Uczelnia, czy farsa

„Ta uczelnia to zwykłe oszustwo”. Zostanie zamknięta?

kontakt24.tvn.pl, 28.02.2012

„Farsa” i „oszustwo” – takimi słowami studenci Wyższej Szkoły Organizacji Turystyki i Hotelarstwa w Warszawie podsumowują swoją byłą uczelnię. Placówka w listopadzie została bez rektora, senatu i wykładowców, za to z dużymi problemami finansowymi i nieuchwytną właścicielką. Żeby nie stracić roku, studenci postanowili więc zabrać swoje papiery i przenieść się na inne uczelnie. Tu znów zaczęły się schody. Wydanie im dokumentów uczelnia uzależniła od wpłaty czesnego za zajęcia, które…nigdy się nie odbyły…..

…O komentarz poprosiliśmy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jak się dowiedzieliśmy, zgodnie z prawem uczelnia ma obowiązek wydać na wniosek studenta wszelkie oryginały i odpisy dokumentów. „Wydanie ich nie może być uzależnione od zaspokojenia roszczeń uczelni z tytułu czesnego” – poinformował Bartosz Loba, rzecznik resortu.

Co dalej z WSOTiH?

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w listopadzie rozpoczęło kontrolę uczelni w trybie nadzwyczajnym. Jak poinformował Bartosz Loba, został już sporządzony protokół z kontroli, który trafił do WSOTiH 16 lutego. Teraz uczelnia zgodnie z przepisami ma 30 dni na zgłoszenie ewentualnych zastrzeżeń do jego treści lub podpisanie go i odesłanie do MNiSW.

„Biorąc pod uwagę oczekiwanie na dostarczenie poczty spodziewamy się zwrotu protokołu najpóźniej w okolicach 23 marca” – poinformował Bartosz Loba. „Protokół został również przekazany do zaopiniowania przez właściwe dla tej sprawy departamenty ministerstwa. Dopiero po zakończeniu procedury kontrolnej będzie można podawać do wiadomości publicznej informacje o jej wynikach” – dodał. Już dziś jednak na pytanie o dalsze losy uczelni jej rektor odpowiada krótko: „Zostanie zamknięta”.

Wywiad z b. rektorem Ryszardem Andrzejakiem

Co tam Panie w Polityce? – prof. Ryszard Andrzejak

Skomplikowane prawo może zabić naukę

Protest rektorów. Skomplikowane prawo może zabić naukę

Paweł P. Reszka, Gazeta Wyborcza – Lublin,23.02.2012

Prawo o zamówieniach publicznych opóźnia rozwój polskiej nauki? Tak uważają rektorzy uniwersytetów z całego kraju

…..Rektorzy piszą: „W pracy badawczej, wcześniejsze przewidywanie zarówno ilości jak i rodzaju niezbędnych do badań materiałów i usług jest niemożliwe. Zarówno kolejne zakupy jak i usługi zależą przecież od wyników poprzedniego etapu badań np. pojedynczego eksperymentu i/lub analizy”.

– Jeżeli nauka ma mieć sens – rezultatów nie da się określić na początku. Jeżeli wiadomo, jaki skutek się osiągnie i co jest potrzebne – wówczas to już nie jest nauka – podkreśla rektor Musioł i dodaje: – Oczekujemy tego, by nauka była traktowana z pewną logiką przynależną nauce. Ponadto chcemy, by pieniądze niepochodzące z dotacji budżetowej, takie, które uczelnia sama zarabia, mogły być wydawane z pominięciem ustawy o zamówieniach publicznych – tak jak to się dzieje w przypadku uczelni prywatnych.

Co na to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego?

– Zapoznamy się z uchwałą rektorów – zapowiada Bartosz Loba, rzecznik resortu. – Natomiast docierają do nas też sygnały, że nie wszyscy profesorowie korzystają z szerokiego wachlarza możliwości związanych z zamówieniami publicznymi. Wiemy, że niektórzy z naukowców nieco zachowawczo wybierają najbardziej skomplikowane i zaawansowane procedury w sytuacji gdy istnieją inne, szybsze możliwości finalizacji zakupu.

Jako naukowcy stoimy na krawędzi oszustwa

Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe sytuacje

Paweł P. Reszka – Gazeta Wyborcza Lublin, 25.02.2012

Absurdów związanych z zamówieniami publicznym ciąg dalszy. Naukowcy przygotowując się do konserwacji słynnego skarbu odkrytego w Czermnie bali się skorzystać z publicznych pieniędzy. Bo skarb mógł zostać zniszczony..

.Rektorzy uniwersytetów z całego kraju apelują o zmiany w prawie, które pozwoliłby wydawać pieniądze na naukę z pominięciem przepisów ustawy o zamówieniach publicznych. Chodzi zamówienia aparatury naukowej, materiałów laboratoryjnych, usługi badawcze, opracowanie i wydawanie publikacji naukowych. Rektorzy argumentują, że długotrwałe procedury przetargowe opóźniają badania. W przyjętej przed kilkoma dniami przez Konferencję Rektorów Uniwersytetów Polskich uchwale (informowaliśmy o niej we wczorajszej „Gazecie”) rektorzy piszą wprost: biurokracja powoduje, że wyniki mogą nie być już ani pionierskie ani innowacyjne,

– Bardzo dobrze, że w końcu powiedziano o tym głośno – komentuje prof. Andrzej Kokowski, szef Instytutu Archeologii UMCS. – Rozpasana biurokracja sięga wszędzie i niszczy wszystko. Jako naukowcy stoimy na krawędzi oszustwa. Dbając o rzetelność badań, musimy omijać kretyńskie przepisy
.

„Tumiwisizmu” naukowego nie można tolerować

Uszczerbek na reputacji


Marek Wroński
 – Forum Akademickie,2/2012

„Tumiwisizmu” naukowego nie można tolerować, bowiem prowadzi to do rozprzestrzeniania się atmosfery „pobłażliwości dla kanciarzy”. Zły przykład szybko znajduje naśladowców.

Późną jesienią ub.r. wspomniałem o plagiacie w pracy doktorskiej prof. Cornelii Evy Scott. (patrz: Odebrany doktorat , FA 11/2011; śródtytuł: Sprawa krakowskiego doktoratu ). Zarzuty wysunięto publicznie na stronie VroniPlag-Wiki – niemieckiej platformy internetowej, gdzie anonimowo można wykazać plagiat doktoratu lub habilitacji znanych i wpływowych ludzi, w tym polityków z pierwszych stron gazet. Witryna internetowa prowadzona jest z dużą odpowiedzialnością i każdy zarzut jest od razu dokumentowany skanem ze źródła. Można więc samemu zobaczyć i porównać zapożyczenia. Nie spotyka się bezpodstawnych oskarżeń.

Dysertacja doktorska Cornelii E. Scott The influence of national culture on stock option programmes as motivators. The case of managers in Germany została obroniona 3 grudnia 2007 r. na Wydziale Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Ówczesna doktorantka jest dzisiaj profesorem wyższej szkoły zawodowej w saksońskim Bernburgu oraz przewodniczącą Niemieckiego Związku Kierowników w Administracji i Ekonomii….W lipcu 2011 na Forum Internetowym de.vroniplag.wikia.com pojawiły się udokumentowane zarzuty, że obszerne fragmenty doktoratu zostały przepisane z innych prac bez zastosowania cudzysłowów. Razem ok. 20 proc. dysertacji jest „skażone” nierzetelnym cytowaniem lub brakiem takowego. …………

Uwagi i refleksje

Zarzut plagiatu w przewodzie czy doktorskim czy też habilitacyjnym jest nie tylko „psychiczną traumą” dla Rady Wydziału i całej uczelni, ale dużym problemem administracyjnym dla władz dziekańskich i uczelnianych. Sprawy takie są rzadkie, zatem mało kto wie, jak wygląda prawidłowa procedura, a nawet jak wie, to czasami „grupa nacisku” w radzie wydziału „kręci i skrzywia” procedurę, aby „pechowiec”, którego złapano na plagiacie doktoratu czy też habilitacji, mógł latami się odwoływać. Chodzi wtedy z reguły o uchronienie przed wstydem i milczącym potępieniem środowiska tzw. wybitnych osób, które były promotorami lub recenzentami takiej nierzetelnej pracy.

Korzystając z tego, że władze rektorskie Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, rektor Roman Niestrój oraz prorektor ds. nauki Andrzej Malawski, rzetelnie i bardzo poważnie podeszły do sprawy, dbając o transparencję procedowania, zaś niżej podpisany był na bieżąco informowany o kolejnych krokach i rezultatach, chciałbym „na gorąco” przekazać moje uwagi.

W jasnej i dokładnej ekspertyzie prof. Mikułowskiego-Pomorskiego zabrakło jednego elementu: plagiat w naszym kraju (jak również w Niemczech), po zmianie ustawy o prawach autorskich i pokrewnych we wrześniu 2006 roku, jest przestępstwem ściganym z oskarżenia publicznego, które przedawnia się w ciągu 5 lat od chwili jego popełnienia. Datą początkową jest moment złożenia gotowej pracy w dziekanacie wydziału. Ponieważ publiczna obrona miała miejsce w grudniu 2007 roku, to zapewne maszynopisy dysertacji zostały złożone w połowie tegoż roku. Rektor ma przymus prawny powiadomienia prokuratury o podejrzeniu przestępstwa plagiatu. I powinien to zrobić niezwłocznie.

Odnośnie zastosowanej procedury uczelnianej mam wrażenie, że powołanie Międzywydziałowej Komisji było daremne i trwoniło cenny czas w okresie, gdy uczelnia była pod krytycznym okiem niemieckiej społeczności naukowej. Takie komisje mają sens tylko wtedy, gdy dziekan (rada wydziału) nie chce załatwić sprawy zgodnie z zasadami rzetelności naukowej. Już 26 września Rada Wydziału, która odpowiada za nadawane stopnie, powinna powołać 2-3-osobową Komisję Wydziałową, która w ciągu miesiąca potwierdziłaby jasno sprecyzowane zarzuty z VroniPlag-Wiki. Wystarczą one do wniosku złożonego do CK o wznowienie przewodu doktorskiego. I dopiero powołani nowi recenzenci, specjaliści od tematu, mogą poszukać jeszcze innych zapożyczeń, jak to częściowo odkrył ekspert. Pozostaje również problem sprawdzenia surowych danych i jakości wykonanych badań, bowiem często biorą się one „z sufitu” lub pochodzą z prac innych osób. Również dziekan wydziału, jako organ jednoosobowy (nie mówiąc o rektorze/prorektorze uczelni), nie czekając na „zbiorową mądrość rady wydziału”, własną decyzją ma prawo powołać eksperta-opiniodawcę, weryfikującego zarzuty, które w tym wypadku były jednoznaczne.

Rozczarowany jestem postawą promotora, prof. Anny Karwińskiej, która po otrzymaniu we wrześniu 2011 informacji o plagiacie nie widziała potrzeby sprawdzenia pracy doktorskiej pod kątem prawidłowego cytowania. Jak już kilkakrotnie pisałem, promotor i recenzenci bywają oszukiwani przez nieuczciwych doktorantów lub habilitantów. Jednak promotor (a także recenzent) nie może czekać „z założonymi rękoma”, gdy dochodzą do niego wieści o plagiacie w pracy, którą nadzorował lub recenzował. Brak jakichkolwiek działań, moim zdaniem, rzuca złe światło na rzetelność i etykę promotora/recenzenta. Pokazuje „tumiwisizm” naukowy, którego nie można tolerować, bowiem prowadzi to do rozprzestrzeniania się atmosfery „pobłażliwości dla kanciarzy”. Zły przykład szybko znajduje naśladowców.

Po splagiatowany doktorat nie sięgnął też recenzent, prof. Aleksy Pocztowski, który w owym czasie był dziekanem wydziału. Kolejnym „ojcem chrzestnym” pracy jest prof. Janusz Teczke – w owym czasie prorektor ds. nauki i współpracy międzynarodowej. To jemu we wstępie do wydrukowanej w Niemczech pracy doktorskiej doktorantka szczególnie gorąco dziękowała, jako promotorowi, „który nie tylko dał mi wartościowe wsparcie akademickie, ale i osobiste rady, które bardzo mnie wspierały”.

Trudno mi zatem zgodzić się z trzecim wnioskiem prof. Mikułowskiego-Pomorskiego, iż „Nie można wskazać osób czy osoby, które w wyniku nagannej praktyki Pani Scott poniosły uszczerbek na ich naukowej reputacji”. Moim zdaniem, uszczerbek na reputacji ponieśli prof.prof. Anna Karwińska, Janusz Teczke oraz Aleksy Pocztowski, którzy w 2007 roku, będąc na stanowiskach organów uczelnianych, miały formalny lub nieformalny wpływ na przebieg przewodu doktorskiego p. Cornelii Scott.

Przy okazji chciałbym poprosić władze uczelni, żeby wszystkie obronione na uczelni doktoraty zostały wpisane do bazy „Nauka Polska” (dział „Ludzie Nauki”), prowadzonej przez OPI w Warszawie. Wiem, że takich „niemieckich” doktoratów było kilkanaście i podobnie jak w przypadku p. C.E. Scott – nie ma po nich śladu w bazie „Nauka Polska”. Co więcej, istnieją one w postaci cyfrowej i powinny być łatwo dostępne, dla tych, którzy chcą się zapoznać z tekstem.

Zapewne rektor Niestrój szybko poinformuje o potwierdzonych zapożyczeniach w doktoracie Cornelii Scott jej macierzystą uczelnię, przesyłając przetłumaczoną na niemiecki ekspertyzę prof. Mikułowskiego-Pomorskiego.

Informacja o ustaleniach w Krakowie już w trzy dni po uchwale RW została opublikowana w niemieckiej prasie……

Niepochlebnie o procesie recenzowania wniosków grantowych w Polsce

Recenzje potrzebują naprawy


Anna Knapińska
 – Forum Akademickie, 2/2012

Ponad 90 proc. naukowców przebadanych przez Ośrodek Przetwarzania Informacji wypowiedziało się niepochlebnie o procesie recenzowania wniosków grantowych w Polsce. Największe wątpliwości ankietowanych budził sposób wyboru recenzentów oraz stosowane przez nich kryteria oceny…..Obiektywne recenzje wydają się warunkiem sine qua non nowoczesnego, opartego na jasnych zasadach i wspierającego konkurencyjność systemu organizacji badań naukowych. Celem badania ankietowego OPI było zebranie opinii o procesie recenzowania wniosków grantowych w Polsce.

Dyskredytacja niewygodnych badań i naukowców

Raporty czy spekulacje?

Gość Niedzielny, 19.02.2012. prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim.  

….Rosyjski raport MAK, a także polski komisji Millera twierdzi, że zderzenie z brzozą byto przyczyną urwania skrzydła i odwrócenia się kadłuba samolotu na plecy. Opierając się na tych samych danych Pan stawia tezę, że to niemożliwe. Skąd te rozbieżności?  


– Twierdzenia MAK i komisji Millera to teoria, czysta spekulacja zrobiona bez jakichkolwiek badań. Nawet długość urwanego fragmentu skrzydła nie jest w tych raportach spójna, w jednym ma ono cztery i pół metra, a w innym pięć i pół. Średnica drzewa jest podawana między 30 a 40 centymetrów, tak jakby nie można było go po prostu dokładnie zmierzyć. Nie zrobiono analiz mikroskopowych czy chemicznych wraku. Nawet katastrofy samochodowej nie bada się w ten sposób, a co dopiero samolotową. Jeśli strona rosyjska czy polska nie jest w stanie przeprowadzić prawidłowo badań, to powinny zwrócić się o pomoc do ekspertów międzynarodowych, aby poznać prawdę, a nie przekonywać ludzi, aby przyjęli jakąś teorię na wiarę. Tymczasem gdy ja przedstawiam swoje analizy, energia wielu ludzi koncentruje się na tym, aby zdyskredytować moją pozycję naukową czy metody. Do moich przełożonych na uniwersytecie i do NASA wysyłane są na mnie donosy, próbuje się zamknąć mi usta. Trzeba powołać apolityczną komisję, składającą się z naukowców, działającą transparentnie, która będzie miała autorytet i wiarygodność.

Wyniki swoich analiz ogłosił Pan w internecie, zapraszając naukowców do odniesienia się do nich. Czy były jakieś reakcje?

– Niestety nie. Proponowałem też, aby naukowcy zajmujący się tą katastrofą spotkali się przy wspólnym stole i porozmawiali, ale nikt się nie zgłosił. W kwietniu organizuję w Pasadenie konferencję naukową. Poprosiłem naukowców, aby na nią przybyli, albo przynajmniej przysłali streszczenie swoich analiz dotyczących smoleńskiej katastrofy, ale nikt nic nie nadesłał. Może w Polsce jest jakiś zakaz zajmowania się tym problemem? Nie wiem, czemu rząd i większość mediów są tak niechętne dążeniu do odkrycia prawdy. Na świecie po takich katastrofach trwa otwarta debata naukowa na temat ich przy­czyn, tymczasem sytuacja w Polsce przypomina mi „demokrację” w Iranie lub Syrii.

Niektórzy twierdzą, że to właśnie analizy Pana Profesora mają podłoże polityczne, bo służą potwierdzeniu tezy o zamachu jako przyczynie katastrofy. Jest Pan też przedstawiany jako ekspert parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy, który powołała partia opozycyjna – Prawo i Sprawiedliwość.

– Dlatego apeluję o stworzenie międzynarodowej komisji, w której badania przeprowadzą naukowcy będący poza podejrzeniami o polityczną stronniczość, czy chęć ukrycia niewygodnych dla kogoś faktów. Ja kocham Polskę i dlatego wraz ze swoimi doktorantami przez kilka miesięcy robiłem badania dotyczące katastrofy, a nie z powodu tego, że ktoś mi zapłacił czy coś nakazał.

W Polsce podważane są kompetencje Pana Profesora do wypowiadania się na temat katastrof lotniczych. Czy badał Pan wcześniej tego typu zdarzenia?

– Osoby formułujące takie opinię próbują mnie zdyskredytować. Ja nigdy nie twierdziłem, że sam mogę przeanalizować jakąkolwiek katastrofę samolotową, odkryć jej przyczyny. ……..