynuować dyskusji. Ma więc Złonkiewicz takie możliwości dyskutowania jak – nie przymierzając – te tetrapody sprzed prawie 400 mln lat…