Przyjrzyjmy się kuchni, w której warzone są tytuły

Robert Kościelny

Prof. Malcowi oraz prof. Rypniewskiemu

ekspertom prof. Glińskiego, żeby później nie mówili,

że nie wiedzieli.

Prolog

Tekstem tym nie były zainteresowane następujące gazety: “Gazeta Polska”, „Gazeta Polska Codzienna”, „Rzeczpospolita”, Tygodnik “Solidarność”, „Uważam Rze” (z okresu, gdy pisali do niego wszyscy „autorzy niepokorni”). Portale „Fronda” oraz „wpolityce”. Prawie udało się wzbudzić ciekawość w „Gazecie Obywatelskiej”, przypominającej w winiecie, że „tylko prawda jest ciekawa”. Prawie.

W tygodniku „Do Rzeczy” nie próbowałem, zakładając, sądzę że prawidłowo, iż skończy się tak jak we wcześniejszych przypadkach, kiedy to po miesiącu lub dwu (a bywało, że i po pół roku: tak, tekst ma swoje lata!) otrzymywałem odpowiedź, że owszem ciekawe, ale nieciekawe (tzn. nieciekawe dla naszego czytelnika), ważne, choć z drugiej strony – nieważne, słuszne, ale jakby niesłuszne. W związku z tym oczywiście jesteśmy zainteresowania, choć nie jesteśmy, opublikujemy, ale nie opublikujemy. Chociaż zdarzało się, że w odpowiedzi słyszałem tylko dostojne milczenie.

Gdyby III RP była normalnym krajem…

Prof. Henryk Domański lubi podkreślać, że według badań, największym prestiżem wśród Polaków cieszy się zawód profesora uniwersytetu. Przyjrzyjmy się kuchni, w której warzone są tytuły pozwalające ich posiadaczom zająć tak honorowe miejsca pracy.

Przewodniczący CK prof. Tadeusz Kaczorek w wywiadzie zamieszczonym w Sprawach Nauki (8/9 2007) mówił: „niestety, w naszych polskich warunkach – i jest to znane zjawisko – istnieją tendencje wpływania na opinie recenzentów. I gdyby to jeszcze było w kierunku pozytywnym dla kandydata, to można byłoby uznać to za gest pozytywny. Ale jeżeli są telefony, żeby recenzent znalazł haka i napisał negatywną recenzję – to jest to niedopuszczalne, zjawisko wysoce niemoralne”.

Przewodniczący Kaczorek wskazał wyraźnie na aspekt przestępczy (jeżeli nie w kodeksowym, to potocznym tego słowa znaczeniu) w działalności recenzentów wyznaczanych przez CK jak i osób trzecich, stwierdzając z dezynwolturą, iż „jest to znane zjawisko”. Również jemu.

Dlaczego zatem jako urzędnik państwowy, wiedząc o „zjawiskach wysoce niemoralnych” w podległej i dobrze znanej sobie instytucji (prof. Kaczorek zanim został szefem CK, był jej wiceprzewodniczącym 2003-2006, a wcześniej – od 1991 członkiem ), nie reagował.

Czy to nie jest również „naganne, wysoce niemoralne”, czy nie jest to bardzo poważne zaniechanie obowiązków służbowych? Co zrobił, aby uciąć proceder, były już, szef CK Janusz. Tazbir (1997-2003), członek Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów; Sekcja I – Nauk Humanistycznych i Społecznych – chyba od urodzenia?

Istnieją tendencje” – pisze Tadeusz Kaczorek.

Nie! Istnieją ludzie, którzy łamiąc zasady przyzwoitości i prawo naciskają na recenzentów i członków CK, aby stało się zadość ich zbójeckim kaprysom; widocznie skutecznie skoro pojawił się proceder („tendencje”).

I istnieją ludzie, którzy im ulegają, właśnie ci recenzenci merytorycznej Komisji. I, powtórzmy, są ludzie, którzy o tym wiedzą i powinni, w ramach obowiązków służbowych, interweniować. Ale nie interweniują. Przecież wszyscy oni łamią prawo! Kpią z zasad, gwałcą przyzwoitość. I co? I nic!

Gdzie są obrońcy „państwa prawa”, z którego mamy obowiązek być dumni, jako że jest ono ogromnym historycznym zwycięstwem rozsądku i odpowiedzialności przedstawicieli obu stron historycznego podziału, zasiadających swego czasu przy okrągłym stole?

W normalnym kraju, wolna prasa, a więc działająca w interesie społecznym, a nie sitw (takich, czy owakich), nazwałaby te „tendencje” dowodem na to, że cały mechanizm jest przeżarty korupcją, a więc, niejako z mocy prawa i interesu społecznego, do wymiany. Natomiast szefów tego interesu nazwałaby capo di tutti capi, domagając się ich natychmiastowego odejścia, w niesławie, z życia naukowego. Tym bardziej, że wielu z nich przekroczyło wiek emerytalny.

Domagałaby się pociągnięcia do odpowiedzialności zarówno naciskających jak i ulegającym naciskom. Dziennikarze domagaliby się wkroczenia do gniazda występku prokuratury i naprawienia krzywd poszkodowanym. W interesie społecznym – żeby fałszywe tytuły nie wprowadzały w błąd społeczeństwa, płacącego podatki na utrzymanie instytucji naukowych.

Podobnie jak zrozumiałe zainteresowanie prasy wzbudziłaby opinia Janusza Tazbira, który w rozmowie przeprowadzonej w GW ”System łatwo popsuć, a naprawia się latami” (marzec 2009) przyznał, że wprawdzie w celu nadania stopnia doktora habilitowanego zbiera się cała odpowiednia Sekcja CK (ok. 30 osób), to i tak wszystko zależy od recenzentów : „Pani wierzy, że członkowie Centralnej Komisji będą mieli czas, aby czytać każdą pracę?”. Pytał retorycznie Janusz Tazbir i odpowiadał: „Nie będą w stanie […]. Musieliby też za każdym razem zapoznawać się z całym dorobkiem kandydata, na to potrzeba co najmniej pół roku”. Stąd konkluzja Tazbira, mówiąca, że „tylko recenzenci […] będą znali kandydata, jego dorobek i pracę”.

Aby pokazać, co rzeczywiście zostało powiedziane w tej chwili niekontrolowanej szczerości, przypomnijmy, że oficjalnie recenzenci są tylko opiniodawcami, a decyzja podjęta zostaje przez grono profesorskie z odpowiedniej Sekcji CK „po dyskusji”. Jakiej dyskusji, skoro „dyskutanci” nie znają przedmiotu sporu? Pan Tazbir obnażył, rzeczywisty mechanizm nadawania stopni i tytułów.

Kariera naukowa w polskim systemie akademickim zależy od trzech, czterech osób, które mogą napisać co tam sobie chcą, bo jest to tylko opinia. Stąd nawet ewidentnych recenzji śmieciowych nie można zaskarżyć przed sądem, jako np. poświadczenia nieprawdy.

Tak więc kilku mężczyzn o mentalności bęcwała, choć z tytułem, może zdecydować o być, albo nie być habilitanta. Czy to ciekawa informacja dla prasy, w kraju, który tragicznie dołuje we wszelkich rankingach szkół wyższych na świecie? Jak już wspomniałem w prologu – ależ skądże!

To nie jest państwo dla ludzi (bez dojść).

U nas się pyta o to czy coś zmienić w systemie akademickim, właśnie tych, którzy wszystko zawdzięczają panującemu w nauce status quo! Którzy mieszkają w domach z trupami pod podłogą: wiedzą ile krzywd zadała ludziom merytokracja.

Odpowiedzialni za taką sytuację nie są ekskludowani z dobrego towarzystwa, wprost przeciwnie: bywają na salonach. Jeden z mandarynów nauki, oznajmił, drwiąc z pokrzywdzonych, że CK najczęściej krytykują ci, którym nie udało się przejść przez sito selekcji. Merytorycznej selekcji, rzecz jasna. Przypominają się czasy Peerelu, wtedy też na czele protestów mieli stawać ludzie zwichrowani, mający kłopoty z prawem, niedostosowani społecznie, przegrani.

W normalnym kraju enuncjacje szefa CK wywołałyby burzę, a może wściekłość, wśród akademików. Wszak pan Kaczorek raczył zasugerować, że wielu spośród nich swe godności zawdzięcza słuchawce telefonicznej – skoro można utrącić aspiracje naukowe telefonem, można też je zaspokoić. W normalnym państwie… Ale to państwo normalne nie jest. Rafał Ziemkiewicz pisał, że życie w Polsce to pływanie w kisielu. Raczej w smole, a w przypadkach skrajnych: w fekaliach.

Mija piąty rok, gdy rewelacje prof. Kaczorka ujrzały światło dzienne. I co? Nic: cisza. Cisza nad tym grobem pobielałym.

Mimo omerty, zza kotary wychynie czasami paskudna twarz patologii.

Sporadycznie do opinii publicznej przebijają się takie sprawy jak Krzysztofa Drewsa profesora-magika z poznańskiego Uniwersytetu Medycznego, który napisał dwie recenzje: pozytywną i negatywną dla tej samej pracy habilitacyjnej. Gdy sprawa wyszła na jaw wykpił się stwierdzeniem, że to asystent napisał pozytywną (dla wprawy w pisaniu recenzji), a sekretarka przez pomyłkę wysłała obie do Wydziału Lekarskiego.

Korporacja profesorska przyjęła to tłumaczenie za dobrą monetę. „Z tzw. „sprawy Drewsa” wynika, że na każdą pracę można napisać dwie różne, przeciwstawne recenzje, albo dowolną ich ilość o różnych odcieniach, aby dostosować je do potrzeb chwili. Z kolei inna sprawa dr Marka Migalskiego pokazuje, że można w ramach głosowania „utrącić” każdą pracę, bez podawania merytorycznego uzasadnienia” (list otwarty Józefa Wieczorka oraz Cezarego Wójcika z NFA, styczeń 2009).

Milczenie CK na temat „sprawy Drewsa” w normalnym państwie (a nie rozdrapanym przez kolesiów) skłoniłoby dziennikarzy i opinię publiczną do wymuszenia na politykach i prokuraturze reakcji – bo byłoby jasnym dowodem, że decydenci środowisk naukowych nie pałają przesadną chęcią walki z toczącymi je patologiami.

Ale III RP normalna nie jest…

Nie powinno przeto dziwić, że w poczuciu zupełnej bezkarności, jaką może dawać tylko świadomość przynależności do środowiska będącego poza kontrolą, szef CK do spraw stopni naukowych z dezynwolturą mówi to, co w innym przypadku musiałoby się skończyć rozmową z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości. A właściwie, musiałoby się zacząć.

 

Ruch Palikota chce usunięcia z Uniwersytetu Jagiellońskiego ks. prof. Franciszka Longchamps de Berier

Dzioennik Polski

KONTROWERSJE. Ruch Palikota chce usunięcia z Uniwersytetu Jagiellońskiego ks. prof. Franciszka Longchamps de Berier, szefa zakładu prawa rzymskiego. Sprawą księdza zajmuje się również komisja etyki w nauce przy PAN……Uniwersytet Jagielloński nie chce komentować sprawy. – Rektor nie dostał jeszcze żadnego z pism dotyczących księdza. Póki się z nimi nie zapozna, nie będziemy udzielać komentarzy – ucina rzecznik UJ Katarzyna Pilitowska…..

Co może orzec komisja etyki w nauce przy Polskiej Akademii Nauk? – Zbadamy sprawę. Jeśli okaże się, że jest w niej coś niepokojącego, możemy się zwrócić do władz uczelni – mówi prof. Andrzej Zoll. – Sprawa właśnie do nas trafiła, nie mogę jej komentować, bo jestem przewodniczącym komisji – dodaje profesor.

Ks. profesor Franciszek Longchamps de Berier kieruje zakładem prawa rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ od 2007 r. Zasiada też w zespole ds. bioetycznych przy Episkopacie Polski.

 

Pirackie wyczyny


Pirackie wyczyny
 

FA2/2013

 Marek Wroński

W poprzednim odcinku (Piratka wśród filozofów, FA 01/2013) opisałem pierwszą część kariery naukowej mgr Magdaleny Otlewskiej, byłej doktorantki (filozofia) Uniwersytetu Wrocławskiego. Po wpłynięciu recenzji stwierdzających, że prawie 2/3 jej pracy doktorskiej Teofania stworzenia według Hildegardy z Bingen (promotor: prof. Janina Gajda-Krynicka) zostało dosłownie przepisane z książek trzech autorów, 14 listopada 2012 r. dysertacja nie została dopuszczona do obrony. Jednak w Radzie Naukowej Instytutu Filozofii UWr. (dyrektor: dr hab. Leon Miodoński, prof. UWr.) nadal toczyły się dyskusje nad celowością zamknięcia przewodu doktorskiego, tak aby ewentualnie nie odbierać doktorantce szans na rozwój kariery naukowej i aby mogła napisać nową pracę (sic!)…..

Ciekawy jest fakt, że 15 publikacji M. Otlewskiej, w których stwierdzono poważne naruszenie praw autorskich innych osób, zostało wydrukowanych w czasopismach recenzowanych i wszystkie przeszły wcześniej przez „sito recenzenckie”. Na podstawie tych publikacji (ogółem jest ich chyba około 20) młoda „uczona” otrzymywała liczne stypendia naukowe oraz trzy granty.

Mam obawy, że brak nadzoru promotorskiego połączony z ambicją i brakiem skrupułów młodych naukowców „pociągnie na dno” jeszcze niejedną nadzieję polskiej nauki.

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ma prawa…

„Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ma prawa, jako urzędnik państwowy, narzucać nauczycielom akademickim co im wolno powiedzieć w czasie wykładu”

wpolityce.pl

KSN NSZZ „Solidarność” z niepokojem odnotowuje komentarz Minister Profesor Barbary Kudryckiej zainspirowany zakończeniem prac nad Kodeksem Etyki Pracownika Naukowego opracowanym przez Komisję do spraw etyki w nauce, działającą przy Polskiej Akademii Nauk pod kierunkiem prof. Andrzeja Zolla.

Podzielamy opinię 538 profesorów i innych pracowników akademickich, którzy w niedawnym liście otwartym piszą

Nasz sprzeciw budzi przede wszystkim część komentarza, w której Pani Minister pisze: „Ale nie mniej ciężkim przewinieniem [jak plagiat czy sfabrykowanie wyników] jest choćby próba zarażania studentów swoim światopoglądem – zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii.” A następnie przytacza Pani w ironicznej formie przykłady związane z Katastrofą Smoleńską i działalnością o. Tadeusza Rydzyka.

Uważamy, podobnie jak sygnatariusze listu 538, że Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ma prawa,

jako urzędnik państwowy, narzucać nauczycielom akademickim i naukowcom co im wolno powiedzieć w czasie wykładu, seminarium lub publicznych wystąpień.

Nie zgadzamy się na to, aby Kodeks Etyki mógł

„być narzędziem bieżącej walki politycznej, wykorzystywanym do dyscyplinowania, jeśli nie karania, pracowników naukowych prezentujących poglądy odmienne od poglądów decydentów politycznych i administracji państwowej.”

 

Będzie interpelacja w sprawie tekstu minister nauki

 

Panią minister poniosło

Nasz Dziennik, 23.02.2013

Będzie interpelacja w sprawie tekstu minister nauki Barbary Kudryckiej cenzurującego wypowiedzi środowisk naukowych – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

Chodzi o tekst szefowej resortu pt. „Sumienność i sumienie naukowca” zamieszczony na stronach resortu. Kudrycka piętnuje w nim pracowników oświaty za „zarażanie studentów swoim światopoglądem”. „(…) zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii” – stwierdza Kudrycka…..

….

– Argumenty minister Kudryckiej są totalnie bezsensowne. Celem uniwersytetu jest przecież właśnie poszerzanie horyzontów studentów. Pani minister używa na początku pewnych lingwistycznych sztuczek po to, by w końcu dotrzeć do katastrofy tupolewa i o. Tadeusza Rydzyka. Wygląda na to, że są to dwa ciernie, które ją bolą. Cała wypowiedź pani minister jest powiązana różnymi szpagatami słownymi, a przy tym zdecydowanie przeciwna idei humanistycznej, jak i idei wolności uniwersytetu – ocenia prof. Piela, chemik z UW.

Przesłanie Kudryckiej odbiera jednoznaczne – pracownik naukowy ma skoncentrować się tylko i wyłącznie na działalności stricte naukowej – jakakolwiek próba oceny tego, co dzieje się w przestrzeni publicznej, jest zaś wysoce niewskazana. Profesor Piela nie życzy sobie takich ograniczeń. – To byłoby równoznaczne z końcem dyskursu publicznego – zaznacza….

 

Aresztowanie profesora Uniwersytetu Wrocławskiego

Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego aresztowany

tvn24, 20.-2.2013

40-letni profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z SLD, Piotr Ż. został zatrzymany w związku z podejrzeniem o przyjmowanie korzyści osobistych. Sprawą zajmuje się już prokuratura. Uczelnia i partia zawiesiły mężczyznę do czasu wyjaśnienia sprawy.

Piotra Ż. jest podejrzany o przyjmowanie korzyści osobistych. Trafił już do aresztu.
Według nieoficjalnych informacji PAP, zatrzymanie ma związek z molestowaniem seksualnym studentek. Prawdopodobnie chodzi o co najmniej kilka studentek, które zgłosiły się na policję – podała Polska Agencja Prasowa….

Profesor i radny Piotr Ż. zatrzymany przez policję. Molestował studentki za wpis do indeksu?

Gazeta Wrocławska .20.02.2013

Piotr Ż., radny Sejmiku Dolnośląskiego, wiceszef dolnośląskiego SLD i profesor Uniwersytetu Wrocławskiego został zatrzymany przez policję. Jak się dowiedzieli dziennikarze portalu GazetaWroclawska.pl, chodzi o domaganie się od studentek usług seksualnych w zamian za wpis do indeksu. Według naszych informacji, profesor nie tylko domagał się takich usług, ale i z nich korzystał. Skargi na Piotra Ż. miały powtarzać się od kilku lat. Tymczasem od kilku miesięcy działacze SLD wymieniali Piotra Ż. jako potencjalnego kandydata tej partii na prezydenta Wrocławia …. Wczoraj otrzymaliśmy pismo z prokuratury w sprawie profesora. Rektor podjął decyzję o zawieszeniu go w obowiązkach oraz skierował wniosek do rzecznika dyscyplinarnego – mówi Jacek Przygodzki, rzecznik Uniwersytetu Wrocławskiego.  ….. Piotr Ż. ma 39 lat. Jest profesorem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 2002-2006 był radnym Rady Miejskiej Wrocławia – pracował w komisji kultury i nauki oraz był wiceprzewodniczącym komisji współpracy z zagranicą. Od grudnia 2010 roku jest przewodniczącym Komisji Kultury, Nauki i Edukacji w Sejmiku Województwa Dolnośląskiego

   

Patologie akademickie po reformach – nowa książka

Patologie - okładka NFA

Patologie akademickie po reformach – Józef Wieczorek

(do pobrania w pdf)